johnny cash - you are my sunshine
"The other night, dear, as I lay sleeping
I dreamt I held you in my arms
When I awoke, dear, I was mistaken
So I bowed my head and I cried"***
Słońce chyliło się ku zachodowi, kryjąc za migoczącym ciepłymi barwami oceanem, ostatnimi promieniami ogrzewając wieczór w posiadłości Starków.
Howard wpatrywał się w malowniczy widok ze swojego miejsca na drewnianej ławie z oparciem wyłożonej miękkimi poduszkami. W jednej dłoni trzymał szklankę wypełnioną whisky i lodem, drugą ułożył na blacie.
– Wciąż boli? – zapytała osoba po drugiej stronie stołu.
Mężczyzna tym samym wyrwał się z własnych zamyśleń i spojrzał na Steve'a Rogersa z nieopadającym przyjaznym uśmiechem z twarzy. Przed nim stał kufel zimnego piwa z białą, puszystą pianą na wierzchu, którą musiał obcierać z ust, kiedy ta sięgnęła jego zarostu. Weranda chroniła ich przed wiatrem, lecz lampki zawieszone u góry i tak kołysały się, rzucając na nich delikatne, przemykające cienie.
– Nie – odparł, patrząc na swoją ustabilizowaną rękę. – Albo i tak? Szczerze to mógłbym ją nawet stracić, a nie żałowałbym, więc bez różnicy.
Howardowi na myśl znów przyszło wspomnienie pierwszej rozprawy sądowej, kiedy mijając Victora Dooma - człowieka, który odebrał mu sześć lat temu dziecko - nie wytrzymał, wymierzając potężny cios pięścią prosto w jego twarz. Być może kontynuowałby, gdyby nie strażnicy rozdzielający ich. Maria nie pochwaliła jego zachowania, lecz on żył z satysfakcją ujrzenia Dooma w bólu na podłodze przed nim.
– Więc to koniec?
Znowu spojrzał Rogersowi w oczy i z ulgą chciał mu przytaknąć, ale spokoju wcale nie czuł.
Dożywotni wyrok, jaki zapadł na sali sądowej, nie zwróci mu odebranych lat, a tym bardziej nie uczyni jego syna szczęśliwszym.
– To dopiero początek – mruknął, znów wyglądając za barierkę werandy, lecz tym razem nie sięgając wzrokiem tak daleko. Spojrzenie padło na dwie postaci przy brzegu, taplające się w wodzie sięgającej do połowy ich łydek.
Nawet ocean nie ważył się zagłuszyć śmiechu nastolatka niesionego posłusznie przez wiatr do uszu jego ojca. Pluskał w wodzie, ochlapując stojącą obok Marię - znów radosną, owiniętą w zwiewną chustę, spędzającą czas ze swoim dzieckiem. Obydwoje zdawali się najbardziej dotknięci ostatnimi tygodniami spędzonymi w towarzystwie adwokatów i lekarzy. Pragnęli już jedynie spokoju oraz siebie nawzajem w domku na plaży, co Stark wreszcie z radością mógł im zapewnić.
Howard okazał się przyzwyczajony do prawniczego bełkotu, jedynie chodził poddenerwowany i źle sypiał, myśląc o każdym minionym dniu, nie mogąc jeszcze w pełni cieszyć się cudem, który ich dotknął. Potrzebował domknąć wszelkie sprawy, zanim usiadł tego wieczoru ze szklanką whisky razem z Rogersem obecnym przez cały ten czas, kiedy sprawa była w toku w roli najważniejszego świadka.
CZYTASZ
pantofelki | tony stark
FanfictionPismo Beach dotyka katastrofa małżeństwa Starków, którzy, jak co lata, przyjechali do miejscowości na wczasy. Ich dwunastoletni syn pewnego dnia nie dociera do domu i z biegiem lat wszyscy zaczynają tracić nadzieję na jego powrót. Aż do znalezienia...