- Jesteś pewien? - zapytał Greg.
- Absolutnie. - Draco przelał do fiolki eliksir, który właśnie skończył. - Najwyraźniej pociągają mnie osoby, które są potężniejszymi czarodziejami niż ja. W takim razie, szukając zastępczego partnera, muszę znaleźć kogoś, kto także spełnia ten warunek.
Lekcja się skończyła i uczniowie zaczęli opuszczać klasę. Vince i Greg kiwnęli mu zachęcająco głowami i też wyszli. Draco chciał, żeby wszyscy się pośpieszyli. To miało być coś trudnego i z pewnością nie chciał żadnej publiczności. Kiedy Potter zatrzymał się obok niego, Draco parsknął cicho z rozdrażnieniem.
- Czego chcesz?
- Zastanawiałem się, czy zrozumiałeś dzisiejszą lekcję - udało się wyjąkać Potterowi.
- Oczywiście.
- Czy rozważyłbyś wytłumaczenie mi tego? Może w bibliotece po obiedzie?
Czy Potter zapraszał go na naukową randkę? Draco przyjrzał się dokładnie głowie Gryfona, szukając jakichś ran. Ale nie mógł nic zobaczyć przez te wszystkie potargane włosy.
- Wolałbym pójść do Zakazanego Lasu trzymając się za rękę z pierwszorocznym Puchonem.
Potter zmarszczył brwi.
- Czyli twoja odpowiedź brzmi „nie"?
Draco przewrócił oczami.
- Tak.
- Czyli jednak tak?
- Nie! - krzyknął Draco.
- To w końcu co, tak czy nie? - Potter wydawał się być kompletnie zagubiony.
Draco warknął z frustracji, złapał Pottera za szatę i popchnął na stojące za nim biurko. Jednak Potter zamiast się opierać, uśmiechnął się szeroko.
- Albo moglibyśmy w ogóle zapomnieć o bibliotece - mruknął, kiedy Draco przycisnął go do biurka.
- Gryffindor traci dziesięć punktów - warknął Snape, pojawiając się obok nich. Spojrzał na Pottera i ciągnął dalej: - Za zachowanie nieprzystające uczniowi Hogwartu.
Draco odsunął się zadowolony, spodziewając się jakiegoś wybuchu wściekłości ze strony Gryfona. Ale Potter znowu go zaskoczył, kiedy tylko kiwnął głową na słowa Snape'a. A potem przeszedł tak blisko Draco, że ich ciała otarły się o siebie.
- Do zobaczenia, Malfoy - mruknął.
Draco przyglądał mu się bacznie, dopóki nie zniknął za drzwiami. Nie, w żaden sposób nie dało się określić, jak mocno Potter musiał uderzył się w głowę.
Zapominając o całej sprawie, odwrócił się do Snape'a.
- Profesorze, chciałbym z panem porozmawiać o tym, że jestem wilą.
- Ale ubaw - mruknął Snape.
Łał. Słyszał plotki, że Snape potrafi czytać w myślach, ale aż do teraz im nie wierzył. Snape musiał wiedzieć, co się zaraz wydarzy.
- Jak niewątpliwie jest pan świadomy, jestem po części wilą. W dodatku stało się tak, że Dumbledore jest moją bratnią duszą.
Draco usłyszał jakiś dziwny dźwięk i rzucił okiem na twarz mistrza eliksirów. Snape zakrywał usta dłonią. Najwidoczniej właśnie się krztusił.
- Poinformowałeś już o tym swojego ojca? - zapytał.
- Jeszcze nie.
- Daj mi proszę znać, kiedy będziesz miał taki zamiar. Z radością będę ci towarzyszyć do domu, żebyś mógł powiedzieć Lucjuszowi, że Dumbledore będzie wkrótce jego zięciem. Może nawet zabiorę ze sobą tę kreaturę Creeveya, by uwiecznił ten moment dla potomności.
- Tak naprawdę to myślałem, że nie będzie to konieczne. Jak zapewne zdaje pan sobie sprawę, dzięki temu, że jestem też czarodziejem, mogę wybrać zastępczego partnera.
Uśmieszek zniknął z twarzy Snape'a.
Draco natomiast uśmiechnął się i przysunął bliżej. Snape, patrząc z niego z niepokojem, cofnął się.
- Wybieram ciebie - oznajmił Draco, znowu zmniejszając dzielącą ich odległość.
Nie było żadnego wybuchu zachwytu. Żadnego głośnego krzyku triumfu w obliczu jego oświadczenia. Prawdę mówiąc, Snape zamarł z szeroko otwartymi oczami. Draco uznał, że oniemiał, nie wierząc w swoje własne szczęście.
- Profesorze Snape - powiedział zaniepokojony. - Zdaję sobie sprawę, że te wieści mogą być przytłaczające, ale proszę, postaraj się oddychać. Wolałbym, żeby mój partner był żywy.
Draco zastanawiał się, czy będzie zmuszony zastosować metodę usta-usta, a potem jak miałby to zrobić, jeśli ofiara w dalszym ciągu znajdowała się w pozycji stojącej.
Na szczęście Snape wciągnął powietrze. Na nieszczęście, kiedy je wypuścił, wraz z nim wyleciały mu z ust następujące słowa:
- Panie Malfoy, muszę panu powiedzieć, że nie interesują mnie mężczyźni. Jestem jednak zaciekawiony, co dokładnie sprawiło, że uznał pan, iż przyjmę pańskie zaloty? Proszę mnie oświecić: czy chodzi o staranność, z jaką dbam o wygląd? - Snape odgarnął z twarzy swoje tłuste włosy. -Moje wrodzone wyczucie stylu? - Załopotał połami swoich surowych, czarnych szat i przybliżył się do Draco, tak że ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. - A może moje delikatne maniery?
To nie działo się zgodnie z planem. W desperacji Draco uwolnił swoje moce przyciągania.
Snape wyglądał na zaskoczonego, ale jedynym ruchem, jaki wykonał, było usunięcie się z drogi pierwszoroczniakowi, który przeleciał przez korytarz, żeby przylgnąć do nogi Draco.
Kiedy Draco pohamował swoje moce i zmagał się z odczepieniem małego Krukona, Snape uśmiechnął się okrutnie.
- Moje uznanie, panie Malfoy. Pańskie moce są całkiem silne, ale obawiam się, że niewystarczająco silne. Pomimo wielu pańskich wdzięków... - Snape pozwolił swojemu spojrzeniu prześlizgnąć się po ciele Draco, a potem nieśpiesznie wrócić do góry - ...muszę odrzucić ten honor.
Snape cofnął się do swojej klasy, odwrócił się i jeszcze raz spojrzał na Draco.
- Może i ma pan w sobie krew wili, panie Malfoy, ale z pewnością nie jest pan Vincentem Crabbe'em.
~*~
- Nie zadziałało? - zapytał na obiedzie Greg.
Draco wycelował różdżką w szklankę Pottera, na której pojawiła się cienka linia pęknięcia.
- Nie miałem pojęcia, że Snape jest hetero - stwierdził.
- A jest? Szokujące.
- Kto jest następny w kolejce? McGonagall? - spytał Vince między jednym kęsem tłuczonych ziemniaków a drugim.
Draco dzielnie zwalczył ochotę władowania przyjacielowi w twarz talerza z marchewką za tę sugestię.
- Nie. Dyrektor jest przynajmniej facetem. Chodzi o to, żeby znaleźć kogoś lepszego niż on, nie gorszego.
- Nie wiedziałem. Ta kobieta ma naprawdę niezłe nogi - stwierdził Greg, sięgając po kolejną porcję kurczaka.
Draco i Vince popatrzyli się na niego.
- No co? - spytał Greg.
- Czasami się o ciebie martwię, Greg - powiedział Draco.
Przy stole Gryffindoru Potter sięgnął po szklankę i struga soku pociekła po jego szatach.
- Muszę znaleźć kogoś innego. - Draco leniwie obserwował, jak szklanka Pottera pękła, a sok rozlał się na kolana. Potter zerwał się na nogi, zrywając z siebie mokrą szatę. Potem próbował osuszyć serwetką ubrania, na które przeciekł sok. Materiał koszulki lepił się do jego klatki piersiowej i Draco zastanawiał się, czy tego chłopaka podnieca eksponowanie własnego ciała w tak skandalicznie jawny sposób.
- Może nie szukam partnera potężnego magicznie. Może chodzi o coś innego.
- Może to jakaś cecha fizyczna? - zasugerował Vince. - Może po prostu lubisz brody.
Draco spojrzał na stół nauczycielski, przy którym siedział Dumbledore wraz ze swoją długą, spływającą w dół klatki piersiowej brodą. Przeszedł go dreszcz, kiedy dyrektor mrugnął do niego. A potem jego wzrok powędrował niżej, pod blat stołu.
- Och dobry Boże, nie.
CZYTASZ
DRACO WILĄ
FanfictionKsiążka nie jest moja, ja tylko udostępniam. link : http://www.drarry.pl/forum/viewtopic.php?f=8&t=387
