20. descriptive chapter

8.7K 310 24
                                        

Szatynka około metra siedemdziesiąt wzrostu stała za ladą i z uśmiechem witała nowych klientów. Nie spodziewała się, że aż tyle osób się pojawi, ale to tylko malowało coraz większy uśmiech na jej twarzy.

Do stanowiska drugiego podeszła duża grupa młodzieży dlatego od razu skierowała się w tamtym kierunku. Podczas wpisywania zamówienia kątem oka zauważyła, że połowa z nich trzyma już w rękach książki. Gdy dostali swój numerek i poszli do stolika zaczęła przygotowanie napojów.

Od zawsze uwielbiała ten moment, gdy w spokoju mogła usiąść, napić się dobrej kawy i zostać pochłoniętą przez jeszcze lepszą książkę. Od kiedy była nastolatką zbierała różne tomy i z uwielbieniem układała je na regale dopisując tytuły na listę tych, które ma do przeczytania w najbliższym czasie i na innej te do kupienia. Przez lata chodzenia na wyprzedaże garażowe, do antykwariatów i księgarni, a także szukania używanych egzemplarzy na internecie powstała na prawdę spora kolekcja, która do tych czas robiła za ozdobę jej mieszkania.

Kiedyś trzeba było jednak wziąć się do pracy i zacząć poważnie myśleć o tym, co chce robić przez następne kilkadziesiąt lat. Niestety, praca w Ministerstwie Magii nie okazała się tym, czego szukała. Próbowała w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, a nawet w Departamencie Transportu Magicznego. Nic z tego nie dawało jej satysfakcji czy spełnienia zawodowego. Postanowiła więc zaryzykować. Wzięła pożyczkę w Banku Gringotta, co nie należało do najłatwiejszych spraw, i tak oto spełniło się jej marzenie - Zaczytana Kofeina została jej dzieckiem.

Miejsce, gdzie każdy mógł przyjść, napić się czegoś dobrego, zjeść i przeczytać książkę. Zauważyła, że ludzie niekiedy przychodzili ze swoimi lekturami, a czasami siadali z laptopami, zakładali słuchawki i pracowali. Odpowiadał jej taki układ, a gdy widziała na twarzach ludzi, że im się podoba to zapominała o wszystkim.

Właśnie zaniosła do jednego ze stolików filiżankę espresso, gdy do środka wparowała jak burza rudowłosa dziewczyna w swetrze koloru podobnego do włosów i niebieskich jeansach. Rozejrzała się dookoła, a gdy natrafiła wzrokiem na szatynkę z szerokim uśmiechem podeszła do niej.

- Hermiona, to miejsce jest wspaniałe, tętni życiem! - krzyknęła przytulając przyjaciółkę.

- Dzięki Ginny, też tak uważam - puściła jej oczko i razem poszły do baru, gdzie młoda Weasley po chwili dostała karmelową frappe, którą zaczęła pić dużymi łykami aż rozbolała ją głowa. Chwilę porozmawiały, ale Hermiona musiała pomóc swoim pracownikom, dlatego zostawiła Ginny z książką, kawą i bolącą głową.

- Hermiono mogłabyś mi podać spieniacz?

- Pewnie Johny, już - obsłużyła ostatnią z kolejki klientkę i podała urządzenie młodemu studentowi, którego zatrudniła na etap próbny. Jak na razie była zadowolona z jego pracy. Chciała już wyrecytować kolejne zamówienie, gdy za jej plecami rozległ się dobrze jej znany głos.

- Panno Granger, jak widzę interes się kręci - wywołana odwróciła się z cwanym uśmiechem na twarzy i położyła ręce na biodrach.

- Oczywiście, panno Malfoy - uniosła podbródek - Miała pani czelność twierdzić, że będzie inaczej? - obie zaśmiały się wesoło i przywitały całusem w policzek.

- Tak jest przez cały czas? - zapytała blondynka zabierając spodek z filiżanką.

- Od rana - szatynka przygryzła wargę podekscytowana. Nie mogła uwierzyć, że wszystko przebiegło tak dobrze.

- No widzisz, a bałaś się, że nikt nie przyjdzie - Cordelia szturchnęła ją zaczepnie i uśmiechnęła się idąc w stronę oranżerii na tarasie. Hermiona dalej w idealnym humorze postanowiła wyręczyć Katie i wzięła się za zbieranie pustych kubków i talerzyków oraz ich mycie. Niedługo później pojawiały się kolejne znane twarze. Harry wziął jak zawsze zwykłą czarną kawę z dwoma łyżeczkami cukru, a następnie oddalił się w kąt żeby jej nie przeszkadzać. Pół godziny później pojawiła się Luna z koleżanką z Ravenclaw'u z roku i także zamieniła z Granger jedynie kilka słów, a później wróciła do stolika gdzie czekała jej znajoma.

Hermiona myślała, że nic jej już nie zdziwi i nie zniszczy humoru, jednak gdy wychodziła z zaplecza ujrzała blondyna obsługującego nikogo innego jak Pansy Parkinson. Nie twierdziła, że to źle, ale nie mogła wyjść z szoku jaki wywołał obraz byłej Ślizgonki. Tym bardziej po tym co wypisywała w internecie. Wzruszyła jednak ramionami i postanowiła nie zagłębiać się w to. Tak samo zrobiła wtedy, gdy w godzinach wieczornych w progu pojawił się Teodor Nott. Ten jednak skinął jej głową, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały i sekundę później wrócił do tomiszcza, które leżało na stoliku przed nim.

Hermiona Granger po zamknięciu i powrocie do domu rzuciła się na łóżko z ogromnym uśmiechem na ustach. Miała nadzieję, że to jest to, czego szukała. 

Hogwart's Instagram | dramioneOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz