Marit
(14 lat wcześniej)
Życie czteroletniej dziewczynki z całą pewnością nie powinno być zdominowane przez strach. Opuchniętymi od płaczu oczami spoglądam w stronę ojca, który nie wydaje się wzruszony moimi łzami. Surowy wyraz jego twarzy jeszcze bardziej akcentuję jego niezadowolenie.
Dzisiejszej nocy po raz pierwszy mam zostać sama w przerażającym zamczysku, gdzie jedynymi moimi towarzyszami pozostaną siedzące na parapecie okna wrony. Te ptaki od dnia moich narodzin nie spuszczają ze mnie oka.
Boję się ich.
Nie chcę zostać tu sama.
Mimo, że jestem tylko dzieckiem odnoszę nieodparte wrażenie, że dzisiejszej nocy stanie się coś złego. Rozszalały na zewnątrz sztorm na pobliskim morzu utwierdza mnie w tym przekonaniu. Huk uderzających o skały piorunów powoduje, że zaczynam się trząść.
– Może nie powinniśmy jej zostawiać samej? – niepewny głos mojej matki przerywa ciszę, głośno przełyka ślinę i nerwowo kciukiem i palcem wskazującym pociąga za płat swojego lewego ucha- To jeszcze dziecko- dodaje po chwili.
Blond włosy mężczyzna z zakolami wkłada do spodni, pogniecioną koszulę, która w niekorzystny sposób eksponuje zaniedbany piwny brzuszek.
– To nazywasz dzieckiem?!! -- wydziera się, a następnie bierze w garść moje włosy i brutalnie prowadzi mnie do kobiety.
Dziecięcymi rączkami nieudolnie, próbuję wyrwać się z uścisku. Odgłosy burzy stłamszają mój płacz. Zresztą przyzwyczaiłam się do tego, że nikt się mną nie interesuje.
– Halvorze, proszę nie rób jej krzywdy. Nie wiemy co może się stać -- kobieta, kładzie swoją dłoń na ręce męża.
Ojciec puszcza mnie i wychodzi z komnaty. Matka przez chwilę spogląda na mnie przepraszająco, a następnie podąża w ślad za Halvorem. Słyszę tylko zgrzyt zamykanego zamka w drzwiach.
Niepewny blask świeczki umiejscowionej na stoliku przy łóżku rozświetla panującą w pomieszczeniu ciemność. Jej światło pada na wiszące nieopodal stare lustro o owalnym kształcie i drewnianej ramie. Rodzice mi nie wierzą, ale czasami widzę w nim kobietę bez twarzy, którą bladą dłonią wskazuję wprost na mnie. Zjawisko to powtarza się dość regularnie, jednak za każdym razem udało mi się wybiegać z pokoju.
Dzisiejszej nocy zostałam uwięziona tutaj wraz z czyhającą na mnie zjawą z lustra. Powoli podchodzę do łóżka, staram się nie spoglądać w stronę powodującego we mnie strach przedmiotu. Prawdziwym pechem jest to, że wisi ono tuż przy moim łóżku. Szybko wskakuję pod kołdrę, zakrywam całe swoje ciało i dla bezpieczeństwa odwracam się tyłem.
Przymusowo zamykam oczy i wsłuchuję się w odgłosy ciszy, co jakiś czas przerywane są przez grzmoty z nieba.
Mimo, że jestem tylko małą dziewczynką, wiem, że nie tak powinno wyglądać szczęśliwe dzieciństwo. Dziecięcym umysłem marzę, tylko o tym aby poczuć się kochaną. Naprawdę nie wiem, dlaczego mój tato, aż tak mnie nienawidzi.
Łzy samotności miarowo spływają po moim dziecięcym policzku, czarne kosmyki włosów wchodzą mi w usta. Leżę w bezruchu, boję się nawet oddychać. Wyczuwam w tym pomieszczeniu obecność jeszcze jednej osoby. Nie chcę, aby mnie znalazła. Naiwny dziecinny rozum myśli, że pierzyna ochroni mnie przed czyhającym na mnie niebezpieczeństwem. Po głośniejszym uderzeniu pioruna, jeszcze bardziej opatulam się białym materiałem.
Słyszę odgłos kroków, który rozpoczął się od strony wiszącego na ścianie biurka, spinam swoje małe ciało i śledzę kroki nieproszonej postaci. Porusza się wzdłuż łóżka, by przy jego krawędzi skręcić i przystanąć dokładnie po środku drewnianego oparcia. Zagryzam zębami swoje wargi, aby stłumić odgłosy mojego płaczu.
Gwałtownie nadludzka siła odkrywa moje ciało, pościel przelatuje przez pół pokoju i ląduje ułożona na podłodze.
Roztrzęsiona, przewracam się na plecy i niezgrabnie przesuwam się w stronę ściany. Spod na wpół przymkniętych powiek dostrzegam, że kobieta z lustra jest w tym pokoju. Stoi w kompletnym bezruchu, słyszę jedynie charakterystyczny chrzęst nierównych oddechów. Dziecięca ciekawość pozwala mi dostrzec coś, na co w życiu nie zwróciłabym uwagi. Wbrew temu, że się boję odwracam głowę w kierunku świeczki, płomień pulsuję, kreuję na ścianie niezgrabne sylwetki postaci. Każda z nich synchronicznie sunie się w kierunku przysprawiającej mnie o strach kobiety. Zlękniona ponownie odwracam wzrok w stronę niepożądanego gościa. Ręką przecieram załzawione oczy, by wyostrzyć swój wzrok. Na wprost mojego łóżka stoi przezroczysta kobieta. Jej siwe włosy uczesane, w schludny kok świecą tak jakby były posypane fosforescensyjną substancją. Postać wykrzywione, długie palce opiera na łóżku. Odnoszę wrażenie, że one przesuwają się w moją stronę.
Gdy już przygotowuję się do ucieczki, zjawa gwałtownie skacze prosto na mnie. Lodowate szpony, mocno zaciskają moją nadgarstki. Nieudolnie próbuję wyrwać się z pułapki, ale szybko zostaje przytwierdzona do materaca. Starsza pani niebezpiecznie blisko nachyla swoje oblicze do mojej twarzy. Opadam z sił, mój oddech staje się miarowy, cała energia życiowa momentalnie znikła, jakby skradziono mi ostatni oddech.
Z letargu wycuca mnie stukanie dziobem wron o szybę. Przez całe swoje ciało czuje mrowienie. Niekontrolowana dawka mocy, wybucha z mego wnętrza, rozpylając jaskrawo fioletowe światło. Nękające mnie stwory rozpływają się w powietrzu. Przyspieszone bicie mojego serca zatruwa ciszę, która właśnie nastała.
Odrętwiała w zupełnym bezruchu, gdzie jedynie moja klatka piersiowa unosi się w rytm szybciej bijącego serca, leżę na łóżku. Panująca wokół cisza sprawia, iż się boję otworzyć oczy. Muszę jednak przełamać swój własny strach. Po kilku głębszych wdechach nieśmiało unoszę do góry powieki. Witają mnie wstydliwie świecące z okna promienie księżyca. Nikogo oprócz mnie i nocnego mocarza za oknem nie ma tutaj. Wzdycham z ulgą. Nawet burza zniknęła gdzieś w oddali. Mimo wszystko ta cisza nie daje mi spokoju. Zbyt szybko, zbyt łatwo się to skończyło.
Drżące ręce sięgają do krawędzi łóżka, nogi mam ciężkie niczym z ołowiu. Z trudem wstaję na ziemi, chłód drewnianych desek przeszywa moje bose stopy. Moje małe przerażone ciało staję się w tej chwili silniejsze, zupełnie jakby coś na mnie wpłynęło. Odwracam wzrok w stronę wciąż wiszącego lustra. Wgapiam się w nie, szukam jakichkolwiek oznak, że nie zwariowałam. Nie ma jej. W szklanym odbiciu nie trwa kobieta bez twarzy.
Nagły cichy szelest sprawia, iż podskakuję zlękniona, mimowolnie odwracam się w kierunku okna. Na parapecie kilka wron, wręcz przeszywa mnie wzrokiem. Ich zimniejsze od bryły lodu oczy obserwują mnie. Mam wrażenie jakby wiedziały co się tutaj całkiem niedawno wydarzyło. Możliwe, że to one mi pomogły, lecz czy to wszystko ma sens? Teraz te potwornie wyglądające ptaki czekają.
Ostrożnie jak najwolniej podchodzę do okna, raptownie nim się rozmyślę, chwytam za brzeg zasłony i bardziej je odsłaniam. Świat na zewnątrz nocą wydaje się taki tajemniczy i spokojny zarazem. Całkowicie ukrywa ślady po burzy, co jeszcze tak niedawno rządziła moim światem. Stworzenia krukowate milczą, jednakże ich obecność sprawia mi dyskomfort. Niepokoję się. Dziwi mnie fakt, że już nie czuję strachu, który przed chwilą mnie paraliżował. Może w końcu udało mi się zaakceptować istnienie tamtych stworzeń. Czy jestem przez to silniejsza?
Tajemnicza siła każe mi spojrzeć na stolik nocny ku mojemu zaskoczeniu widzę jak płomień świecy umiejscowionej na stoliku zaczyna migotać. Coś łudząco przypominające prąd przedziera się przez mój umysł, karmi mnie wiedzą, Nie jestem w stanie by zerwać tego połączenia. Bez mojej zgody zostaję obciążona czymś czego jako dziecko zupełnie nie rozumiem.
Bodajże jestem tylko małą dziewczynką, mimo to przypuszczam, że wiem znacznie więcej niż dorośli. Chociaż może to oni nasyłają na mnie te upiorne byty, zażarcie broniąc się przed tym, że nie mają pojęcia o tym drugim świecie, który przenika na nasze ziemie.
Wiem to, nie jestem sama i bezbronna. Odważnie postanawiam na własną rękę odkryć co czai się w tym zamku.
CZYTASZ
Pomiędzy
HorreurNawet koniec nie zdołał uwolnić jej od przeznaczenia. Dopiero jako duch odkryła, że tak naprawdę nigdy nie należała do świata ludzi. Jej śmierć nie była przypadkowa? A może jest jedynie pionkiem misternej gry, prowadzonej przez trójkę nadnaturaln...
