2

8 1 0
                                        

Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. To chyba pierwszy raz, kiedy cieszę się, że idę do szkoły. Nigdy nie sądziłam, że to może się kiedyś stać. Jak na ogół jestem leniem to teraz nie potrafię leżeć w łóżku. To będzie taki piękny dzień. Aż mam ochotę śpiewać i tańczyć. Czuję się po prostu jak Roszpunka, wolna od wierzy. Zawsze porównywałam się w jakimś stopniu z Roszpunką. Obojętnie jaki odcień miały moje włosy i czy były ścięte czy nie. Zawsze czułam, że coś mnie łączy z tą dziewczyną z bajki.

Mój promienny nastrój zauważył każdy w domu. Mimo tego, że brat jest denerwujący, siostra cały czas szuka pracy a mama i tata nie odzywają się do siebie, to jest wspaniale. Zjadłam śniadanie i udałam się na autobus. Usiadłam na wolnym miejscu, po chwili wyciągając telefon. Weszłam na portale społecznościowe, których nigdy nie miałam z wiadomych mi przyczyn. Jednak teraz założyłam to co każdy ma i nawet dodałam swoje zdjęcie. Pomyśleć, że jeszcze trzy miesiące temu tego bym nie zrobiła.

Autobus zatrzymał się na przystanku, a ja nie wiedząc czemu, oderwałam wzrok od telefonu i spojrzałam się na ludzi wchodzących do środka. Na końcu były one. Alex, Sasha, Ruby. Dziewczyny, które zrujnowały mój pierwszy rok w szkole. W jednej sekundzie wszystkie wspomnienia wróciły. Przed oczami mijały mi obrazki i filmiki. Wróciły do mnie uczucia, których nie chciałam już czuć.

Alex spojrzała mi prosto w oczy. Rozpoznała mnie. Jestem tego pewna. Zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Próbuje zakryć swój atak paniki, ale chyba idzie mi marnie. Głupia ja myślałam, że jak zmienię swój wygląd wszystko się zmieni. One nigdy nie dadzą mi żyć. Wszystkie w trójkę zaczęły podchodzić do mnie w spowolnionym tempie. Mój wzrok ani na chwilę nie przeniósł się w inne miejsce.

Dziewczyny stoją przede mną, a świat się zatrzymał. Co robić, co robić, co robić! Krzyczę do siebie w myślach, jak jakaś wariatka.

Hej, czy my się znamy? - Alex spojrzała na mnie tymi swoimi brązowymi oczami.

Nie rozpoznała mnie? Mój oddech zaczął się normalizować. Jest dla mnie nadzieja. Albo to, albo udaję, żeby mieć większy ubaw. Widząc, że autobus zbliża się do przystanku, zabrałam swoje rzeczy i wstałam.

Nie - powiedziałam tylko, odrywając od nich wzrok. Minęłam je i podeszłam do drzwi

Myślałam, że ją znam - usłyszałam jeszcze za nim wyszłam z autobusu.

Tylko ja mam chyba takiego pecha. Żeby wstać z dobrym nastrojem i w ciągu godziny to stracić. Mam nadzieje, że ten dzień będzie lepszy.

Z przystanku do szkoły jest krótki dystans, ale po dzisiaj chyba przerzucę się na rower albo na chodzenie pieszo. Co one tutaj robiły, ich szkoła jest jakąś godzinę jazdy stąd. Spodziewałam się, że kiedyś na nie trafię, ale nie spodziewałam się, że to będzie tak szybko.

Nie pierwszy raz miałam atak paniki, ale pierwszy raz tak szybko sobie z nim poradziłam. Od zawsze wiedziałam, że moja rodzina zbagatelizowałaby to co bym im powiedziała. Wszyscy wiedzą jacy są rodzice, choć niektórzy bardzo kochani to i tak mówiąc im o swoich problemach, powiedzieliby tylko "Przesadzasz". Poza tym, nigdy nie miałam odwagi stanąć przed matką i powiedzieć jej co mnie gnębi. No bo jak powiedzieć osobie, która cię urodziła i wychowała, że tobie już nie chce się żyć? No jak? Jak powiedzieć komuś, kto cię kocha, że jesteś w szkole gnębiony? Ja tego nie potrafię.

Dużo razy myślałam, że więcej nie dam rady. Udając i mówiąc wszystkim, że jestem zmęczona i że idę spać, tak na prawdę chowałam się w łóżku cicho płacząc by nikt nie usłyszał. Czasami wchodziłam pod prysznic tylko po to by swoje łzy połączyć z czystą wodą.

Closing the pastOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz