129.

34 2 0
                                        

Królowa patrzyła na męża, który swoim zwyczajem, zaczynał panikować.

- Kochanie, przestań. Nic mi się nie stanie. - odezwała się łagodnie. Martin, który dreptał po jej sali, spojrzał na nią z lekkim obłędem.

Byli właśnie w szpitalu, ledwie chwile przed planowanym zabiegiem królowej. Robili go wyjątkowo szybko jako, że cztery dni po ustaleniu, że to jest jedyna szansa królowej.

- Jak mam nie panikować? Będziesz miała operację. - powiedział cicho i podszedł do niej. Usiadł zaraz na brzegu jej łóżka i wziął ją za rękę. Chciał jej bliskości, tak na wszelki wypadek gdyby później już nie mógł jej nigdy dostać.

- Wyjątkowo prosty zabieg. Zanim się obejrzysz, ja wrócę do ciebie cała i zdrowa..- zapewniła go. Ona aż tak się nie bała z prostego powodu. Jeżeli się nie obudzi to trudno, to reszta będzie musiała żyć z jej trupem. Taka wizja mogła przerazić każdego, a już na pewno jej męża. Na samą myśl, że miałby ją stracić w taki sposób, miał ochotę usiąść i ryczeć jak głupi.

- Nie możesz być tego pewna. Wszystko może się zdarzyć. A co jak zatrzymasz się na stole? Wykrwawisz? - zaczął a Charlie zauważyła, że ręce mu się trzęsły. Chwyciła jego twarz w swoje dłonie.

- Nic takiego się nie stanie. To mnie nie zabierze. Musisz postarać się o wiele bardziej aby się mnie pozbyć. Pamiętasz co kiedyś mówiłeś? Że odejdziemy razem, jako dwa, stare pomarszczone rodzynki?- powiedziała i dostała wyjątkowo blady uśmiech męża.

- Nie mogę jednak nic poradzić na to, że się o ciebie boję. - wymamrotał.

- Jakbyś się o mnie nie bał, to nie widziałabym sensu naszego małżeństwa. - odparła zgodnie z prawdą. Puściła jego twarz i tylko wzięła go za rękę.

- Zawsze będę bał się o ciebie. Nie potrafiłbym żyć bez ciebie ale wiem, że to jest jedyny sposób żebyś przestała cierpieć. - odparł i wszedł do łóżka żony. Ta objęła go a on wtulił się w jej pierś.

- Obiecuję ci, że tu wrócę. Nie wiem jak postaram się z całych sił. - powiedziała pewnie i cmoknęła go w czubek głowy.

.

- Kochany, usiądź. - odezwała się Helen widząc jak Martin, jej mąż oraz Timothy, kręcili się po poczekalni. Nie kierowała tego do kogoś konkretnego lecz każdy z nich mógłby jej posłuchać. Zaczynali ją denerwować.

Zaraz zaczęła się śmiać gdy to Timothy, zderzył się z jej mężem.

- Siadać na te swoje kościste tyłki ale już. - zarządziła a oni usiedli. Martin zajął miejsce przy Helen i chwycił ją mocno za rękę. Wiedziała, że w tym momencie go on jej najbardziej potrzebował, jej wsparcia. Tamci by sobie poradzili, Martin nie. Tu chodziło o miłość jego życia. Nie mógłby jej stracić tak wcześnie.

- Boję się, że coś się stanie. - wymamrotał i spojrzał na Helen. Zaczynał panikować.

- Kochany, sama Mialam wycinane torbiele i to dwa razy. To nic straszne. - powiedziała ale to jej własny, osobisty mąż postanowił ją zastrzelić.

- Dawali mi wtedy coś na uspokojenie.

- Ben!- syknęła i kopnęła męża czubkiem swojej szpilki. Mężczyzna syknął, czując go w piszczelu.

- Au!

- To milcz a nie pieprzysz głupoty. - skarciła go wściekła i chwyciła mocno Martina, któremu to nie pomogło a tylko przeraziło jeszcze mocniej.

Długo również nie czekali, bo moment później weszła do nich Osbourne. Martin w głowie miał najgorsze myśli. To było za wcześnie, minęło ledwie pół godziny. Czemu ona tu już była? Widział tylko jedno wyjaśnienie a oczy zaszły mu łzami.

Charlotte II (Zakończone)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz