4. Rosalie

19 1 1
                                        


,,Your love is scaring me
No one has ever cared for me
As much as you do" *


Nie pamiętam jak przedostałam się do Veena i Mii, ani co im powiedziałam, do świata żywych wróciłam dopiero gdy siedzieliśmy w samochodzie Charli'ego wracając do domu. Vincent skupiał się na drodze przed sobą, Mia wpatrywałam w szybę będąc w innym świecie, chłopak siedzący obok mnie co jakiś czas poprawiał się na siedzeniu. W samochodzie z wyjątkiem dźwięku silnika oraz co jakiś czas kierunkowskazu panowała całkowita cisza. Nikt się nie odzywał, wszyscy jakby byli pogrążeni w swoich własnych myślach. 
Jeszcze chwilę temu widziałam jak Charlie zostaję zaczepiony przez kilku chłopaków, później jak początkowo słowny spór zamienia się w bójkę. Po tym w moim umyśle pojawia się pustka. 
Spoglądam na bruneta jednak i ten uparcie wpatruję się w szybę. W momencie w którym Veen zatrzymuję się na parkingu przed ich blokiem Charlie bez słowa opuszcza pojazd, co po chwili również robi nasz kierowca. Widzę jak rozmawiają przez chwilę, a następnie jeden z nich kieruję się do klatki a drugi do samochodu. Automatycznie odpinam pas i opuszczam pojazd. 

-Zajmę się nim-informuję przyjaciela i podążam za ciemnowłosym. 
Udaje mi się dogonić go przy windzie jednak nie zamieniamy żadnego słowa. Nie odzywamy się do siebie również wtedy gdy maczam wacik w środku odkażającym, by następnie przetrzeć ranę na łuku brwiowym, a następnie pęknięcie na ustach. Chłopak syczy jedynie gdy gazik styka się z raną. W pewnym momencie obraz zamazuję mi się przed oczami, zdaję sobie sprawę z tego, że płaczę dopiero gdy Charlie przeciera moje policzki kciukami. 
-Spokojnie Rosie, już wszystko w porządku- mówi spokojnie przyciągając mnie do swojej klatki piersiowej. Zaciskam ręce na jego szarym podkoszulku i po prostu płaczę. Czuję mechaniczne ruchy na swoich plecach i słyszę słowa kierowane do mnie, których jednak nie rozumiem. 
Kierowana impulsem odsuwam się odrobinę od niego, po to by przywrzeć swoimi wargami do jego. Wzdycham cicho, gdy Charlie nie tylko oddaję pocałunek, ale i go pogłębia. 
I dopiero wtedy odczuwam spokój, ulatują myśli, że to wszystko moja wina, chociaż wiem, że gdy wrócę do domu, one powrócą. 
Tego wieczoru zasypiam wsłuchując się w lekko przyśpieszone bicie serca chłopaka, który obudził we mnie coś, co myślałam, że już nigdy nie odezwie się ponownie. I może to był błąd, i może los znów sobie ze mną pogrywał. 
Doskonale wiedziałam, że ja nie zasługuję na to co między nami się zrodziło i miało powstać. Nie zasłużyłam na niego- a  przynajmniej tak myślałam i może właśnie to wszystko popsuło. 

*

-I coś ty sobie myślał, co?! -siedziałam na kanapie wraz z Mią, przyglądając się ,,dyskusji" chłopaków. 
-Przecież mówiłem już, że to oni zaczęli-mruknął zirytowany już brązowowłosy, przewracając oczami. 
-A co ty w podstawówce jesteś?! 
-Trafna uwaga-wtrącił rudzielec, przez co spojrzenia skierowały się na nią. 
-Et tu Brute contra me ?-wypowiedział zielonooki, teatralnie przykładając ręce do klatki piersiowej. 
-Nullo modo. (W żadnym razie)-odpowiedziała, co skwitowałam krótkim śmiechem.  
-Skończcie z pieprzoną łaciną i zmianą tematu!-wykrzyknął Veen, czym zwrócił naszą uwagę. 
Pomieszczenie ponownie wypełniło się ciszą. 
-Zastanawiałeś się, co by się stało gdyby mnie tam nie było? Albo gdyby po odejściu Rosalie któryś wyciągnął nóż? Nie możesz wdawać się w bójki, tylko dlatego, że ktoś źle na ciebie spojrzy lub powie coś, co nie przypadnie ci do gustu. 
-Nie jestem cholernym dzieciakiem, Vincent. 
-Nie? Swoim zachowaniem udowadniasz coś zupełnie innego. 
-Pieprz się- odpowiedział brunet a po chwili dało się słyszeć trzask drzwi na piętrze. 
-Gratuluję dojrzałości-mruknął już pod nosem blondyn, kierując się do kuchni. 
*

Wróciłyśmy do mieszkania i położyłyśmy siatki z zakupami na podłodze, by móc pozbyć się butów i ubrania wierzchniego. Następnie przeszłyśmy do kuchni, gdzie zaczęłyśmy układać produkty w odpowiednich szafkach, na odpowiednich półkach. 
Między nami wciąż trwała rozmowa na temat zajęć i dziwactw profesorów, którą zaczęłyśmy już w samochodzie. 
Razem ustaliłyśmy, że z każdym jest coś nie tak i nie ma co ich porównywać. 
Gdy kończyłyśmy jeść obiad telefon rudowłosej oznajmił nam o nowym połączeniu, ta ruszyła w poszukiwaniu urządzenia w torebce, a ja wzięłam się za sprzątanie po obiedzie. 
-Właśnie dostałyśmy zaproszenie na wieczór filmowy u chłopaków. -oznajmiła wracając po chwili. 
-Już się pogodzili? 
-Na to wygląda-odpowiedziała jedynie, wzruszając przy tym ramionami. 
 
*
I w taki sposób czwartkowy wieczór spędzaliśmy w czwórkę, tym razem w mieszkaniu chłopaków, gdzie postanowiliśmy obejrzeć film. Jako, że Mia zaczynała wykłady już o dziesiątej, reszta z nas zaledwie godzinę później, zostało ustalone, że nocujemy u chłopaków, skąd mamy bliżej na uczelnie. Nadal między męska częścią naszego skromnego grona dawało wyczuć się napięcie, jakby jeszcze nie wszystko zostało powiedziane i wyjaśnione. 
Również wybór filmu okazał się dość trudnym wyzwaniem, w końcu stanęło jednak na ,,Szybkich i Wściekłych".
Zaczęliśmy od pierwszej części, przy której z rudowłosą wzdychałyśmy do młodego Paula Walkera oraz jego cudownie wzburzonych blond włosów, a chłopcy natomiast żartowali, że od szybkiej jazdy się łysieje, co popierali przykładem głównego bohatera. 

Po skończonym filmie, nie mieliśmy chęci, by kontynuować oglądanie, więc siedząc w upośledzonym półkolu popijaliśmy piwo i co jakiś czas wybuchając śmiechem z powodu  wzajemnie opowiadanych historii. W tle leciała piosenka, do której nikt nie przywiązywał wagi. 
Posiedzenie skończyliśmy chwilę po północy, gdy co raz ciężej było nam skupić się na rozmowach i powstrzymać od ziewania. 
Ruszyłam do pokoju ciemnowłosego, by po chwili rzucić się na łóżko obok niego. Z losowania wychodziło, że nam przypadła ostatnio kolej na kąpiel, więc przerzuciłam nogę przez nogi chłopaka, tak samo jak jedną z rąk, głowę układając na jego klatce piersiowej. 
Nie musieliśmy ze sobą rozmawiać, wystarczała jedynie obecność tej drugiej osoby. 
Czułam delikatny ruch, gdy chłopak bawił się moimi włosami i nie wiedząc nawet kiedy zasnęłam. Obudziło mnie skrzypnięcie drzwi,  otworzyłam oczy i usiadłam. 
Zobaczyłam jak chłopak kieruję się w stronę komody, jedną ręką wycierając włosy. Miałam chwilę, by poprzyglądać się jego niczym nieosłoniętemu torsowi, nim ten jakby wyczuwając mój wzrok, odwrócił się i posłał mi uśmiech. 
-Nie chciałem cię budzić-przyznał po czym wyciągnął coś z szuflady i skierował swe kroki w moją stronę. -Twoja dzisiejsza piżama. 
-Dzięki-odmruknęłam i wpół zaspana ruszyłam do łazienki, by zmyć z siebie pozostałości czwartkowej doby. 
Po powrocie do pokoju zgasiłam główne światło i szybko schowałam się pod kołdrę, okradając chłopaka z ciepła. 
Nim ponownie pogrążyłam się we śnie poczułam jak oplata mnie swoim ramieniem.

-----
Całkowicie nie jestem przekonana co do tego rozdziału :/ 

Następny przewidywany termin: 4.05.2018

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Jan 18, 2019 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Po za zasięgiemStories to obsess over. Discover now