MIELIŚCIE tak, ze stres zżerał was od środka? A potem na myśl o tym odczuciu wywołanym przez delikatne wydarzenie, śmialiście się, bądź krzywiliście?
Tegoż dnia Sofi beształa samą siebie za stres jaki odczuwała w tej chwili z powodu pójścia do szkoły. Tak dawno tam nie była, że każda jakakolwiek myśl o powrocie bardzo ją stresowała. Jedyne co przywracało ją do rzeczywistości były krzyki matki z dołu karzące się jej pospieszyć.
Długi wybór jak najlepszej sukienki, ale oczywiście nie przesadzony zajął jej wiele czasu. Zanim wybrała pastelowo-czerwoną sukienkę matka dziewczyny zdarzyła wtargnąć do pokoju i widząc ją jeszcze nie uczesaną, bez komentarza wzięła szczotkę z biurka i zaczęła czesać córce włosy.
— Trzeba było wstać wcześniej — warknęła jedynie postanawiając nie wiązać jej włosów wstążką. — Ubieraj się raz dwa. Śniadanie czeka.
Blondynka skinęła głową i ubrała sukienkę dopasowując do niej odpowiednie kozaki na niskim obcasie. Zbiegła na dół, ale nie na tyle szybko, by rozczochrać włosy i zaczęła konsumować śniadanie w szybkim tępie w obawie, że się spóźni. Gdy zjadła posiłek matka podała jej koszyk z drugim śniadanie i kapelusz, ze sporym rondem.
— Idź, ale nie spiesz się, żebyś czasem się nie spociła w czasie biegu — mruknęła Elizabeth nawet się nie uśmiechając.
Sofii szybko dała jej i ojcu całusa w polik i wyszła z domu widząc stojącego przy drodze brata, który w zniecierpliwieniu jej oczekiwał.
— Jeśli zawsze się będziesz aż tak długo szykowała, to zacznę sam chodzić do szkoły i nie będę na ciebie czekał — stwierdził uśmiechając się widząc zaróżowione policzki siostry od pośpiechu.
— Oj tam. Nie marudź — mruknęła i założyła kapelusz na głowę ruszając przyspieszonym krokiem przed siebie. — Idziesz?! Spóźnimy się jak będziesz się tak ociągał.
Chłopak przewrócił oczami i dobiegł do siostry. Ruszyli szybkim krokiem tuz do szkoły zatrzymując się tuż przed nią. Mimo iż nie było jeszcze dzwonka zwiastującego początek lekcji, wszyscy już siedzieli w środku.
— Ja już idę, odstaw mleko — zaoponował i wszedł niezauważalnie do środka
Sofi skinęła głową wiedząc, że Scott i tak tego nie zobaczy. Podeszła do jeziorka i wyjęła z koszyka mleko. Włożyła je przy brzegu do wody, wśród innych mlek i ruszyła do drzwi, przy których przystanęła. Wzięła głęboki wdech i policzyła w myślach do dziesięciu. Otworzyła drzwi, które na jej nieszczęście wywołały dość głośny zgrzyt zwracając na siebie uwagę innych.
— Cześć — przywitała się z uśmiechem udając pewną siebie, co znakomicie jej wyszło.
Od razu podbiegły do niej dziewczyny zasypując masą pytań, których nawet nie zdążyła wyłapać, gdyż przekrzykiwały siebie nawzajem.
— Ej! Spokojnie — krzyknął Scott sprawiając, że dziewczyny ucichły. — Dajcie jej odetchnąć. Dopiero przyszła.
Dziewczyny posłuchały się go. Sofii uśmiechnęła się szerzej i przytuliła się do dziewczyn, które od razu oddały uścisk.
Blondynka zdjęła kapelusz i powiesiła go na wieszaku, a koszyczek odłożyła obok innych wyjmując uprzednio potrzebne książki.
CZYTASZ
𝐅𝐑𝐄𝐄 𝐂𝐇𝐎𝐈𝐂𝐄 • 𝐆𝐈𝐋𝐁𝐄𝐑𝐓 𝐁𝐋𝐘𝐓𝐇𝐄 ✔️
Fanfiction𝐒𝐎𝐅𝐈 𝐊𝐈𝐌𝐏𝐓𝐎𝐍 ❞MUSZĘ WIEDZIEĆ CO SIĘ DZIEJE U MOJEGO RYWALA❝ Dziewczyna po roku nieobecności w Avonlea postanawia wrócić. Wraz z powrotem wracają również kłótnie z własną matką. Razem ze swym bratem wracają do szkoły i z powrotem zacieśnia...