~Prolog~

95 1 1
                                        

Tańczę na krawężniku i to nie byle jakim, bo na takim ogromnym! Właśnie mam robić obrót, jednak coś nie idzie po mojej myśli, ponieważ nagle upadam w czeluści...

- Wstawaj śpiochu, bo się spóźnimy! - Emily krzyczy mi do ucha, ponownie uderzając miękką poduszką.

- Mhmm ­- mruczę i przewracam się na drugi bok - daj mi pięć minut.

- No chyba żartujesz - moja poduszka zostaje mi brutalnie zabrana - masz 10 minut, żeby się wyszykować inaczej Smith nas zje.

-To czemu mnie nie budzisz! - z prędkością światła wstaję z łóżka, co nie jest takim dobrym pomysłem, bo na moje nieszczęście, zaplątuję się w kołdrę i jak długa (dobra nie taka długa mam tylko 1.55m wzrostu) z głośnym hukiem ląduję na panelach.

- O cholerka, mój tyłek!

Po pokoju roznosi się śmiech blondynki.

- No, wiesz taka przyjaciółka z Ciebie - przewracam oczami - ja tu cierpię katusze, a Ty się ze mnie śmiejesz

Blondynka ponownie wybucha śmiechem, a ja z grymasem na twarzy wstaję z zimnej podłogi.

- Będę mieć siniaka jak nic - marudzę, rozmasowując obolałe miejsce.

- Weź już nie narzekaj tylko idź do łazienki się szykować - rzuca we mnie różowym misiem.

Unoszę ręce w obronnym geście i zamykam się w łazience. Faktycznie muszę się śpieszyć, bo z profesor Smith to wyjątkowo okrutna kobieta. Cóż... na nasze pierwsze zajęcia z nią delikatnie się spóźniłyśmy, więc na rozgrzewkę kazała nam napisać wypracowanie napięć stron o jakieś rewolucji czy innym historycznym czymś. Później straciłyśmy calutki weekend na sprzątaniu jej kantorka. No i wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że syf tam był nieziemski. Mopa to to pomieszczenie nie widziało chyba od zakończenia II wojny światowej. Okropnym doświadczeniem było to jak przez przypadek wzięłam do ręki jakieś włochate niezidentyfikowane coś. Mam traumę!

Wracając, kobitka dalej to pamięta i mrozi nas wzrokiem przy każdej możliwej okazji.

W łazience biorę szybki prysznic, następnie z prędkością światła ubieram mundurek,
który składa się z białej koszuli, bordowej spódniczki i takiego samego koloru marynarki
z logiem szkoły London High School.

Na szybko przeglądam się w lustrze i rozczesuję swoje sięgające do ramion kręcone włosy, a później stawiam na delikatne poprawki: na początku używam tuszu do rzęs, oczywiście nie obywa się bez mojej świętości czyli bordowej szminki. Po raz ostatni spoglądam
w przeźroczystą powłokę, a dokładniej w moje duże brązowe oczy, by nieśmiało stwierdzić, że tragedii nie ma, a lepiej też nie będzie. Teoretycznie pewna swego wyglądu wychodzę
z pomieszczenia i od razu wpadam na Emily Ross, blondynkę z niebieskimi oczami
oraz około 1.60 wzrostu, ubraną dokładnie w ten sam sposób co ja. Zresztą co się dziwić skoro jesteśmy w tym samym internacie w Londynie.

- No chodź już, bo jak się przez Ciebie spóźnimy to sama będziesz sprzątać ten kantorek -
Emi oskarżycielsko pokazuje na mnie palcem, na co w odpowiedzi czym prędzej zabieram
swoją torebkę z krzesła i wybiegam na korytarz.

- No ile mam na Ciebie czekać - teatralnie patrzę na rękę, na której teoretycznie powinien być zegarek (oczywiście w praktyce go tam nie było).

- Nienawidzę Cię - mruknęła i zamknęła drzwi na klucz.

- Srututu - zaśmiałam się - obie dobrze wiemy, że mnie kochasz.

Puściłam w jej stronę całusa, na co tylko przewróciła oczami, ale widziałam na jej ustach błąkający się uśmiech. Co jak co, ja i Emily to jesteśmy jak nierodzone siostry.
Żadna z nas już nie wyobraża sobie życia bez tej drugiej, bo zbyt wiele razem przeżyłyśmy.

OdległaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz