– Chuuya, musimy pogadać – powiedziałem poważnie.
Spojrzał na mnie zaskoczony nagłą zmianą nastroju.

– A o czym chcesz gadać, Dazai?

Uśmiechnąłem się pod nosem. Nadal mnie będzie zadziwiać, jak szybko przechodzi on do porządku dziennego z moją huśtawką nastrojów.

–  Oj, Chuuya, Chuuya, Chuuya. Już zapomniałeś co się stało przed tym wydarzeniem? Wcale bym się nie zdziwił. Nie dobry z ciebie piesek Chuuya- tak martwić swojego pana? To nie do pomyślenia-

Nie zdołałem dokończyć, gdy poczułem, jak pieść wbiła mi się w brzuch. Zgiąłem się w pół, pomimo, że to uderzenie nie było mocne.

- Zamknij się, Dazai. Dopiero przyjechałem, a zacząłeś mnie wkurwiać tak samo mocno, jak kiedyś, jednak wracając do sprawy to pamiętam, że dostałem misję od szefa, żeby przesłuchać kilku więźniów. Nic nadzwyczajnego. Przyszedłem, dowiedziałem się kilku informacji i gdy już chciałem ich zabić, zaproponowali mi pewną ofertę w zamian za darowania im życia. Nie miałem zamiaru ich słuchać, lecz powiedzieli, że dadzą mi informacje, dlaczego zniknąłeś z mafii. Chcą, nie chcąc posłuchałem ich, lecz po tym co się dowiedziałem, wpadłem w taką furię, że uaktywniłem korupcje. Wiesz pewnie co się działo dalej.

Uśmiechnąłem się gorzko. Jak śmiałbym zapomnieć. Ta scena śni mi się w najgorszych koszmarach. Jednak nie to było w tej chwili ważne. Jakie informacje chciał Mori od tych więźniów?

- A te informacje dotyczyły czego Chuuya?

- Wydaje mi się, że mogło chodzić o jakieś naruszenie terenów oraz o przywódcę. Mógł być on poważnym zagrożeniem, a Mori wykazywał wielką ciekawość, wobec tego mężczyzny. Mafia żyła nim od kilku miesięcy.

- Znasz jego dane?

- Był to bodajże Nikumubeki Akuma. Lat 36, urodzony 04.11.1980 w małej mieścinie o nazwie Utashinai w prefekturze Hokkaido. Miasto przeżywało bardzo mocny spadek populacji oraz jakości życia, co spowodowało duży skok przestępczości w tych latach. Na dodatek głowa rodziny zmarła kilka lat wcześniej, a rodzina nie potrafiła się podnieść. Wiadomo było, że był maltretowany przez nich, aż pewnego dnia, został wywalony z domu i błąkał się po ulicy. Nikt nie chciał mu pomóc, gdyż plotki głosiły, że sprowadza nieszczęście na każdego kto chociaż na niego spojrzy. Zgarnął go kiedyś pewien mężczyzna, który zatrzymał się tam w celach turystycznych i od tej pory słuch o nim zaginął aż do momentu, w którym nie pojawił się jako młody mafioso z dobrze gospodarującą mafią i stał się wrogiem Portówki. Nazywano go żniwiarzem. Tylko tyle informacji zdołałem zdobyć.

- Dobrze, a powiedz mi jakie stanowił zagrożenie.

- Szykował się na zabranie terenów koło portu, zająć Tsurumi oraz Yokohama tenri building.

Ooooo, czyli wiedział jakie są strategiczne miejsca w Yokohamie. Intrygujące. Musiał poświęcić wiele czasu by się tego nauczyć lub ktoś go musiał zaznajomić. Ten mężczyzna. Kto to mógł być? Nawet w samej Yokohamie wiedza o tych miejscach nie jest znana na poziomie kluczowym. Już wiem, dlaczego Mori zapałał do niego zainteresowaniem. Jego imię i nazwisko oznaczają "znienawidzony demon". A może jest to celowy zabieg? Każdy raczej wie kto nosi to imię. Mogłoby to sprowadzać na ludzi poczucie żalu, a może i nawet przywiązania, dzięki czemu łatwiej manipulować ludzkimi duszami. W dodatku nikt przy zdrowych zmysłach nie zostawia sobie takiego imienia, a może w jakiś pokręcony sposób sprawia mu to przyjemność wracanie do swoich korzeni? Jest też opcja, że ktoś nadał temu imieniu nowe znaczenie.

- Masz jakieś przypuszczenia kim jest ten mężczyzna, który go zabrał?

- Możliwe, że to był emerytowany dowódca wojskowy jak wynika z raportu moich ludzi, lecz jest za mało osób by to potwierdzić.

- Braliście pod uwagę, że informacje mogą być sfałszowane?

- Myśleliśmy o tym, jednak było za mało informacji by je obalić i trzymaliśmy się nich kurczowo, wiedząc, że cokolwiek jest lepsze od niczego.

- Dobrze więc, ufam twemu osądowi. Na tą chwilę nie możemy nic zrobić, więc nie zawracajmy sobie tym głowy. Zmęczyłem się już Chuuya~. Nie chcesz mnie podrapać po głowie?

Zanim zdążył coś odkrzyknąć, jak to miał w zwyczaju, położyłem się na jego miękkich (skubany, nawet w tym życiu ma obsesje na punkcie swojego wyglądu) udach i wtuliłem się w nie.

- Oiii, Dazai!!!! Co ty myślisz, że robisz, co!?!?!?! I kto ci w ogóle pozwolił leżeć na moich udach?!?!?!

- Oiii, Chibi. Zaraz ktoś tu przyjdzie z myślą, że robimy tu jakieś niemoralne rzeczy. Chyba, że cię to podnieca, co? Zostanie przyłapanym. Nie wiedziałem, że w takim małym ciele potrafi być taka żądza. Aż się czuję lekko zawst-

- Dobra!!!!! Leż sobie, tylko skończ gadać te bzdury!!!! - gdy to wykrzykiwał, przyłożył mi poduszkę do głowy i zaczął mnie "podduszać". Ja nie mogłem sobie pozwolić na takie haniebne traktowanie i użyłem sekretną broń. Mało kto wie, że potężny i zły mafioso, ma bardzo delikatne ciało i najmniejszy podmuch potrafi spowodować, że się wzdryga. Ja oczywiście, będąc wspaniałomyślnym przyjacielem (a może kochankiem?) musiałem wykorzystać ten fakt. Wziąłem ręce i ułożyłem je w odpowiedni sposób na jego brzuchu i zacząłem śmiercionośną technikę. Nie minęła sekunda, a ten leżał już pode mną w konwulsjach śmiechu. Minął już jakiś czas, kiedy widziałem go tak uśmianego, więc był to odświerzający widok. Nie mogłem się aż wręcz napatrzyć.

Po jakimś czasie przyszedł tata Chuuyi mówiąc, że to już czas na obiad. Nawet nie wiem, kiedy to minęło, gdyż przyszli w zenicie, a teraz jest już czas na trzeci posiłek. Ruszyliśmy w dół po schodach omijając wiele zdjęć rodzinnych, a nawet portretów. Mój towarzysz patrzył na to wszystko z takim zapałem i ciekawością, że było to nawet słodkie. Ale tylko tak ociupinkę.

Gdy byliśmy już przy stole, zastał nas niecodzienny widok. Wielki stół zastawiony różnymi daniami z całego świata, służbę, która latała tam i z powrotem, w wielkim zapędzie oraz nasze rodziny uśmiechnięte od ucha do ucha. No powiem trochę przerażające, lecz karzełek uśmiechnął się na to czuło. Od zawsze wiedziałem, że marzy on o tym by posiadać prawdziwą rodzinę, a w tym życiu może pozbyć się choć części swych problemów. Było to bardzo pocieszające widząc go szczęśliwego z powodów, które nigdy nie powinny mieć miejsca, patrząc na jego osobę. Byłem, jestem i zawsze będę przekonany o tym, że Chuuya jako jedyny na tej Ziemi zasługuję na prawdziwe szczęście.

Ruszyliśmy do przodu i dołączyliśmy się do nich. Usiadłem przy najstarszym bracie - Kenzō - który rozmawiał z Misaki, siostrą Chuuyi. Była to rudowłosa piękność, nawet jak na jej wiek. Posiadała zniewalająco ciepłe brązowe oczy i szeroki uśmiech, który rozgrzewał niemalże każde serce. Każde, prócz mnie. No cóż, ja mogę zostać oczarowany tylko przez ten jeden specjalny uśmiech. Mój brat był za to spokojnym sympatycznym chłopcem o włosach w cieplejszym odcieniu od moich oraz o zielonych oczach, które kolorem przypominały ciemny las. Rozmawiali o muzyce i co mnie zaskoczyło o Oskarze Schusterze i o jego płycie Vervlogen, która była wydana ostatnio, ale dopiero ostatnio miał czas by ją przesłuchać. Nie powiem, zdziwiło mnie to, lecz podoba mi się jego gust muzyczny. To wcale nie tak, że ja sam go nie posiadam, tylko słucham to, na co akurat mam ochotę. Chciałem się też o tym wypowiedzieć, jednak powstrzymało mnie to, że nie mogę powiedzieć za wiele, gdyż nadal mam 4 lata i nawet najinteligentniejsze dziecko nie miałoby takiej wiedzy na ten temat.

Spojrzałem na Chuuyę, szukając ratunku od nudy, lecz ten rozmawiał z Asami. O czym mógł gadać 26 letni mężczyzna z 2 latką?!?! To nie tak, że jestem zazdrosny, tylko mnie to strasznie ciekawiło. Postanowiłem, że zrobię to, co najlepiej potrafię i pójdę go denerwować.

- Chuuya~  a co ty tam robisz??

- Dazai? Co ty znowu chcesz, co?

- Nieładnie tak Chuuya. Chciałem tylko porozmawiać z tobą, ponieważ czuję się bardzo samotnie, ale jeśli jesteś taki nie miły, to lepiej sobie pójdę. Nie chcę ci przeszkadzać w tej ważnej wymianie zdań.

Powiedziałem i odszedłem do mojego ulubionego pokoju, pokoju artystycznego. Tam przebywałem większość dnia, ucząc się z guwernantą. Były tam liczne obrazy oraz portrety. Nie muszę mówić, że większość narysowałem ja. Taki pokój był dla mnie i tylko dla mnie, bo tylko ja uczyłem się w domu. Mi to pasowało jak i wszystkim mieszkańcom domu.

Chuuya zgodnie z oczekiwaniami poszedł za mną, z miną jakby równocześnie chciał mnie zabić i zbitego szczeniaka. Nie powiem, dawało mi to pewną satysfakcję patrząc jak ten mały człowieczek się nie stawia, tylko idzie z miną (no może nie aż tak bardzo, ale jednak) pokutnika za swoim panem. Moje zapędy kontrolowania są leciutko zadowolone, bo mogę stwierdzić, że wygrałem tą potyczkę.

Wszedłem, poczekałem aż przejdzie przez drzwi i zamknąłem je na klucz, który schowałem do kieszeni.

- Makrelo!!! Co ty myślisz, że robisz, hę!?!?!

- Ja tylko upewniam się, że nie uciekniesz mi tym razem i pospędzasz ze mną swój czas, a nie z tym bachorem. Ile się nie widzieliśmy, co? Trochę minęło, a ja mam ochotę spędzić trochę czasu z mym chłopakiem.

Zarumienił się jak pomidor, tak, że niemal jego włosy zlewały się z twarzą.

- A od kiedy się spotykamy?!?! I kiedy ja ci powiedziałem niby tak!?!?! Bo ja sobie nie przypominam!!

Westchnąłem z irytacją. Czy on naprawdę jest taki głupi i niedomyślny czy tylko tak udaje?

- A ja sobie przypominam i to bardzo dobrze, że przed twoją śmiercią wyznaliśmy sobie uczucia i powiedziałeś, że chciałbyś w następnym życiu się spotykać. Chyba, że źle zrozumiałem i tak napraw- przed dokończeniem powstrzymała mnie jego ręka

- Okej!!!! Dobra, przypomniałem sobie. Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało, tylko nie podoba mi się, gdy decydujesz za mnie i mówić mi o jakiś sprawach nawet ze mną tego wcześniej nie uzgadniając. Jeśli chcesz się ze mną spotykać musisz mówić mi wszystko. Nie lubię się czuć niedoinformowanym i ty dobrze o tym wiesz.

Zabrał rękę z mojej buzi i się uśmiechnął. Boże, zrobiłbym wszystko za ten uśmiech i żeby uśmiechał się tak najczęściej i tylko dla mnie. Odwzajemniłem gest i czując magię tej chwili postanowiłem zrobić w to bardziej "romantyczny" sposób.

Pocałowałem go w usta (na tyle ile może sobie pozwolić 4 latek) i po krótkiej chwili odrywając się od niego, spojrzałem się i powiedziałem:

- Kocham cię, Chuuya Nakahara. Czy chcesz uczynić mi ten zaszczyt i zostać moim chłopakiem?

- Też cię kocham 'Samu i tak, chcę zostać.

Po tym jak to powiedział, zachichotał delikatnie i znowu mnie pocałował.


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Okej!!! W końcu skoczyłam, sówki. Długo mi to zajęło przez naukę, lecz w święta postaram się to lekko nadrobić. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Chciałabym też zadeklarować ten rozdział WiktoriaDrozd509, gdyż najbardziej napędzała mnie w publikacjach. Dzięki za miłe słowa i komentarze.

Do zobaczenia!! Miłego dnia/popołudnia/nocy
[1704 słów]

Poprawial
@Kacper_Zaychik









stare dziejeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz