131.

38 3 0
                                        

Rodzina królewska wróciła do domu, z początkiem stycznia. Uwielbiali spędzać czas ze sobą ale po tylu dniach, woleli nie musieć już na siebie patrzeć. Droga powrotna minęła im o wiele łatwiej i nie była aż tak męcząca.

Charlie jednak nie przejmowała się niczym, co działo się wokół oprócz jednym. Odciągała właśnie pokarm i zauważyła coś, przez co ręce zaczęły jej drżeć. Patrzyła na buteleczki i chciało jej się płakać.

- Kochanie? Dobrze się czujesz?- spytał Martin, który wszedł do sypialni po tym jak sprawdził co u trojaczków. Widział, że coś działo się z jego żoną i nie podobało mu się to. Miał wrażenie, że była blisko ataku.

- Spójrz na to. - wymamrotała i machnęła ręką w stronę swoich piersi, podpiętych do pompki. Martin podszedł do niej ale nie wiedział o co jej chodziło. Dla niego wszystko wyglądało normalnie.

- Bolą cię?- zapytał sądząc, że znowu coś się działo, że te przeklęte torbiele wróciły.

- Zobacz jak tego jest mało!- jęknęła i odpięła się czując, że ssało ją ale za wiele nie leciało.

- Gdzie mało? Odciągnęłaś prawie całe butelki. - zauważył słusznie i usiadł przy niej. Charlie ubrała się i nie mogła się uspokoić. Czuła się okropnie.

- Właśnie, że nie. Są ledwo dwie buteleczki, gdzie po nocy były nawet i pełne cztery. - wysmarkała czując się bezużyteczna. Nie potrafiła zrobić czegoś tak prostego.

- Wiesz, że to nie jest nic złego. Widocznie tobie pokarm kończy się wcześniej i tyle. - odparł ale ona kręciła głową.

- Co ze mnie za matka, że nie potrafię wykarmić własnych dzieci? Znowu?- zawyła i już się rozpłakała. Martin westchnął i objął żonę. Nie rozumiał czemu tak ją to bolało, przecież to było całkowicie naturalne. Ona jednak ubzdurała sobie coś i nie potrafił wybić jej tego z głowy.

- Nie każda ma pokarm przez nie wiadomo jaki czas. W twoim przypadku kończy się wcześniej lecz to nic złego. Nasze dzieci są zdrowe, nic im nie jest. Mogą spokojnie jeść z butelki i to niczego nie zmieni. - mówił do niej spokojnie ale nie potrafiła mu uwierzyć.

- Nie boję się o Trixie ani o Michaela. Co będzie z Bertiem?- spytała i podniosła na niego mokrą twarz. Martin zmarszczył brwi.

- Co z nim?

- On nienawidzi butelki. Je tylko ode mnie. Co będzie później? Jak on nie będzie chciał jeść? Jak coś mu się stanie? Zrobię mu krzywdę. - podzieliła się z nim swoimi obawami i wytarła nos rękawem. Martin westchnął. Wiedział, że to co powie może ją rozwścieczyć ale trudno.

- Robisz mu krzywdę teraz.

- Co?- spytała i tak jakoś odsunęła się od niego.

- Robisz mu krzywdę gdy nie chcesz żebym w ogóle próbował z butelką. Pomęczył się z nim. Ty od razu biegniesz do niego i przystawiasz go do piersi. Nauczył się, że od razu dostaje ciebie i na butelkę nie patrzy. On nigdy z niej nie jadł. Nawet nie wiem jak podamy mu później durną wodę, herbatę, skoro nie chce butelki. - wyjaśnił a ta wyglądała na wściekłą. Dziwnie Martin był przygotowany, że zaraz zacznie go tłuc po ręku jak to miała w swoim zwyczaju. Zamiast tego, pociskała w niego piorunami z oczu i złagodniała.

- To naprawdę coś złego, że chcę mieć go ciągle przy sobie?-  spytała zdezorientowana. Martin pokręcił głową i wziął ją za rękę.

- Jesteś jego matką, dbasz o niego. To tyle. Robisz tylko to, co uważasz za najlepsze dla niego. - odparł ale ona nie była przekonana.

Charlotte II (Zakończone)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz