08.

738 93 28
                                        

/Jungshin/

Atmosferę między nami można było kroić nożem. Niezbyt mi się to podobało. Nasze spojrzenia ciągle się krzyżowały, ale nikt się nie odezwał. Cholera... Zawołałem jednego z służących- Hoseoka -i szepnąłem mu do ucha, aby zawołał Chanyeola z ogrodu. Jest styczeń, a mimo tego, że go nienawidzę, nie powinien siedzieć na ogrodzie w mróz. Gdy tylko wyszedł, spojrzałem na Księżniczkę. Uśmiechnąłem się do niego zawadiacko i zaraz całowałem jego usta. Czułem, że mnie odpychał, ale jednak nic z tego sobie nie zrobiłem.

Baekhyun, jak ja Cię kocham...
Daj mi więcej...

Położyłem dłonie na jego biodrach, delikatnie nimi suwając. Koniec końców skończyły one pod koszulką Baeka, który nadal próbował mnie odepchnąć. Wiem, że tego chce. On musi tego chcieć. Nie zaprzestałem całowania jego delikatnych ust. Nagle usłyszałem kroki. Nie mogły być one nikogo innego jak Chanyeola.

-Byun Baekhyun! -Usłyszałem krzyk. Oho, Księciunio się zdenerwował. Oderwałem się niechętnie od ust mojej Księżniczki, zaraz po tym dostając po twarzy z otwartej dłoni.

Przemoc w rodzinie? Czy może jednak Baekhyun ma taki fetysz?

/Chanyeol/

Zdziwiłem się, gdy przyszedł po mnie Hoseok czy jak mu tam. Nie myślałem, że będą chcieli bym wrócił tak szybko. Chociaż... Może inaczej: nie myślałem, że Jungshin dopuści mnie do mojej Księżniczki tak szybko. Poszedłem do drzwi, przy okazji niszcząc trochę zmarźniętych patyków-"kwiatków", które, jak mówiła tabliczka wbita w ziemię, należały do tego lizusa. Wszedłem do środka i nie rozbierając się z kurtki, butów i szalika poszedłem w stronę salonu, w którym zostawiłem Byunniego i Jungshina. To co tam zobaczyłem... Moje serce stanęło. Jung oderwał się od mojej Księżniczki i zaraz dostał po twarzy. Podszedłem do niego, złapałem za kołnierz u jego koszuli i pociągnąłem do góry.

-Jakim prawem całujesz mojego Baekhyunniego? -Warknąłem. Już szykowałem się do zdzielenia mu lewym sierpowym, ale małe, mlecznobiałe rączki mnie powstrzymały. Spojrzałem wrogo na Baekhyuna, puszczając przydupasa. Widziałem jego przepraszający wzrok, smutek i przerażenie na jego twarzy. Nie mogę się dać. Na śliczne oczka mnie nie weźmie. Cholera mała. Liże się z lokajem, a potem chce przepraszać? Super, super. To na pewno jest fair. Jedna łza spływająca po jego jedwabnym policzku, druga, trzecia.

-Nie, Baekhyun, na razie nie masz co liczyć na wybaczenie. Mów co się stało -powiedziałem oschle.

/Baekhyun/

To nie tak... Nie... Channie wybacz mi... To on się do mnie dobierał!

Powiedziałbym mu to, oj tak, ale niestety- stres sparaliżował całe moje ciało. Nie mogłem kiwnąć palcem. Nie byłem w stanie. Coraz więcej łez płynęło po moich policzkach przy każdym kolejnym słowie powiedzianym bez jakiegokolwiek uczucia. Dlaczego tak musiało być...

-Powiedz mu, Baekhyun -wyszeptał sprawca całej tej sytuacji. -Powiedz mu jak reagowałeś na mój dotyk. No mów.
-Cha...-Już miałem mówić, że go przepraszam, ale niezbyt wiele się wydało z moich ust. Stałem z otwartą jamą ustną i płakałem. Nie miałem siły na powiedzenie jego imienia. Byłem wystraszony.
-Odpuść sobie, Byun. Odezwij się jak twój kochanek okaże się być gorszym -warknął ostatecznie i wyszedł. Upadłem na podłogę i zacząłem płakać donośniej. Czy... Czy Channie właśnie ze mną zerwał? Spojrzałem na Jungshina i jęknąłem żałośnie, że go nienawidzę. Jak ja mam odebrać tą sytuację? Głupi żart? Może jednak nie? Miejmy nadzieję, że tak, bo nie chcę stracić Chanyeola.

Nagle poczułem ciepło drugiego ciała. To on znowu... Przytulił mnie i zaczął szeptać do ucha puste słowa, m.in. "jesteś najlepszy", "kocham Cię, Księżniczko", "mój aniołek".

CO ON SOBIE WYOBRAŻA.

Odepchnąłem go mocno od siebie. Wstałem szybko i, mimo tego że zakręciło mi się w głowie, wybiegłem z zamku. Jedyne co widziałem to odjeżdżający samochód Chanyeola...

-Channie... -Wyszeptałem. Chciałem do niego. Do mojego Księcia... Stałem tak dłuższą chwilę, dopóki nie przyszedł po mnie niejaki Hoseok. Zaprowadził mnie do mojego pokoju. Chwilę później siedziałem sam, cicho łkając.

Chanyeol, wróć tu... Błagam...

Drzwi się otworzyły, a w progu stanął Jungshin. Patrzyłem na niego pustym wzrokiem. Niezbyt chciałem go tu widzieć... Był mi niepotrzebny w tym momencie. Teraz chciałem Chanyeola. Tylko jego... Jung podszedł bliżej. Po krótkim czasie czułem jego rękę jeżdżącą po moim udzie. Chciałem go odepchnąć, ale po ludzku nie miałem na to siły. Jedyne co w tym momencie byłem w stanie zrobić to patrzenie na niego z przerażeniem.

Channie... Chcę żeby Yeollie mnie tak dotykał... Nie Jungshin. Cholera jasna!

Z moich zamyśleń wyrwały mnie usta Jungshina na mojej szyi. Pisnąłem przerażony i odsunąłem się jak oparzony.

-Co ty robisz?! -Wrzasnąłem. Znowu... Chciałem już wycelować siarczyste uderzenie w jego policzek, lecz ktoś złapał mnie za nadgarstek. Spojrzałem na przybysza i uśmiechnąłem się blado.

-Zrozumiałem, że za bardzo cię kocham -wyszeptał Chanyeol, puszczając moją rękę. Po moich policzkach spłynęła kolejna porcja słonych łez. Wstałem i rzuciłem mu się w ramiona. Objął mnie.

Czyli mi wybaczył...

-Dziękuję -wyszeptałem żałośnie, muskając niewinnie jego policzek. Jak ja kocham tego olbrzyma. Jak dobrze, że mi uwierzył. Usłyszałem głośny pisk wściekłości. Najprawdopodobniej należał do Jungshina. Jaki on jest uparty! Chwilę później rozległ się głośny trzask drzwi. Zerknąłem na Chanyeola, a zaraz jego usta ułożyły się na moim czole. Uwielbiałem je. Uwielbiałem jego dotyk. Uwielbiałem mojego Uszatka.

-Channie... To nie było tak... -Zapłakałem zrozpaczony. Spuściłem nisko głowę, lecz nie na długo, bo po chwili dłoń Yeola uniosła ją ku górze. Spojrzałem w jego oczy, a on odwzajemnił tę czynność. Już niedługo później nasze usta były złączone w zainicjowanym przez Księcia pocałunku.

Nagle coś szarpnęło mnie za ramię. Chociaż... Nie "coś" a "ktoś", bo był to nie kto inny jak Jungshin. Rzuciłem mu zdezorientowany wzrok, na co on się zaśmiał cicho, mrucząc pod nosem "oj, Baekkie, Baekkie". Zmarszczyłem brwi i przeniosłem spojrzenie na Chanyeola. Sam był w nie mniejszym szoku. Za Olbrzymem pojawiło się dwóch mężczyzn- Hoseok i rudowłosy, którego plakietka świadczyła o tym, że ma na imię Jimin. Już chciałem krzyczeć, aby Chan uważał, ale nie zdążyłem, bo usta mojego lokaja mi to uniemożliwiły. Chciałem go odepchnąć, ale niestety był silniejszy. Ostatecznie zobaczyłem jak służący wyprowadzają Parka z pokoju. Po tym incydencie zamknąłem oczy, chcąc zasnąć i się nie obudzić, ale przez mojego lokaja było to zupełnie niemożliwe.

Moja mama pisała coś o tym, że lokaj ją molestował... Czy to był ojciec Jungshina?

Oderwał się ode mnie, a ja chciałem krzyknąć, aby ktokolwiek mnie uratował, ale gdy tylko otworzyłem usta, wsunął mi w nie trzy swoje palce prawie do gardła, co spowodowało odruch wymiotny. Mimo że płakałem, gryzłem go, odpychałem, on dalej mnie dotykał tam, gdzie jedynie Chan to zrobił.

Jungshin, błagam, odsuń się... Błagam... Nie dotykaj mnie... Powinieneś być mi posłuszny... JUNGSHIN, NIE DOTYKAJ MNIE TAM!

Tak, jakby czytał w moich myślach, zabrał obie ręce ode mnie. Jedną wyciągnął z szafki stojącej przy łóżku taśmę. Oderwał jej kawałek i zakleił mi usta. Rozpłakałem się jeszcze bardziej niż dotychczas. Cholera jasna! Zacisnąłem mocno powieki. Zaraz poczułem jak przywiązuje mnie do ramy łóżka.

-J...Jungshin, przestań... -Wyjąkałem cicho. Bałem się, że zrobi mi krzywdę. Zaczynałem żałować, że postanowiłem się tu przeprowadzić. Teraz będę molestowany? Nie będę widywał Chanyeola? Co ze mną będzie? Ja nie chcę tak żyć...

---
Witam Was serdecznie z ósmym rozdziałem!
Był mały poślizg, bo mamy poniedziałek 7.03. a powinien się pojawić w sobotę 5.03. Mam nadzieję, że mi wybaczcie?
Zaczęłam się zastanawiać czy nie zrobić z tego angsta, ale skoro fluff to fluff~

Zostawcie ślady po sobie 🌟

Kocham Was i dziękuję ❤

Ps. Rozdział nie był sprawdzany ~

Dreams Come True || ChanbaekOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz