Rozdział 2

18 7 2
                                        

           Blacke zeszła na dół ubrana w opcisłe dżinsy i koszulkę która odsłaniała jej brzuch.
- Hej mamo umiwiłam się z Anną na zakupy.
- Część kocha...- niedokończyła bo ją zatkało- Co ty masz na głowie.
- Zapomniałam się uczesać...Ehh i się spóźnię.
- Wiem że nie lubisz się czesać...ja cię szybko uczesze. Tylko podnieś uszy i ogon bo wyglądasz jakby miał cię ktoś zlać.
- Ehh faktycznie.
Minęły 2 minuty a Blacke miała piękne falowane loki, ogon uniesiony w górę i uszy też i jeszcze złoty kolczyk w jednym z wilczych uszu.
- Dziękuję mamo- powiedziałam przytulając ją.
- Dobra idź bo się spóźnisz!
- Okej pa!

Moja mama była inna niż wszystkie inne mamy. Była miła, piękna, troskliwą, nigdy nie krzyczała, była jedyną pandą w mieście i była najleprzym lekarzem jakiego znam a uwierzcie znam dużo lekarzy.

Właśnie Blake biegła na peron gdzie miała czekać na nią Ana. Ana była wysoka, miła, lubiła różowy ale nie była lalą Barbie no i była lisem.
Właśnie wbiegłam na peron 9 i ¾. Tak u nas działała zasada jak z Harrego Pottera mieliśmy peron 9 i ¾. Nasze ministerstwo wymyśliło tą zabawę żeby ucznią było miło jeździć do szkoły.
Ana czekała już na nią przy pociągu.
- Haaalooo laską spuźniłaś się 30 minut. Mogłabyś się choć raz nie spuźnić?
- Ciebie też miło widzieć.
Ana była ubrana w krótkiej spodenki, bluzkę z środkowym palcem taką samą jak ja teraz i kosmykiem różowych włosach uczesanych w małego koka. I miała oklapnięte uszy.
- Hej podnieś uszy. Ogon masz to uszy też.
- Okej- podniosła wysokie lisie uszy które nie były pomarańczowe jak w bajkach albo filmach. Były jasno brązowe.
U nas każdy miał inny kolor włosów, zielony, brązowy, czarny, czerwony itd.
- No wsiadaj Mike i Jey zajęli nam miejsca.
Mike był niskim kotem, był gejem,  miał różowe końcówki włosów i ubierał się jak dziewczyna. Nam to nie przeszkadzało ale inni go nie lubili bo był homo.
Jey jest jego przeciwieństwem. Jest bardzo wysoki ma metr osiemdziesiąt wzrostu, ubiera się na czarno, ma długiego warkocza, jest smokiem, każda laską na niego leci ale on jest singlem.
Zaczęłyśmy szukać naszych miejsc i  znalazłyśmy.
- Hola chicos!
- No cześć Blake, wciąż ćwiczysz hiszpański?- spytał Mike.
- Tak, na wakacje z mamą jedziemy do Hiszpanii.
- Siadajcie nie musicie stać- powiedział Jey.
Usiadłiśmy, ja obok Jeya a Ana obok Mikea.
- Esto es lo que oyes?
- U nas bardzo dobrze a u ciebie co słychać?- spytał Jey.
- Mogłabyś nie gadać po Hiszpańsku? Nic nie rozumiem.
- Eres un idiota.
Jey się zaśmiał i Mike też bo oni znali Hiszpański.
- Co ona powiedział? No co?
Chłopcy się nadal śmiali a Ana zrobiła głupią minę.
- No te ofendas, maldita sea.- powiedziałam kładąc jej rękę na ramieniu.
- Dobra lepiej się nie będę odzywać.
- Creo que es un milagro. Ana no hablara.- powiedział Jey gapiąc się  telefon.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać a Ana zaczęła temat który już znałam.
- Znalazłaś tego Hejtera?
- Tak namierzyłam go a gdy tylko się zbliży włączy mi się alarm w telefonie.
- A skąd pomysł że tu będzie?
- Z tego- pokazałam jej telefon na którym była czerwona kropka.- Jeśli pojawi się w zasięgu 10 metrów to go złapiemy.
- Ha wy sobie gadajciebo hejterze a my z Mikaem zagramy w szachy.- powiedział Jey.
- I tak za niedługo dojedziemy do szkoły więc nie zdążycie zagrać.- powiedziała Ana.

Sposób na HejteraOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz