Rozdział 3
Powierzchowne porządki w mieszkaniu wcale nie spełniają moich wymagań. Sama zaczynam sprzątanie po swojemu. Wymieniam zasłonki na bardziej gustowne. Rozpakowuję kartony z rzeczami i stwarzam namiastkę mojego małego królestwa. Rozpoczynam od pokoju Bena. Robię dla niego przytulny kąt, który ostatecznie pozostawia wiele do życzenia. Bez malowania, tapetowania i przemeblowania raczej się nie obędzie, jednak zajmę się tym w wolnym czasie. Na dziś musi wystarczyć.
Moja sypialnia niewiele się zmieniła przed ostatni rok, wiec stare nowe życie staje się faktem. Wypakowuję część rzeczy, robiąc sobie krótkie przerwy na zabawianie Bena. Całe szczęście jest dziś grzeczny, jakby wyczuł, że to nie jest zbyt dobry moment na marudzenie. Oskar od wczoraj nie daje znaku życia, co z jednej strony jest niepokojące, a z drugiej daje chwilę wytchnienia i pozwala na spokojnie się wyprowadzić.
Do tej pory nie jestem pewna czy dobrze zrobiłam. Jestem przekonana, że Oscar odbierze to jako atak i wpadnie w furię, jednak nie mogę ciągle się na niego oglądać. Zostałam samotną matką. Mam więcej na głowie, a dojazdy zajmują mi godziny. Jakby tego było mało, każdy kąt tamtego domu przywoływał bolesne wspomnienia, które rozpraszały mnie i nie pozwalały wykonać kroku naprzód. A ja nie chcę już stać w miejscu. Chcę dotrzeć do punktu, w którym będę szczęśliwa.
Właśnie z takim nastawieniem jadę do hotelu mojego męża. Zdążyło zrobić się późno, jednak już mi to nie przeszkadza. Z nowego mieszkania mam blisko niemal wszędzie. Podążam do gabinetu Oscara, zostawiając śpiącego Bena w samochodzie. John z całą pewnością poradzi sobie z przypilnowaniem go przez chwilę. Poza tym, chciałabym jedynie oddać klucze i poinformować o zmianie adresu.
Podążam korytarzem w dobrze znanym mi kierunku. Nie odczuwam lęku, jaki towarzyszył mi na początku. Idę raczej pewnie, wiedząc jaki mam cel. Podświadomie wydaje mi się, że ten przyjazd jest czymś w rodzaju wizyty kontrolnej, choć ciężko mi się do tego przyznać. Tym razem zanim decyduję się na wejście do gabinetu, pukam do drzwi i czekam na zaproszenie.
- Cześć – zaczynam. Oskar natychmiast odwraca fotel w moją stronę, a ja od razu stwierdzam, że wygląda koszmarnie. Jest nieogolony, a koszula niechlujnie wymięta.
- O, moja żoneczka odwiedziła męża... - bełkocze. W powietrzu czuć wyraźną woń whisky. – A gdzie jest mój syn? – Oscar usiłuje wstać z fotela, jednak osuwa się pod biurko. Chwilę mu zajmuje staniecie w pionie.
- Bezpieczny – odpowiadam sucho. Nie takiego widoku się spodziewałam.
- To dobrze, bo tatuś jest dziś zajęty, ale ciiii... - Przystawia palec wskazujący do ust.
- Wyprowadziłam się z domu – mówię. – Przyniosłam ci klucze. – Odkładam je na biurko. Przez chwilę panuje pomiędzy nami cisza.
- Skoro to będzie dla ciebie lepsze... - odpowiada zrezygnowany, po czym chwiejnie podchodzi bliżej. Nie uciekam. W tym stanie nic mi nie zrobi, a nawet jeśli będzie próbował, pokonam go jednym ciosem.
- Jesteś bardzo piękna – szepcze. – I bardzo was kocham, ale teraz muszę już iść – wzdycha głośno, po czym otwiera mi drzwi, tak jakby mnie wypraszał. Wychodzę, bo oglądanie go w takim stanie jest żałosne.
- Ogarnij się... - rzucam na odchodne, ale wiem że dla niego to bez znaczenia. Jest zalany i najwidoczniej on również wrócił do swojego starego nowego życia.
Wychodzę z hotelu ze znacznie gorszym samopoczuciem. Mam wyrzuty sumienia. Dawniej Oscar przeze mnie palił, teraz pije... co jeszcze głupiego zrobi...
CZYTASZ
Inwestor
RomanceMiłość, która nigdy nie powinna się wydarzyć. Romans z szefem swojego szefa to nikczemność postępowania. Ona to wie, ale on działa na nią jak magnes. Z wzajemnością.
