Louis P.O.V.
Była sobota popołudniu i razem z Harrym wybraliśmy się na małe zakupy do pobliskiego sklepu, ponieważ do kolacji u rodziny Stylesa zostało jeszcze trochę czasu, a zabrakło nam składników na obiad, który chłopak chciał przygotować. Tym razem wstałem trochę później niż zazwyczaj, natomiast obudził mnie hałas z dołu i cudowny zapach.
Kiedy wstałem i ubrałem dresy oraz bluzę, którą chłopak kupił mi niedawno na zakupach zszedłem na dół. Zapach unosił się z kuchni i jak się okazało, Harry zrobił dla mnie śniadanie. Ciepły omlet z warzywami oraz herbata sprawiły, że w moim brzuchu automatycznie zaburczało. Tak dawno nie czułem się głodny, a wszystko przez tą jedną istotę, która po prostu zatrzymała się na chodniku przede mną.
Wkładałem właśnie do koszyka paczkę płatków, jednocześnie upewniając się, że rzeczy które wkładałem nie są zbyt drogie i nie wyjdzie za to zbyt dużo pieniędzy. Mimo wszystko to chłopak mnie utrzymywał, przynajmniej do momentu, aż nie znajdę jakiejkolwiek pracy. Co w tym momencie nie jest najłatwiejsze, ale zacząłem patrzeć na wszystko inaczej.
Minęło mało czasu odkąd zamieszkałem z chłopakiem, ale to była jedna z lepszych decyzji, jakie mogłem podjąć. Mogłem unieść się honorem i nie wracać do niego do domu, uprzeć się i zostać na mrozie, głodny i wyziębiony. Wiem, że to myślenie jest płytkie i prawdopodobnie zachowałbym się jak dzieciak, który nie potrafi przyjąć pomocy kogokolwiek. Ale jak miałem nie mieć z tym problemu, skoro prawie cała moja rodzina się mnie przez to wypięła i nie chciała mi pomóc.
- Boo? - podszedł do mnie i uśmiechnął się, wyciągając w moją stronę dużego lizaka w kształcie serduszka.
Zaśmiałem się widząc go i uśmiechnąłem się rozczulony. Nie wiem dlaczego tak bardzo mnie adorował. Myślałem, że po prostu da mi pieniądze i sobie odpuści. Lub pozwoli mi zostać u siebie ale jednocześnie będzie miał gdzieś moją obecność. Mimo ustaleń, na jakim etapie związku jesteśmy dla jego rodziny, byłem pewny, że nie będziemy zachowywać się jak para przez cały czas.
Byłem więc w szoku, kiedy chłopak podając mi śniadanie pocałował mnie w polik, wciąż trzymał za rękę i przytulał w każdej możliwej chwili. Chociaż nie przeszkadzało mi to w żaden sposób.
- To na odstresowanie, kochanie. Największy jaki mieli. Widzę, że się stresujesz bo twoje brwi robią się zmarszczone, jesteś spięty i masz ten zmartwiony wzrok, którego nienawidzę. Uwierz mi, że moja rodzina cię pokocha. Skradniesz ich serca, zobaczysz.
- No nie wiem, to wydaje się tylko proste, w momencie kiedy o tym mówisz. Później widzę tylko te negatywne formy poznania ich.
- Spójrz, chłopcze - podszedł do mnie obejmując mnie od tyłu w pasie - wejdziemy tam, przedstawimy cię, zjemy kolację, podczas której będziemy rozmawiać, bo u mnie w domu dużo się rozmawia. O wszystkim, tym bardziej, kiedy spotykamy się w jakieś ważnej chwili, jak święta czy poznanie mojego chłopaka. Rozmawiamy o uczuciach i o tym co się dzieje właśnie w naszym życiu. Potem robimy herbatę, kawę lub coś innego do picia, bierzemy przekąski i idziemy obejrzeć jakiś ckliwy film, przy którym moja siostra z mamą będą płakać, a my z moim tatą i dziadkiem staramy się za bardzo z nich nie śmiać, choć nie zawsze wychodzi. Moja babcia będzie kilka razy pytać cię jak się czujesz i czy nie jesteś aby znowu głodny. Bo ona zawsze każdego dokarmia. Więc nie wyjdziemy z domu bez ciasta od niej i słoiku czegoś na obiad. A jak już wyjdziemy, wrócimy do domu i po prostu posiedzimy razem z gorącym kakao które uwielbiasz, pod kocem i będziemy się przytulać. Czy taki plan ci pasuje?
- Dlaczego... to znaczy, pasuje, ale.. dlaczego taki jesteś? Nie umiem tego pojąć. Mam na myśli, mieliśmy udawać, czy coś, ale to wygląda jakbyśmy naprawdę byli razem. - mówiłem coraz ciszej, do momentu gdzie mój głos był prawie szeptem.
CZYTASZ
homeless || larry
Fanfictioncześć! witam cię w moim świecie fanfiction, cała historia jest zmyślona a jakiekolwiek podobieństwo do innych opowiadań całkowicie przypadkowe. książka została stworzona na oderwanie przeze mnie myśli, kiedy jest naprawdę źle. historia basicowa, fi...
