Marcel sięgnął ręką do wewnętrznej kieszeni kamizelki i wyciągnął telefon komórkowy przeznaczony dla osób starszych, podał mi go, mówiąc.
- Możesz go używać bez ograniczeń, jest zarejestrowany na moją dobrą znajomą, opłacam abonament i dzwonię z niego od dwóch lat do ciebie.
Ponownie tą samą rękę wsadził do innej kieszeni i wyciągnął swój dowód osobisty.
- Zaznaczona na nim jest moja grupa krwi, przedzwoń do brata Donaty i sprawdź czy nie stanowię dla niej zagrożenia, lepiej dmuchać na zimne niż później naprawiać szkody.
Pomyślałem, że najlepiej będzie i bardziej taktownie jak Donata pierwsza przedzwoni do mamy albo brata i poinformuje ich gdzie jest oraz opowie o naszych wczorajszych przygodach. Wziąłem aparat od Marcela i podałem jej. Chętnie go przyjęła, wstała od stołu i podeszła do okna dla lepszego zasięgu, aby rozmawiać. Natomiast ja w tym czasie opowiedziałem Marcelowi jak zakończyło się przechowywanie pieniędzy w banku. Donata zakończyła rozmowę telefoniczną, podeszła do nas i powiedziała do mnie.
- Ernest chce z tobą rozmawiać.
Przejąłem telefon komórkowy i zabrałem dowód osobisty Marcela z przyklejoną plakietką informującą o grupie krwi. Zostawiłem ich pogrążonych w rozmowie i podszedłem do okna rozmawiać. W tym czasie Donata podawała Marcelowi cukier do posłodzenia kawy, a on wtedy powiedział.
- Mam coś lepszego.
Wstał od stołu, podszedł do szafki kuchennej i wyciągnął zakręcany słoiczek, wracając mówił.
- Spróbuj miodu od dzikich pszczół.
Zaczął z wielką pasją opowiadać Donacie, jak pozyskuje taki miód, o sposobie zakładania uli w pniach drzew i koneserach takiego miodu. Wyjątkowo szybko nawiązywał dobre relacje z moją dziewczyną, okazuje się, że ciekawi i dobrzy ludzie potrafią ze sobą rozmawiać pomimo sporej różnicy wieku.
Przywitałem się z Ernestem i zanim zacząłem streszczać nasze ostatnie przygody zapytałem czy grupa krwi, którą ma Marcel może w jakiś sposób stanowić zagrożenie dla Donaty. Może niepotrzebnie jestem przewrażliwiony i wypatruję zagrożenia pod każdą postacią, a szczególnie od haptenów. Jednak zapewnienie brata mojej dziewczyny o stu procentowym jej bezpieczeństwie spowodowało, że wypuściłem głośno nadmiar powietrza w płucach, który w oczekiwaniu na odpowiedź bezwiednie zgromadziłem. Dzięki pozbyciu obaw znacznie łatwiej i spokojniej mi się rozmawiało. Pomimo swobodnego tonu rozmowy rozumiałem troskę brata i matki o Donatę. Dlatego żeby rozwiać ich wszystkie wątpliwości, zaprosiłem ich w odwiedziny, kiedy tylko będą mieli ochotę. Zaledwie w niewielkim stopniu zaskoczył mnie termin ich odwiedzin, po wyliczaniu czasu na pokonanie drogi wyszły mi późne godziny popołudniowe. Chcąc na razie zachować dla Targowskich moje miejsce pobytu w tajemnicy, prosiłem Ernesta o zachowanie ostrożności podczas jazdy. Gdzieś w podświadomości wyczuwałem kolejne jeszcze niesprecyzowane zagrożenie, ponieważ oni nigdy się nie pozwalali, nie znosili, żeby coś działo się niekontrolowane przez nich, a szczególnie nie po ich myśli.
Zakończyłem rozmowę telefoniczną i odchodząc od okna, przerwałem konwersację Donaty z Marcelem mówiąc.
- Ernest z mamą dzisiaj pod wieczór przyjadą.
- Niepotrzebnie i za bardzo się o mnie troszczą, mówiłam bratu, że ze mną wszystko w porządku i nic mi nie dolega. On jednak musi zawsze sam wszystko sprawdzić, jest nadopiekuńczy, a mama jeszcze go do tego zachęca.
