ROZDZIAŁ 5

1K 67 3
                                        


Draco opierał się o ścianę korytarza, czekając aż trio wyjdzie z pracowni eliksirów.
- Czemu ty... - Weasley złapał go za szaty i przyciągnął tak, że ich nosy niemal się stykały. - Przez ciebie, ty gnido, Snape wlepił mi szlaban. Wrzuciłeś oczy traszki do mojego kociołka i wszystko wybuchło, a Gryffindor stracił dwadzieścia punktów!
Jak na razie, zauważył Draco, konkury szły tak samo dobrze jak wszystkie inne.
Greg i Vince stali w głębi korytarza, niepewni, czy mają się wtrącić, ale Draco machnął na nich ręką.
- Jest mi strasznie przykro, Weasley. Nie miałem zamiaru wrzucić ich do twojego eliksiru - powiedział Draco, wyrywając się z uścisku Weasleya, który poluźnił swój chwyt na skutek szoku wywołanego przeprosinami. Draco wygładził szatę i posłał mu uśmiech. - Celowałem w kociołek Pottera.
- Czy to znaczy, że ja mam teraz przycisnąć Malfoya do ściany? - zapytał Harry z nadzieją.
- Naprawdę, Harry - prychnęła Granger. Potrząsnęła głową i przeniosła wzrok na Draco i Rona. - Powinieneś zostawić go w spokoju, Ron. Jestem prefektem naczelnym i nie chcę odejmować wam punktów.
Ron cofnął się, cały czas zabijając Malfoya wzrokiem.
- Nienawidzę cię, Malfoy.
- W takim razie się zgadzamy, bo ja też cię nienawidzę. Ale to nie dlatego chciałem z tobą porozmawiać. Przyszedłem, żeby złożyć obietnicę małżeńską.
Draco zobaczył, jak trzy pary ust otwierają się w szoku. Zauważył, że zęby Granger naprawdę wyglądają lepiej niż kilka lat temu.
- C-c-co? - wykrztusił Ron.
- Pytam cię, czy zostaniesz moim partnerem. Uważam, że... - Draco urwał i zmarszczył brwi z niezadowoleniem. - Och, przestań jęczeć, Potter, usiłuję porozmawiać o czymś z Wiewiórem.
- Wiewiórem! - wybuchnął Ron. - Jeśli jesteś mną zainteresowany w... w taki sposób, nie powinieneś przynajmniej próbować być miły?
- Miły? - oburzył się Draco. - Niedoczekanie twoje.
- Jeśli wydaje ci się, że kiedykolwiek nawet rozważałbym poślubienie aroganckiego...
- Ron - powiedziała Hermiona.
- Beznadziejnego...
- Ron - spróbowała znowu Hermiona.
- Cwaniaka, który...
- Ron! - Tym razem złapała chłopaka za ramię i pociągnęła w dół korytarza, a Harry deptał jej po piętach.
- Byłem dopiero na trzeciej literze alfabetu - zaprotestował Ron.
Draco udawał, że przygląda się swoim paznokciom, jednocześnie próbując podsłuchać ich rozmowę. Niestety prawie nic nie słyszał. W pewnym momencie Weasley wrzasnął głośno „Po moim trupie!". Hermiona coś im tłumaczyła, Potter kiwał głową zachęcająco i patrzył na Weasleya z taką miną, jakby umierał z głodu, a Weasley trzymał ostatnią tartę na całym świecie.
Może... może to była odpowiednia chwila, żeby uderzyć Weasleya swoimi mocami, pomyślał Draco.
Rozejrzał się dokoła, ale oprócz Grega i Vince'a nie zauważył w pobliżu żadnych innych uczniów. Pozwolił sobie na westchnienie ulgi, wiedząc, że nie zostanie przysypany zniewolonymi pierwszoroczniakami i uwolnił trochę swoich mocy.
Ku jego obrzydzeniu szczur czający się gdzieś na końcu korytarza przyczepił się do jego nogi. I nawet nie był to zwykły szczur, tylko jakaś paskudna zdeformowana kreatura ze srebrną łapą. Strząsnął go szybko z nogi, a szczur pozbierał się po chwili i powoli się oddalił.
Draco rozważał lekkie zwiększenie dawki mocy, kiedy Hermiona i Harry podeszli do niego, trzymając między sobą niechętnego Rona.
- No i? - zapytał Draco. - Zostaniesz moim partnerem, co zapewne sprawi, że będę najbardziej nieszczęśliwą wilą na świecie?
- J-j-ja - Ron rzucił błagalne spojrzenie Hemionie i przełknął ciężko - zgadzam się, żebyś o mnie zabiegał.
Draco się rozpromienił.
- Naprawdę?
- Pod jednym warunkiem - dodał Ron. - Ponieważ jesteś Ślizgonem i nie masz najmniejszego pojęcia, jak zalecać się do Gryfona, zanim cokolwiek zrobisz, musisz to najpierw wypróbować na Harrym.
- Co?! Oczekujesz, że będę dyskutował o moich technikach uwodzenia z Potterem?
- Nie, nie tylko dyskutował. Kiedy mówię, że chcę, żebyś wypróbowywał wszystko na Harrym, dokładnie o to mi chodzi. Szczególnie takie rzeczy jak pocałunki, dotykanie i tak dalej.
- I niby czemu miałbym zgodzić się na coś takiego?! - krzyknął Draco.
- Bo... bo... - Ron wydawał się być w kropce i rzucił Hermionie błagalne spojrzenie.
- Bo Harry po prostu wie, co Ron lubi - oświadczyła Hermiona, odgarniając włosy z twarzy. - Wszyscy Gryfoni wiedzą o sobie takie rzeczy. A myślałeś, że co robimy przez te wszystkie długie wieczory, kiedy wy, Ślizgoni, knujecie podstępne intrygi i spiski, co? Że się uczymy? Gramy w eksplodującego durnia? Ha!
Draco patrzył na Hermionę kompletnie oszołomiony jej oświadczeniem.
- Myślałem, że tylko w Huffelpuffie urządza się grupowe orgie.
- Szkoda, że nie zostałem przydzielony do Gryffindoru - mruknął Greg.
Hermiona wypchnęła Harry'ego do przodu.
- Idź z Draco - zachęciła go. - I upewnij się, że wszystkiego się dowie. Wszystkiego.
Potter uśmiechnął się zachęcająco do Draco.
- Myślę, że powinniśmy się zabrać do roboty jak najszybciej, nie sądzisz?
Może Dumbledore nie był jednak taki zły, pomyślał Draco.

~*~

- Nie, nie masz racji - upierał się Vince. - Pamiętam dokładnie ten dzień, kiedy Miodowe Królestwo zaczęło sprzedawać czekoladowe ciasteczka z galaretką posypane cukrem. Zjadłem dwa tuziny i okropnie się pochorowałem. Kiedy Snape dał mi ten eliksir na ból brzucha, zwymiotowałem wszystko na niego.
- Nie, zwymiotowałeś na Snape'a tego dnia, kiedy założyłeś się z Teodorem, że zjesz sto czekoladowych żab - przypomniał mu Greg.
- Zwymiotowałem na Snape'a w oba te dni - kłócił się Vince.
Harry przyśpieszył nieco kroku.
- Twoi przyjaciele mają fascynujące tematy rozmów - powiedział do Draco, kiedy zatrzymali się przed wejściem do Slytherinu.
Zamiast odpowiedzieć, Draco spojrzał na Pottera podejrzliwie.
- Skąd wiedziałeś, że tutaj jest wejście do lochów?
- Wiedziałem już od jakiegoś czasu - odparł Harry. - Na drugim roku użyliśmy z Ronem eliksiru wielosokowego, żeby podszyć się pod twoich goryli, a ty poprowadziłeś nas prosto do pokoju wspólnego.
Draco spiorunował wzrokiem Grega i Vince'a.
- Wiedzieliście o tym?
Obaj potrząsnęli głowami.
- To były święta - uściślił Harry, starając się pomóc. Kiedy dalej patrzyli na niego bez zrozumienia, dodał: - Obudziliście się wtedy nago w schowku na miotły.
Vince wzruszył ramionami.
- Och, jakby to miało nam w czymś pomóc. Jakby nie przydarzyło się to nam kilkanaście razy.
Harry popatrzył na niego, a potem na Goyle'a. W końcu przeniósł wzrok na Draco z niemym pytaniem na twarzy.
- Nie, Potter. Mi się coś takiego nigdy nie przytrafiło. Nigdy nie obudziłem się z kimś nago w schowku.
Greg odchrząknął.
- A co z tym razem, kiedy...
- Ustaliliśmy, że nigdy nie będziemy o tym rozmawiać - ostrzegł go Draco.
- Wydaje mi się, że to jedna z tych dziwnych rzeczy, jakie dzieją się w Hogwarcie - wtrącił się Vince. - Jak na przykład ruszające się schody - powiedział, podał hasło i weszli do pokoju wspólnego Ślizgonów.
- Mam u ciebie i Wealseya duży dług za poddanie mi tego pomysłu. - Greg mrugnął do Harry'ego i wszedł do środka.
- Wiesz - powiedział Harry powoli - zawsze myślałem, że ich dwójka jest całkiem straszna, obaj byli tacy ogromni, ale teraz, kiedy z nimi porozmawiałem...
- Są jeszcze straszniejsi - podsumował Draco.
Harry przytaknął.
Draco uśmiechnął się z dumą. Uwielbiał mieć najstraszniejszych goryli w całym Hogwarcie.

DRACO WILĄ Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz