Po dojechaniu miejsce chłopcy nie mogli przerwać rozmowy o wczorajszym wieczorze, z którego jak się okazało młodszy niewiele pamiętał, więc
- Naprawdę nie pamiętasz?
- Nie. - odparł Jungwon - Przysięgam, że więcej z nimi nie piję...
- Mhm, na pewno - zaśmiał się cicho Jay. - Ale jesteś całkiem uroczy jak jesteś pijany. Kleiłeś się do mnie jak nie wiem
- Pff, wydawało ci się.
- Mhm, a to, że zasnąłeś wtulony we mnie i musiałem cię obudzić, bo nie miałem jak się ruszyć też mi się wydawało?
- Nie masz dowodów
- A jesteś pewien, że nie mam? - spytał Jay drocząc się z Jungwonem.
- Debil. - naburmuszył się młodszy.
- Może powinienem cię schlać, hmm? Pijany byłeś taki uroczy - starszy odwrócił wzrok w jego stronę
- A teraz to nie jestem?
- Zawsze jesteś, ale wtedy dodatkowo byłeś miły - Park roztrzepał mu włosy i uśmiechnął się pod nosem na co Yang uderzył go w ramię. - Ał, dobra, przepraszam...
Chłopcy w końcu wysiedli z samochodu i weszli do domu młodszego, w którym jego mama właśnie przygotowywała się do wyjścia.
- Znowu idziesz do pracy mamo? Przepracowujesz się...
- Wiem, że dużo pracuję, skarbie. Przepraszam. Niedługo wezmę wolne i ci to wynagrodzę...
- Nie o to chodzi... Powinnaś odpocząć
- Jungwon ma rację, pani Yang. Odpoczynek bardzo by się pani przydał
- To miłe, że się martwicie chłopcy, obiecuję, że w następnym tygodniu wezmę wolne. - pani Yang sięgnęła po swoją torbę. - Jay mógłbyś proszę zostać z Jungwonem i się nim zająć?
- Mamo, jestem dorosły! Nie potrzebuję, żeby ktoś się mną zajmował!
- Jasne, że zostanę - Jay posłał kobiecie ciepły uśmiech.
- Dziękuję, wrócę wieczorem, bawcie się dobrze! - rzuciła opuszczając w pośpiechu mieszkanie.
Jay zaczął się śmiać ze zdenerwowanego Jungwona.
- Hmm, czyli potrzebujesz kogoś, żeby się tobą zajął?
- Spieprzaj. - młodszy szturchnął go w ramię
- Kurde! - krzyknął Jungwon i kopnął siedzącego obok Jaya, który właśnie wyprzedził go grając w Mario Kart.
- Pa tera - odparł przyspieszając jeszcze bardziej.
- Spadaj - Jungwon próbował wszystkiego, żeby nie przegrać po raz piąty.
- Nie masz szans - starszy uśmiechnął się do niego wrednie i odłożył kontroler na stół po kolejnej wygranej przez niego grze.
- Jeszcze zobaczysz. - zagroził młodszy
- Chciałbyś - Jay uśmiechnął się i szturchnął go delikatnie w ramię.
- Jeszcze cię tak rozjebie, że się nie pozbierasz - młodszy wtulił się w niego.
- A tobie co? - spytał Park obejmując go.
- Nic, nie mogę się przytulić?
- Możesz jak najbardziej, tylko ostatnio robisz to jakoś częściej. Coś się dzieje czy to tak po prostu?
- Nic się nie dzieje, jesteśmy przyjaciółmi, to chyba normalne
- Mhm, no tak. Jesteśmy - Jay objął go mocniej.
"Jesteśmy przyjaciółmi" tylko przyjaciółmi. Prawda zawsze boli. Jay był tym wszystkim zmęczony. Bycie z kimś tak blisko, a jednak nie tak blisko jak by tego chciał.
- Coś się stało Jay? - spytał niepewnie Yang. - Źle się czujesz?
- Nie, nic mi nie jest, wszystko w porządku - odpowiedział, czym jednak nie upewnił młodszego.
- Nie będę naciskać, skoro tak twierdzisz. Ale wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim? Nie będę cię przecież oceniał
- Wiem, że nie będziesz. Dziękuję - Jay uśmiechnął się do niego słabo.
- Zostaniesz na noc? Tylko wiesz, rano muszę iść do pracy i w ogóle
- Jasne. Zostanę
Znudzeni brakiem jakichkolwiek zajęć chłopcy postanowili wyjść na spacer, oddalając się parę ulic od domu Jungwona. Od czasów kiedy byli dziećmi i mieszkali na przeciwko siebie, poza paroma nowymi zabudowaniami niewiele się zmieniło. Te same ulice, po których jeździli rowerami, te same drzewa, po których się wspinali i ten sam plac zabaw, na którym się bawili. Miejsca te budziły głęboko zakorzenione wspomnienia i wzbudzały kłujące w sercu uczucie nostalgii, boleśnie przypominające o czasach, które nigdy nie wrocą.
- Widzisz? - spytał Jungwon wskazując na dwa domy po przeciwnych stronach drogi.
- Nasze stare domy - uśmiechnął się pod nosem starszy. - Ciekawe czy ktokolwiek tu jeszcze mieszka
Spacerowali tak dobrze znanymi sobie ulicami dzieląc się swoimi wspomnieniami z dzieciństwa.
- Pamiętasz? Tu złamałeś kiedyś rękę. Wywaliłeś się na rowerze
- To wina tego, że Sunghoon za cholerę nie potrafił jeździć. Zresztą, dalej nie potrafi. Zajechał mi drogę, kretyn
- Dalej jesteś zły? Dopiero co sobie o tym przypomniałeś
- Dalej nie przeprosił
Jay zaśmiał się cicho i usiadł na znajdującej się w pobliżu ławce. Natychmiast obok niego znalazł się Jungwon.
"Już wtedy chyba go lubiłem" pomyślał starszy sięgając do wspomnień.
W Jungwonie zawsze widział kogoś wyjątkowego. Oczywiście, miał wielu przyjaciół, ale nikogo aż tak sobie bliskiego. Z Yangiem było inaczej. Każdego dnia czekał na moment, w którym znowu go zobaczy i będzie mógł z nim porozmawiać. Kiedy miał 8 lat sądził, ze Jungwon był jego najlepszym najlepszym przyjacielem, wśród wielu najlepszych przyjaciół. Teraz Jay miał świadomość swoich głębszych uczuć do młodszego, ale w żaden sposób mu to nie pomagało. O ile prościej by było gdyby był dla niego tylko przyjacielem. W tym przypadku granice przyjaźni zostały całkowicie zatarte, tworząc specyficzną relację, której nie potrafił określić. Nie potrafił też określić uczuć Jungwona. Może miał jakieś szanse? A może dla drugiego ich relacja była zwykłą zabawą? Jedno było pewne: jego traktował inaczej niż innych.
- Jay?
- Tak?
- Zostaniesz na noc?
- Zostanę.
an. przepraszam ze ten rozdzial jest taki messy i nie jest sprawdzony, ale byl pisany z kilkoma przerwami bo jak sie okazalo przecenilem ilosc swojego wolnego czasu, a bardzo chcialem juz cos wstawic bo mialem to zrobic tydzien temu. postaram sie to ogarnac i regularnie pisac skoro sa wakacje, a ja nie mam planow
p.s. pijcie duzo wody, uzywajcie kremow z filtrem, a najlepiej unikajcie slonca bo was zmiecie z planszy
do zobaczenia w nastepnym misiaczki!
CZYTASZ
my favourite boy. (jaywon)
De Todopowiedzmy ze kontynuacja "my ex should go fuck himself" ale tym razem książka skupiona jest na wątku jaya i jungwona. Stan, w którym jest się więcej niż przyjaciółmi, ale mniej niż parą może dobijać. Zwłaszcza gdy każdy wokół jest w szczęśliwym zwią...
