Tego dnia obudziłam się z krzykiem, Byłam cała spocona i nie wiedziałam co się dzieje. To był koszmar. Jezu jak dobrze że już się skończył, myślałam że się uduszę.
- Emily! Już idę! - krzyknął Arthur z kuchni, od razu zaczynając biec w kierunku sypialni. - Co się stało? Czemu tak krzyczałaś?
- Miałam koszmar, ale już mi lepiej. - powiedziałam zadyszana, powoli łapiąc oddech.
- Biedactwo, jesteś cała spocona. - Przerażony Arthur powoli usiadł obok mnie i zaczął głaskać mnie po plecach abym się uspokoiła. To było naprawdę miłe z jego strony. Odkąd tu mieszkam jest bardzo troskliwy.
Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy, słysząc tylko mój szybki oddech i powolne wzdychanie Arthura.
- Niestety nie pamiętam co mi się śniło, ale to już nie ważne, ważne że minęło. - powiedziałam patrząc na Arthura.
- Na pewno już lepiej? Nie wyglądasz za dobrze. Przyniosę ci wody. - odpowiedział, ale zanim podniósł się z łóżka złapałam go za koszulę.
- Naprawdę nie musisz, sama sobie zaraz przyniosę.
- Daj spokój, przecież widzę jak wyglądasz. Już po nią idę.
- Proszę pana, naprawdę. Dam sobie radę. To tylko koszmar, każdy je czasem ma. - odpowiedziałam spokojnie a on uśmiechnął się z ulgą i z powrotem usiadł obok mnie.
- Niedługo idę do pracy, dasz sobie radę sama w domu? - zapytał, po czym wstał z łóżka nadal na mnie patrząc
- Jasne że tak, nie musisz się o nic martwić. - odpowiedziałam
Arthur znowu się do mnie uśmiechnął, potem lekko się do mnie schylił i pocałował mnie w czoło, po czym wyszedł z pokoju.
O mój Boże
Gdy tylko to zrobił poczułam w środku jakieś nieznane mi ciepło, to było fajne i miłe z jego strony. Naprawdę się mną opiekuje i dobrze mi z tym.
***
Kilka godzin będąc sama w domu mogłam odpocząć i wszystko przemyśleć. Moje życie wygląda teraz nieco inaczej niż kiedyś. Zdecydowanie.
Po chwili przyszedł mi jakiś SMS. Myślałam na początku ze to Arthur pyta jak się czuję ale nie. To jakiś nieznany numer. Otworzyłam SMS a w nim przeczytałam treść.
"Spotkajmy się przed twoim domem jutro o 18:45. Ulica Kolejowa 25/2. Jeśli się nie pojawisz, inaczej to z tobą załatwię."
Zatkało mnie. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Kolejowa 25/2? To dokładnie ta ulica na której mieszam. Tylko rzecz w tym że to nie jest mój dom. Tylko Arthura i Mii. Jezu, skąd on zna ten adres? A może to ona? Kim jest? Co ja niby zrobiłam? Jeśli się nie pojawię, to inaczej to ze mną załatwi? Mam tyle pytań.
Postanowiłam zadzwonić z tym do Arthura, ale w ostatniej chwili się zawahałam i odłożyłam telefon. Poczekam aż wróci do domu.
Dosłownie 10 minut później przyjechał do domu, a ja od razu wybiegłam w stronę drzwi wejściowych i ledwo wychamowałam na progu.
- Coś się stało? Gorzej się czujesz? - zapytał odrazu.
- Nie. To znaczy tak. Znaczy nie. W sensie... po prostu chodź. - zanim zdjął buty pociągnęłam go za rękę i od razu wyjaśniłam całą sytuację, pokazałam mu SMSa, i powiedziałam że nigdy nie podawałam nikomu obcemu tego adresu.
- Damy radę Emily, coś pomyślimy, czekaj, musimy to gdzieś zgłosić, przynieś mój telefon proszę - powiedział. Byłam bardzo wystraszona, nie wiedziałam co mam robić. Zawsze mnie stresowały takie błahostki. Dlaczego musiałam być taka słaba?
Powoli czułam jak łzy napływają mi do oczu. Stojąc w progu drzwi widziałam tylko Arthura w salonie chodzącego w tę i spowrotem łapiąc się za głowę i co jakiś czas klikając coś w telefonie.
- Do jasnej cholery! Mówiłem przecież, że ktoś grozi mojej córce, czy to takie trudne!
Arthur kłócił się właśnie chyba z policjantem, nie przeszkadzało mi nawet to że nazwał mnie moją córką, bo przecież nią nie jestem. Zaczełam się cała trząść, powoli uginały mi się kolana aż w końcu odpadłam na ziemię i byłam w pozycji siedzącej. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, nigdy nie miałam takiego czegoś. Powoli traciłam siły na oddychanie i czułam ogromny ból w klatce piersiowej.
- Jezus Maria, Emily! Hej, co się dzieje? Słyszysz mnie? - podbiegł do mnie, kucnął i mówił do mnie zaniepokojony Arthur. Czułam się tak źle że nie miałam nawet siły mu odpowiedzieć.
- Oddychaj Emily, razem ze mną, no już - Arthur już wiedział co się dzieje, miałam wrażenie że bardziej niż ja.
- Dasz radę mała, jesteś bardzo dzielna.
Mała
W tej chwili chciałam żeby to poprostu się już skończyło, miałam dość tego ze ledwo oddycham, a głowa boli mnie tak jakby miała zaraz wybuchnąć. Robiłam to co mi kazał, pomagał mi, było mi już trochę lepiej.
Gdy już poczułam się lepiej, Arthur zaniósł mnie na rękach na kanapę i przykrył kocem. Uśmiechnęłam się, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że robi to wszystko dla mnie, opiekuje się mną. Po moim koszmarze też zachowywał się jakbym była dla niego wszystkim. Po jakimś czasie Arthur powiedział że zaraz wróci a potem pocałował mnie w czoło.
Przez moje ciało przeszło jakieś takie nieznane ciepło, odrazu poczułam się lepiej. Resztę dnia raczej przespałam lub przeleżałam na kanapie. Wiedząc że Arthur jest obok mnie, było mi lepiej i czułam się bezpiecznie. Nigdy nie myślałam, że ktoś będzie się mną tak opiekował jak on.
CZYTASZ
Dark Paradise
Ficção AdolescenteZnasz to uczucie, kiedy w jeden wieczór twoje życie nagle wywraca się do góry nogami? Nie? Szesnastoletnia Emily też go nie znała, dopóki nie spędziła weekendu u swojej najlepszej przyjaciółki. Od tamtej pory w jej życiu dzieją się bardzo dziwne rze...
