❽ Kate

387 13 0
                                        

Wszystko we mnie wrzeszczy. Wszystko, z wyjątkiem moich strun głosowych. Próbuję zachować spokój, ale i tak podbiegam do telewizora i natychmiast go wyłączam. Przynajmniej go nie rozwaliłam, jedyny plus dzisiejszego wieczora. Uciekłabym- jak najdalej od Judy i Zoë, od tego domu, od tej ulicy, od rodziców, a zwłaszcza od całego społeczeństwa, przez które będę musiała stracić kilka tygodni albo miesięcy, a może nawet lat, zamknięta w pałacu z wielkimi ogrodami, milionami zdobień i z olbrzymim bogactwem, od którego chce się wymiotować. Nawet na samą myśl o tym czuję jak powoli zwraca się mój obiad. Ale nie mogę uciec, znajdą mnie.

Odwracam się w stronę drzwi, ubieram się, a kiedy mam zamiar wyjść ktoś kładzie rękę na mym ramieniu; Judy. Patrzy na mnie z przerażonym spojrzeniem, które mówi: "Co ty wyrabiasz?", lecz nie zwracam na nią uwagi i naciskam na klamkę. Szybko reaguje, chwyta mnie za nadgarstki przez co moje dłonie stają się bezużyteczne.

- Gdzie ty ośle idziesz? Czy cię do końca pogięło?! Co ty sobie wyobrażasz, że możesz robić sobie co ci się podoba?!- warczy. W jej żyłach płynie determinacja i złość.- Jest godzina policyjna, chcesz wylądować w więzieniu, a później należeć do odłamu społecznego, który w ogóle się nie liczy?- Lekko się uspokoiła.

Nie chcę się z nią kłócić, nie mam na to ochoty. Nie lubię się z nią sprzeczać, nie tylko z nią- z nikim, tylko że to by nie pasowało do tej Kate, którą stworzyłam kilka lat temu. Buntowniczej, porywczej, pyskatej Kate, która niczego się nie boi. Kate, która nie istnieje, chodź istnieje. Nieprawdziwa Kate.

- Przepraszam, per osioł chciałby przejść. Nie musisz się martwić, że coś mi się stanie, bo nawet jeśli, to co z tego?

Oczy mi wilgotnieją. Nie płacz, nie płacz, nie okazuj swojej wewnętrznej słabości. Próbuję się powstrzymać,to wszystko na nic. Cichy szloch wyrywa mi się z ust.

- Ej.- Judy oplata mnie ramieniem.- Katherine White się nie poddaje. To moja rola.

Wyzwalam się z uścisku i patrzę na moją siostrę. Nie pamiętam kiedy ostatnio słyszałam swoje prawdziwe imię wypowiedziane przez nią. To sprawiło, że szloch przemienił się w strumień łez. Oparłam głowę o jej ramię.

- Kate White się nie poddaje, ona jest silna. Katherine jest jej przeciwieństwem.

- Dobrze Katherine, już dobrze. Dasz radę, przetrwasz to. Tyle lat ci się udało, spróbuj jeszcze trochę. Przyjedziesz do domu i będziesz Katherine lub Kate, jak wolisz, co będzie sprawiało ci więcej swobody.

Obudziłam się rano jako pierwsza. Byłyśmy złączone we trójkę niczym puzzle. Zoë chciała nas zostawić same, w spokoju, jednak Judy się uparła, by została z nami, więc przyniosła resztę ciastek i objadałyśmy się do późna żartując z głupich rzeczy. Dziewczyny jeszcze smacznie śpią, więc mam czas na przemyślenia.

Judy śpi z lekko uchylonymi wargami. Zoë leży na prawym boku, a jej myszoszare włosy opadają na twarz. Jest śliczna, to ona powinna brać udział w Eliminacjach, nadaje się na księżniczkę i przyszłą królową. Zawsze była dobrym człowiekiem i zawsze nim będzie. Kocham ją jak przyjaciółkę- prawdziwą przyjaciółkę.

Nagle coś w środku mnie ukuło. Wspomnienia przedarły się przez gęstą mgłę. Dzień, kiedy poznałam Zoë i straciłam swoich "przyjaciół", którzy zostawili mnie, bo stanęłam po jej stronie. Wiem, że to dziwne, ale zadawałam się z Czwórkami. Wiedzieli, że należę do niższej klasy, jednak kiedy udawałam buntowniczkę mogłam się z nimi zadawać, ponieważ byłam taka jak oni. I zbuntowałam się, ale nie przeciwko temu co oni tylko przeciw nim. Nie mogłam patrzeć jak gnębią przemiłą, drobną dziewczynę grającą na altówce. Powiedziałam im, żeby przestali, by dali jej spokój. Zoë wyglądała jakby się tym nie przejmowała, niestety było inaczej. Byłam na nią wściekła, przez nią straciłam znajomych. Teraz nie mogę uwierzyć, że tak myślałam. Zachowałam się jak kompletna idiotka, ignorowałam ją na każdym kroku, nie wychodziłam z domu by jej nie spotkać. Później jednak, kiedy całkowicie straciłam nadzieję na odzyskanie swojej straty uznałam, że może warto się z nią zakolegować. Nie miałam nic do stracenia, mogłam tylko zyskać. Tak właśnie wszystko się zaczęło. Miałam darmowe koncerty oraz przed kim się wygadać. Oczywiście Zoë także się cieszyła, biedna jest jedyną córką z potomstwa swoich rodziców.

Poczułam łaskotanie na stopie, miejsce w którym moja skóra jest bardzo wrażliwa. Nie mogę powstrzymać śmiechu i łez, które rozmazują mi obraz. Odwracam się by zobaczyć zbrodniarza, zauważam zniekształconą postać z długimi włosami, strasznie podobną do mnie.

- Przestań!- wołam kopiąc ją i utrudniając jej czynność.- Odwdzięczę... się... kiedyś!- wysapałam.

Usłyszałam jęk, gilgotki ustały. Gwałtownie zwracam głowę w stronę wydanego dźwięku. Zoë zakrywa połowę twarzy jedną ręką, prawdopodobnie nie jest świadoma co się dzieje i dlaczego jesteśmy w jej domu. Spałyśmy około cztery godziny, możemy jej to wybaczyć. Judy wybuchła śmiechem, a ja od razu się do niej dołączyłam.

- Co jest? O co chodzi?

Od śmiechu zaczyna boleć mnie brzuch i ciężko mi się oddycha. Za nic nie opanujemy śmiechu.

- Katherine wymyśliła nową technologię, nowoczesny budzik. DRODZY WIDZOWIE, PRZEDSTAWIAM WAM NAJNOWSZY WYNALAZEK LUDZKOŚCI WYNALEZIONY PRZEZ SIEDEMNASTOLETNIĄ DZIEWCZYNĘ- STOPOBUDZIK! TAK, DOBRZE SŁYSZELIŚCIE, JUŻ ZA 5 DOLARÓW ZA JEDNEGO KOPNIAKA W GŁOWĘ!- Judy udaje głos mężczyzny reklamującego różne tandetne rzeczy w podobny sposób.

Teraz Zoë przyłączyła się do nas, śmiałyśmy się jak głupie o czasu, kiedy usłyszałyśmy zgrzyt zamka. Ktoś wszedł do domu i zapanowała cisza. Zoë odłączyła wtyczkę od gniazdka i wzięła lampkę nocną. Po cichu wyszła z pokoju, my ruszyłyśmy w jej ślady. Ominęłyśmy kilka pokoi, zapewne jej braci, łazienkę, kuchnię, coraz bardziej zbliżając się do drzwi wejściowych. Lecz dochodząc do nich nikogo nie zauważyłyśmy. Pozostało jedno wyjście- salon. Zatrzymałyśmy się przy drzwiach prowadzących do salonu.

- Są dwie opcje, albo uratujemy sobie życie, albo się skompromitujemy. Szczerze nie wiem która opcja jest lepsza- przyznała szeptem Judy.

- Wchodzimy na trzy, okey?- Dziewczyny skinęły głową.- Raz, dwa, trzy.

Zoë weszła do pomieszczenia jako pierwsza, w razie, gdyby musiała użyć broni. Trochę słabej broni, ale zawsze to coś. Lampa też w jakimś sensie może uratować życie, nie wiem jakim sposobem, ale pod wpływem impulsu coś wymyślimy.

Na całe szczęście, bądź nie, druga wersja okazała się prawidłowa. Musiało to wyglądać komicznie, dlatego że rodzice Zoë nie próbowali nawet udawać, że to całkiem normalne. Przez pierwsze kilka sekund patrzyli na nas jak na wariatki, aż tata Zoë zajarzył co się właśnie stało. Tak właśnie zalała nas fala endorfiny.

Po godzinie policyjnej wróciłam z Judy do domu, gdzie panuje totalny chaos. Telefon nie przestaje dzwonić nawet na dziesięć minut. Ze wszystkich stron słyszę gratulacje, podziw, zazdrość i wiele innych emocji. Przez kilka dni przyjeżdżała masa ludzi, w tym doradcy i projektanci. Rozmawiałam z nimi o różnych faktach mojego życia. Podczas tych rozmów zawsze towarzyszyła mi moja sobowtórka, co było bardzo ciekawe i zabawne. Wszyscy nas mylili, kilka razy się rozdzielałyśmy i miałyśmy mniej konwersacji do przeprowadzenia. Gdyby nie ona, nie wytrzymałabym do końca tego koszmaru.

Niespodziewanie, po wyjeździe olbrzymiej ilości gości, tydzień przed rozpoczęciem Eliminacji, przyszedł zgrabny i nawet przystojny mężczyzna. To on omówił ze mną wymogi protokołu, a także zasady panujące w pałacu. Miałam krótkie i podstawowe lekcje savoir vivre; kiedy i przed kim mamy dygnąć, jak zwracać się do rodziny królewskiej, kilka przestróg jak zachowywać się przy stole. O wszystkim mówił ogólnie, widocznie mu się spieszyło. Prawdopodobnie po godzinie poprosił Judy, by zostawiła nas samych. Przeszliśmy do kuchni i usiedliśmy przy stole. Zupełnie jak Judy, kiedy dostała propozycję uczęszczania na lekcje tańca. Jednakże nie było żadnej alternatywy, pytał się o sprawy intymne, zbyt intymne jak na rozmowę z obcym człowiekiem. Ale tego wymaga prawo, którego nie można łamać.

I to koniec. Teraz należy czekać na początek Rywalizacji i koniec mojego dotychczasowego życia.


*******************************

Jeśli podobała  Ci się ta część, zostaw komentarz i gwiazdkę. Zachęcam do przeczytania kolejnych części.

Zapraszam na bloga:

http://michelleetal.blogspot.com/

Strzałka,

Michelle Etal.



Wybranki |::Rywalki::|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz