Epilog

718 36 30
                                        

-Holly Winchester-Laffite, zatrzymaj swoje szanowne cztery litery w tej chwili!

Holly stanęła jak wryta, ledwo wyhamowała-biegła, gdzie chciała, ale przynajmniej była grzeczna, gdy jej tego zabroniono. Po prostu zapomniała, że na nieznanym terenie nie wolno się oddalać. Każdemu się zdarza.

Spojrzała na swoje żółte buciki, dotknęła czubkiem obuwia wystający z asfaltu mlecz. Westchnęła ciężko.

-Już?-zapytała, patrząc do tyłu, na mamę.-Mogę iść, mogę iść?

-Jaki niecierpliwiec.-Deanna stęknęła, unosząc jedno z ich pudeł: oparła je na biodrze.-Cas, idź z nią, bo tu jajko zniesie.

Brunetka kiwnęła głową, złapała Holly za rękę, ale zawahała się, zanim otworzyła furtkę.

-Na pewno nie potrzebujecie pomocy?

Deanna pokręciła głową.

-Idź, kochanie. Ben, weź to ode mnie, zanim mi kręgosłup strzeli.

Holly przeskoczyła próg chodnika-Novak uchyliła furtkę, puszczając rączkę pięciolatki, która piorunem znalazła się na podjeździe.

Przebiegła po ścieżce i wskoczyła na trawę, jak niewyżyty zwierz-pobiegała trochę, śmiejąc się głośno, ciesząc intensywną, zadbaną zielenią.

-Mamuś, mogę do tyłu?-pokazała na podwórko za domem.-Mamuś, mogę?

-No leć, tylko uważaj.

Holly popędziła do ogrodu, po chwili było słychać jej zachwycone okrzyki na widok piaskownicy i własnej huśtawki. Cas obeszła powoli dom, by do niej dołączyć.

-Mamuś, zobacz!-Holly nie mogła się zdecydować, czy woli najpierw wskoczyć do piasku, czy poprosić rodzica o chwilę zabawy na huśtawce.-Mam własny plac zabaw!

-Fajnie, prawda? Patrz, tam jest sadzawka.-kucnęła, by być na jej poziomie i pokazała jej małe oczko wodne w rogu ogrodu.-Chcesz zobaczyć rybki?

Holly pokiwała głową, podchodząc już nieco ostrożniej. Wiedziała, że woda bywała niebezpieczna, nawet, jeśli odgradzał ją niski płotek.

W sadzawce istotnie pływało parę małych rybek, miały nawet sporo miejsca. Holly patrzyła na nie jak zaczarowana, zaczęła je po kolei nazywać, gdy Deanna zawołała je znowu na przód działki.

Dom nie był gigantyczny, ale zdecydowanie odpowiadający ich wymaganiom-parter i piętro, cały biały, z małą werandą, drewnianymi okiennicami. Będą go spłacać do końca życia, ale było warto.

Holly jeszcze nigdy nie była w środku, to miała być niespodzianka. Nigdy nie była nawet na tym adresie, Benny zajmował się nią, gdy Cas i Deanna pojechały obejrzeć budynek. Zdecydowały się jeszcze tego samego wieczora.

Miał wyremontowaną kuchnię, otwarty salon, pokój gościnny i łazienkę na parterze, garaż na jedno auto (Impalę, auto Castielle sprzedały), spiżarnię. Na piętrze była ich sypialnia i pokój Holly, jeśli będzie chciała w przyszłości więcej prywatności, może się przenieść do gościnnego na dole. Mały gabinet dla Deanny, która dalej pracowała z domu, też się nadawał. Spora łazienka z wielką wanną również.

-Mamo, tam są rybki!-Holly wyrwała się Cas, by od razu zrelacjonować tą małą wycieczkę Deannie.-I taki śmieszny mały domek.

Winchester uniosła brwi.

-Wiesz, dla kogo?

-Dla mnie!-Holly chwyciła się jej sukienki.-Mój własny.

Blondynka zaśmiała się lekko, ale nie chciała jeszcze wyprowadzać jej z błędu-Benny stęknął głośno, gdy wystawiał pudła przy furtce. Nie mieli jeszcze zdalnego klucza do bramy, by mógł wjechać na posesję i chyba tylko obecność Holly powstrzymywała go od przeklinania jak szewc.

sick of losing soulmatesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz