We troje weszli do jej gabinetu. Rozglądnęli się dokładnie i usiedli na fotelach i kanapie przy małym stoliczku na kawę, który położony był centralnie po prawej stronie drzwi od wejścia.
-No...-zaczął Marcin-Gdzie postawimy na razie jego biurko?-po czym spojrzał na Małecką.
-O ile dobrze pamiętam, ma niedługo przyjechać na praktyki twój kuzyn z Olsztyna, tak?-zapytała i również na niego spojrzała.
-Tak, za tydzień w poniedziałek już u nas będzie.
-Będzie pod twoją opieką, wiec gabinet również będzie dzielić z tobą. A we trzech na pewno się nie pomieścicie-stwierdziła i przerzuciła swój wzrok na szatyna-Wiec tymczasowo musimy umieścić je w gabinecie obrad. Na drugim piętrze. Może być?
-Jasne, oczywiście-odpowiedział szybko bez zastanowienia-Znaczy... tak. Tak-poprawił się i od razu zarumienił, po czym szeroko uśmiechnął.
-Potem poprosimy pana Grzegorza żeby zabrał wszystkie akta z pokoju nr 1 i przeniósł do magazynu. Tam sobie urządzisz własne miejsce-zaproponowała i szybko schłodniał jej wzrok gdy poczuła lekkie motylki w brzuch.
-Nie ma problemu-odpowiedział i trochę bardziej się rozluźnił.
-Dobra-przerwał nagle Kaszuba-Skoro wszystko ustalone to ja wracam do swojej roboty-już miał wychodzić, gdy nagle ponownie odwrócił się do sowich przyjaciół-No właśnie. Wyjątkowo mamy dzisiaj luźny dzień, więc szczerze nie mam pojęcia czym możesz się zająć. Sylwia, jakieś pomysły?
-Mamy od groma nie poskładanych teczek-zaczęła, rozmyślając.
-A, więc zajmie się najpierw twoimi-nie dał jej dokończyć.
-Nie-odpowiedziała od razu-Niech idzie do ciebie, ja ze swoimi dam radę.
-Ja idę zaraz na lunch z Igą i zamykam swoje biuro!-wybronił się z niemałym uśmiechem-Poza tym uważam, że jako chrzest pracowniczy możemy uznać pierwszy dzień pracy z tobą.
-Aż taka ostra jestem?-zażartowała blondynka i zmarszczyła nieznacznie brwi.
-Jak brzytwa...-odbił piłeczkę mężczyzna-Powodzenia, Paweł!-dodał szybko, po czym puścił mu oczko.
-Spokojnie, poradzę sobie. Dzięki-odpowiedział zadowolony i posłał mu wdzięczne spojrzenie. Brunet następnie zniknął za drzwiami, a oni zostali sami. Zapanowała niezręczna cisza, ale ona szybko ją przerwała. Wstała z kanapy i powędrowała do swojego biurka. Usiadła wygodnie w fotelu, włożyła swoją słuchawkę do ucha i wyjęła papiery z teczki.
-W takim razie ja też wracam do pracy. A ty.. tak jak Marcin zaproponował możesz ogarnąć akta. Panuje tam ostatnio niezły burdel przez ten ciągły pośpiech-powiedziała i wróciła nosem w papiery.
-Dobrze-odpowiedział i jeszcze raz jej się przyjrzał. Po raz kolejny zeskanował dokładnie każdy cal jej ciała. Tak bardzo go czarowała. Była wprost idealna.
------------------------------------------------
Po trzech godzinach ciągłego przenoszenia papierów z pułki na stół już ledwo chodził. Przez cały czas panowała cisza. Chyba oboje nie chcieli zakłócać swoich spokojów. Mimo tego, blondynkę męczyło tyle pytań. Chciała go na dzień dobry wypytać o wszystko, tylko po co? Miała nie żyć przeszłością. Miała nie zakłócać swojego porządku w życiu. Tak było znacznie lepiej. Poza tym to świadczyłoby o tym, że dalej coś dla niej znaczy, a tego oczywiście nie mógł pomyśleć. Już jest nikim. Na pewno nikim tak ważnym jak Oskar, którego kochała ponad całe życie. Chociaż to wszystko co było między nią, a szatynem teraz wydaje się być tylko snem. Te wszystkie ich wspomnienia. Z każdym rokiem było ich coraz mniej, powoli znikały, a teraz gdy ponownie się pojawił, wróciły ze zdwojoną siłą, jakby wszystko miało miejsce wczoraj. Dalej było realne. Musiała jak najszybciej wygonić z głowy te natrętne myśli.
Czuł okropny ból w krzyżu i na ramionach. Już dawno nie nosił takich ciężarów. Mimo jego wysportowanej sylwetki i dość dobrej kondycji, to było zbyt wiele jak na pierwszy raz. Gdy niósł jedną z większych stert, potknął się o własną nogę. Wszystkie teczki poleciały w inne strony, a on zadarł sobie buta o podłogę. Huk, który rozniósł się po całym pomieszczeniu trochę ją otrzeźwił. Momentalnie uniosła kąciki swoich ust do góry widząc zrezygnowaną minę bruneta i jeszcze dwa razy tyle papierów na szafie.
-Ha. Ha. Ha-odpowiedział ironicznie, po czym naprawdę się zaśmiał-Mogłaby mi szefowa pomóc, a nie żarty stroić...-spróbował swoich sił w rozluźnieniu sytuacji.
-Zaradny facet jesteś. Poradzisz sobie z pewnością sam-odpowiedziała już chłodno, a następnie wymijając go, ruszyła do wyjścia.
-Proszę pani...-zwrócił się do niej ponowie-A kiedy przerwa?
-Okej... jednak pan, pani... brzmi okropnie-zdała sobie wreszcie sprawę.
-To prawda, Sylwia-nareszcie wypowiedział jej imię i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Od razu pomyślała, jak pięknie brzmi w jego głosie. Znowu przed oczami miała moment, w którym po raz pierwszy je powiedział. Później mówił już tylko zdrobnieniami, które wiedział, że ją irytowały. Na przykład "Sylwuś" lub "Sylwunia". Czuła się wtedy jak mała, nieporadna dziewczynka.
-Tylko nie nadużywaj go za bardzo-zwróciła słusznie uwagę-A co do tej przerwy to czy ona właśnie nie trwa?-zaśmiała się delikatnie, a następnie wyszła z pomieszczenia, zostawiając go samego. Czym prędzej ruszyła na lunch ze swoim partnerem, na który była już spóźniona.
---------------------------------------------------------
Z daleka zobaczyła jej faceta siedzącego jak zawsze w ich ulubionej restauracji. Od razu zauważyła ten grymas niezadowolenia na jego twarzy.
-Naprawdę bardzo cię przepraszam skarbie-zaczęła tłumaczenia, gdy tylko znalazła się na krześle na przeciwko niego.
-Po prostu zacznijmy już jeść zanim zrobię się jeszcze bardziej zdenerwowany-odpowiedział. Od razu pochyliła się nad stołem i chwytając go za policzki, złożyła na jego ustach krótkiego całusa-Przyjmuje przeprosiny-po wypowiedzianych przez niego słowach, przy ich stoliku od razu pojawili się kelnerzy z talerzami pełnymi jedzenia. Uśmiech znowu zagościł na jej twarzy, gdy zobaczyła jej ulubiony makaron z krewetkami podstawiony prosto pod jej twarz.
-Jak zwykle wiesz jak poprawić mi humor-zaczęła rozmowę.
-A stało się coś w pracy, że nie był za dobry?-zapytał lekko zaniepokojony.
-Niee, nic istotnego. Wszystko jest w porządku. To chyba tylko przemęczenie-zapewniła go, a następnie chwyciła za dłoń.
-A jeśli już jesteśmy przy tym temacie to... załatwiłem nam kilka dni urlopu od tego wszystkiego. Wielkiego miasta, ludzi i co najważniejsze pracy. Zasługujesz na chwile wolnego. Nie znam nikogo tak pracowitego jak ty.
-To fakt... tylko, że teraz w firmie mamy małe zamieszanie i przez najbliższe kilka tygodni muszę być cały czas tu...-zrobiła przybitą minę i spojrzała na niego oczekująco.
-Cholera, czyli mam odwołać zabukowane pokoje w hotelu w Zakopanym?-zapytał zawiedziony.
-Mieliśmy jechać w góry?!-krzyknęła podekscytowana.
-Jasne. Przecież je kochasz najbardziej. Poza tym... śniegu w tym roku nie szczędzili, więc nawet z Antosiem skorzystamy z nart-próbował ją jeszcze jakoś skusić.
-No dobra... teraz to mi narobiłeś ochoty na zjazdówki...-odpowiedziała rozmarzona-Okej, jeszcze dzisiaj pogadam z Marcinem, że znikam na kilka dni z Warszawy-odpowiedziała już pewniej i mocniej ścisnęła jego dłoń-Bardzo cię kocham, wiesz?-zapytała uśmiechnięta od ucha do ucha. Tak, była pewna. To właśnie w nim widziała najprawdziwszą miłość. Codziennie uświadamiał jej jak ważna jest. Przy nim czuła się kochana. Szczerze i bezinteresownie. W jego oczach widziała swój świat bez, którego z pewnością by sobie nie poradziła.
-Jasne, ale czy ty wiesz jak ja bardzo cię kocham?-odbił piłeczkę, po czym złożył czułego całusa na jej dłoni.
-Wydaje mi się, że wygram w tej konkurencji-ponownie się zaśmiała i wróciła nie śpiesząc się do jedzenia.
-Mhm... jeszcze zobaczymy...
-------------------------------------------------
Ja to może tutaj tak po prostu zostawię. Miłego dnia/miłej nocy, kochani.
CZYTASZ
Zawsze będę chciał Cię z powrotem...
FanfictionCzy po tym wszystkim to da się jeszcze odzyskac? Mimo wszystko?