Mamy maj.
Edd wyszedł ze szpitala kilka tygodni temu.
Ukazało się, że będzie miał tylko guza.
Walnęłam twarzą w moją jakże twardą poduszkę. Od razu tego pożałowałam.
Dzisiaj jest sobota. Chłopaki wpadli na genialny pomysł. Postanowili pobawić się w prawdziwy Urbex. Skręcało mnie w środku, gdyż bycie takim Tordem i chodzenie po opuszczonych budynkach, nie skończy się dobrze. Jako iż należę do ich paczki oraz jestem dziewczyną jednego z nich, biorą mnie ze sobą. Przez to też ściska mnie w środku. Cóż, muszę pokazać, że nie jestem trzęsidupą i pójść z nimi. W tajemnicy Edd, wyznał mi, że się boi. W sumie, ja też mu to wyznałam. Po całym zwiedzaniu tego budynku, zaproszę Zielonka na nocowanie. Nigdy za długo u mnie nie był, a mi się udało raz u nich spać.
Jest to historia na inny termin, czy... Coś.
Wypełzłam spod kołdry i spadłam centralnie na podłogę. Dzień się świetnie zapowiada.
Mozolnie podniosłam się z paneli. Rozprostowałam swoje kości i przetarłam oczy.
Powinnam się przebrać. Chłopaki wpadną do mojego domu za chwilę. Tak, za kilka minut.
Była osiemnasta pięćdziesiąt pięć.
Tak, spałam. Nawet dobrze, że to zrobiłam, gdyż nie będę im tam jęczeć, że chcę spać.
Wyjęłam z szafy swoje ulubione ubrania. Co ciekawe, na dworzu jest dość ciepło. Zawsze zimno, brudno i mokro. Tym razem Bóg, wysłuchał moich modlitw. Jak dobrze!
Przygotowawszy się do przygody rozłożyłam się na swojej kanapie. Mateńki jak zawsze nie było w domu. W jakimś sensie się przyzwyczaiłam, ale coraz mniej było jej w moim życiu. Kiedy był tata, nie było takiego problemu. Sam pracował, ale nie tak zawzięcie jak rodzicielka aktualnie.
Leniwie przetarłam oczy i uświadomiłam sobie, że ktoś napierdala w dzwonek do drzwi.
Wstałam z kanapy i podreptałam do wcześniej wymienionego przedmiotu.
Otworzyłam je kluczem oraz uchyliłam.
- Hejka! - wykrzyczała cała banda.
- No cześć! - odpowiedziałam radośnie.
- Gotowa na przygodę? - mruknął Edd i ucałował mnie w usta.
- No jasne! - wykrzyczałam pełna entuzjazmu, ale w środku myślałam tylko, żeby się nie posikać ze strachu.
- No to świetnie! - mówił podekscytowany Tord - Znalazłem idealną miejscówkę! Jest lepsza niż poprzednia!
__, nie zsikaj się. Spokojnie __.
- W jakim sensie lepsza? - zapytałam ciekawym tonem.
- Mówią, że te miejsce jest opętane - odezwał się Tom.
- I sekty mają tam spotkania! - dodał radosny Tord.
Może lepiej wziąć majtki na zmianę?
~🐈~
Szliśmy kawał drogi. Mattowi tak się to znudziło, przynajmniej oznajmił tak chłopakom (gdyż ja wiedziałam coś innego), że aż poszedł do akademiku. Cudem nie odpadły mi nogi, bo serio jest to dość daleko.
- Ile jeszcze? - wymamrotał Edd.
- Tyle ile zmieścisz w sobie Coli - odpowiedział dumnie rogacz.
Edd mruknął coś pod nosem.
- No to jeszcze daleko - skomentował.
Usłyszałam szelest i momentalnie przytuliłam się Edda.
- Szłyszeliście to? - mruknęłam.
CZYTASZ
Więcej Coli mi nie trzeba /Eddsworld|EddxReader\ I
Fanfiction[ZAKOŃCZONE] [POSIADA KONTYNUACJĘ - JESTEŚ TYM JEDYNYM] Opowiadanie zawiera: - Colę - Wulgaryzmy - Szkołę - Pisanie w pierwszej osobie Zapraszam na "oryginalne" fanfiction.
