Chapter 5

3.3K 134 15
                                        


Jestem już tu kilka dni, nie wiem ile nie liczę. Od ostatnich incydentów nie opuszczałam więcej swojego pokoju. Leżałam, czytałam książki, ćwiczyłam, jadłam. Tak wyglądały moje dni na zmianę przepasane krótkim snem. Monotonia ukradła się w nie niewiadomo kiedy. Nie przeszkadzało mi to. Jedyną osobą która mnie odwiedzała był Tony. Przynosił mi jedzenie, przesiadywał ze mną i rozmawiał. Był taki inny od reszty swojej drużyny. Pod maską sarkazmu i wiecznego żartu skrywał się troskliwy i wesoły człowiek.

- Witaj Wilczku- przywitał się jak zawsze. Nie wiem czemu nazywał mnie tak od początku ale przyzwyczaiłam się już.

- Część Tony- odpowiedziałam przenosząc swój wzrok z nad czytaniem obecnie książki,

- Nie chcesz może stąd wyjść?- spytał ze słyszaną nadzieją w głosie. Już od kilku dni próbuje mnie namówić na wspólny trening, ale nie jestem do tego przekonana. Nie chcę aby wiedzieli co potrafię.Widząc moją minę kontynuował dalej swój monolog- no weź Ann, siedzisz już tu tydzień. Przecież wiem że Ci się nudzi,

- Mówiłam Ci że nie mam ochoty na żaden trening- powiedziałam obserwując jego ruchy. Zmarszczył czoło i przeczesał palcami ręki już i tak mocno potargane włosy,

- A co byś powiedziała na małą przejażdżkę? Pojechalibyśmy w spokojne miejsce- zaciekawił mnie tym. Na trening byłam nastawiona negatywnie bo źle mi się kojarzył ale ta propozycja była nawet ciekawa,

- A o jakim miejscu mówisz? - spytałam odkładają książkę na bok,

- Niespodzianka- powiedział wyraźnie ucieszony nie słysząc mojej negatywnej odpowiedzi- włóż strój który Ci ostatnio przeniosłem- dodał pośpiesznie i odwrócił się z zamiarem opuszczenia pokoju ale w ostatniej chwili się jeszcze obrócił i dodał - Jak będziesz gotowa to zejdź na dół- i wyszedł,

Weszłam do garderoby i chwyciłam czarny kombinezon. Po ubraniu przejrzałam się w lustrze. Materiał przylegał do ciała. Górna część miała liczne kieszenie i miejsca na broń, tak samo było w spodniach ale obecnie nie były mi potrzebne bo żadnej nie miałam. Założyłam szybko buty i uczesałam jeszcze szybko włosy w długi warkocz i skierowałam się do wyjścia z pokoju.

Schodziłam ze schodów w stronę salonu i miałam nadzieję że nikogo oprócz Tonego w nim nie będzie. Na ostatnim stopniu zatrzymałam się i zamknęłam oczy. Zaciągnęłam się powietrzem. Czułam dobrze mi znany zapach Tonego. Lekko kwaśny zapach cytryn, piżmu i alkoholu sprawił że uspokoiłam się. Poza nim wyczyłam coś na kształt lasu i czegoś jeszcze słodkiego. Nie powiem bo przyjemnie pachniała ta osoba ale gdzieś już ją spotkałam bo pamiętam ten zapach. Ruszyłam się w końcu. Wchodząc do salonu nie zastałam w nim Tonego ale musiał być gdzieś niedaleko. Rozejrzałam się po kanapach i napotkałam spojrzenie granatowo niebieskich oczu. Należały one do łucznika którego miałam już okazje poznać wcześniej ale niestety w mało przyjemnych okolicznościach.
Spojrzałam na niego A mięśnie mimowolnie się spieły.

- Spokojnie nie mam zamiaru nic Ci zrobić- miał przyjemnie niski głos i można było w nim wyczuć lekką nutę rozbawienia. Na jego ustach mieścił się lekki uśmiech, spojrzałam na niego i przekręciłam lekko głowę w bok,

- Twoja znajoma też tak twierdziła- powiedziałam ale nie wyczówałam od niego wrogości, cały czas tkwił w takiej samej pozycji i spoglądał na mnie pogodnym wzrokiem. Przyznam że nie spodziewałam się takiego nastawienie od któregoś z grupy bohaterów oprócz Tonego- Clint, prawda?- zapytałam ostrożnie nie będąc pewna czy faktycznie ma tak na imię,

- W całej okazałości Annabeth- powiedział z lekkim śmiechem, nie byłam pewna czy śmieje się z własnych słów czy może ze mnie,

- Jeżeli chcesz możesz mówić mi Ann- stwierdziłam po czym dodałam- wygodniejsze od pełnego mojego imienia- kończąc posłałam mu lekki uśmiech. Wydawał się być miły i nie stwarzać potencjalnego zagrożenie. Przynajmniej tak mi się wydawało. Jak dobrze pamiętam nazywali go też Hawkeye jak mówił Tony. Przypomniałam sobie że przyszłam tu właśnie po niego, rozejrzałam się ponowne po pomieszczeniu,
~ Jestem w salonie~ powiedziałam. Powinnam go nauczyć jeżeli będzie chciał komunikacji ze mną, byłoby to bardziej wygodne.
-Nazywają Cię też Hawkeye czyli Sokole Oko, prawda?- spojrzałam na niego a on chyba zrozumiał mój przekaz, rzuciłam mu nieme wyzwanie i byłam ciekawa czy je przyjmnie,

Wilcze zmiany -* Avengers*-Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz