09

98 14 3
                                        

Jungwon czekał w parku na Jaya, który miał zjawić się już 10 minut wcześniej. Co chwila zerkał nerwowo na telefon, sprawdzając na ekranie głównym godzinę. Rozglądał się dookoła szukając go wzrokiem, poddając się po chwili. Tępo gapił się na strumyk zastanawiając się po co tak właściwie Jay go tu ściągnął, jeżeli nie zamierzał przyjść. W końcu westchnął i zabrał swoje rzeczy zrezygnowany.
"Najpierw chce rozmawiać a teraz w ogóle się nie zjawia." Chłopak poczuł lekkie ukłucie w sercu. Zabolało go. Zwyczajnie zabolało. Czy Jayowi w ogóle jeszcze zależało? Wstał z ławki, przewiesił swoją torbę przez ramię zaczął w niej grzebać szukając słuchawek, by w drodze do domu zająć myśli czymś innym.
- Przepraszam, straszne korki były.
Jungwon odwrócił się i ujrzał zdyszanego Jaya. Ukłucie w sercu ustało, gdy tylko usłyszał jego głos. Nadal był zły, a raczej zawiedziony. Sam właściwie nie wiedział na co liczył, czuł się jak ostatni kretyn.
- Mogłeś uprzedzić, trochę ci się zeszło - mruknął. Natychmiast się zdziwił, jak oschło zabrzmiał jego głos.
- Przepraszam, nie bardzo miałem jak prowadząc
- Racja... - młodszy momentalnie poczuł się jeszcze bardziej głupio. Tak naprawdę nie miał prawa do robienia wyrzutów Jayowi. Miał prawo się umawiać z kim chce, nie byli przecież razem. Nawet mu nie powiedział, że coś do niego czuje. - W takim razie o czym chciałeś pogadać?
- Ja i Jeonghwa... Nic nas nie łączy. Absolutnie nic, przysięgam
- Nie musisz się tłumaczyć, masz prawo chodzić z kim chcesz a ja będę cię wspierać. Jesteśmy przecież przyjaciółmi
- Ale czuję, że jakoś cię tym zraniłem i nie mogę sobie tego wybaczyć, Won. Między mną a nią nic nie ma. Sam widziałeś, że to wszystko działo się przy tych dziewczynach, które terroryzują pół szkoły. Nie chciałem jej narażać na upokorzenie, źle bym się czuł, gdyby z mojego powodu była wyśmiewana. Ale z nami... Jungwon, o co chodzi? Widzę, że coś jest nie tak
- Wszystko jest w porządku, naprawdę - Jungwon sam nie był co do tego przekonany.
- Widzę, że cię to zabolało. Nie wciskaj mi teraz kitu o przyjaźni - Jay westchnął. - Czujesz coś do mnie, prawda? Inaczej byś tak nie zareagował.
Starszy znalazł słaby punkt Yanga. Ten momentalnie odwrócił wzrok czując jak jego twarz zaczyna robić się czerwona.
- O czym ty mówisz... Nie wiem o co...
- Spójrz na mnie, Jungwon. Ja to widzę, wiesz? Nie jestem aż tak ślepy jak ci się wydaje - młodszy poczuł się zupełnie zbity z tropu. Jay wiedział?
- Nawet jeśli, jakie to ma znaczenie? Zostaw mnie w spokoju - Jungwon odwrócił się, ale Jay złapał go za ramię, próbując go zatrzymać. - Puść - posłuchał, wbrew swojej woli. Chciał mu powiedzieć, że czuje to samo, że nie wyobraża sobie życia bez niego, ale coś mu nie pozwoliło.
- Jungwon... - jego głos załamał się. Nie był w stanie wydusić niczego poza jego imieniem. Mógł jedynie bezczynnie patrzeć.

- Zjebałem, prawda?
- Oj tak i to bardzo - Jake naprawdę starał się wysłuchać przyjaciela i jakkolwiek go wesprzeć, ale miał już serdecznie dosyć wysłuchiwania jego żali i jęków. - Zamiast mi zrzędzić nad uchem może się zastanów co zrobić, żeby nie przestał się do ciebie odzywać, wyznać mu miłość i wreszcie z nim być
- To może mi powiedz jak? To ty jesteś w związku, nie ja?
- A myślisz że ja wiem? Nie mam pojęcia, to że Sunghoon mnie chciał to jakiś cud
- Do niczego jesteś, wiesz? - Jay rzucił w niego poduszką.
- Masz szczęście, że pisałem ołówkiem - mruknął Jake zmazując linię, która powstała w wyniku uderzenia poduszki. - Wiesz co, Jay? Musisz mu powiedzieć co czujesz. Natychmiast. Nie ma co z tym zwlekać. To jedyna szansa, żeby cokolwiek z tego wyszło
- Wiesz, spróbowałbym, ale nie odbiera, nie odpisuje. Nawet nie odczytuje, nic
- To znaczy, że musisz się do niego pofatygować osobiście. Teraz, już - Jake wstał i praktycznie wywalił drugiego za drzwi.
- Serio myślisz, że powinienem tam iść teraz, czy po prostu chcesz się mnie pozbyć?
- Właściwie to oba. Przyjemne z pożytecznym.

Jay od paru dobrych minut zbierał się wewnętrznie, by wreszcie zapukać do drzwi. "Co ja mu powiem?" Jay westchnął. "Wyjdę na totalnego debila".
- Stoisz już tak od pięciu minut - Park nawet nie usłyszał dźwięku otwieranego wejścia przez własne myśli. - Wchodzisz czy nie? - Jungwon wyglądał na co najmniej zirytowanego bądź znudzonego. W końcu Jay wszedł starając się nie ukazywać jak bardzo jest zdenerwowany. - Co chcesz? - głos młodszego nie wskazywał, by był zły. Mimo wszystko brzmiał łagodnie, prawie tak jak zawsze.
- Pogadać... - Jay odezwał się niepewnie próbując wyczuć drugiego.
- Słuchaj Jay, rozumiem jeśli przez to czujesz się niekomfortowo, zrozumiem też jeśli nie będziesz chciał ze mną rozmawiać. Sam nie wiem jakbym się zachował gdyby mój najlepszy przyjaciel był we mnie zakochany
- Jungwon... Ja...
- Wiem, "lubisz mnie, ale nie w ten sposób", rozumiem. Nie musisz mnie dobijać.
- Nic nie wiesz Wonnie, proszę, wysłuchaj to co mam do powiedzenia. Ja... - Jay próbował znaleźć odpowiednie słowa. - Ja też cię lubię. Chciałem ci to powiedzieć w parku, ale nie mogłem. Stchórzyłem i to tak totalnie. Ale przyszedłem teraz i mam nadzieję, że to docenisz. Kocham cię i chcę z tobą być. Bardzo - Jay powiedział wszystko na jednym oddechu. Jungwon próbował przetworzyć wszystkie informacje, ale ciągle coś do niego nie docierało.
- Co...
- Dokładnie to, co powiedziałem. Kocham cię. Mogę ci to nawet powtórzyć jeszcze tysiąc razy - Jay splótł swoje dłonie z tymi Jungwona.
- Nie musisz nic mówić... Ja po prostu...
- Krótka piłka, będziesz ze mną? Tak, czy nie?
- Ja... - Jungwon dalej niedowierzał - Ty tak serio?
- A jak myślisz? Mam przed tobą uklęknąć, żebyś mi uwierzył? Zrobię to
- Nie, nie musisz, będę z tobą Jay

an.
gratuluje sobie napisania rozdzialu, dziekuje bardzo

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Nov 29, 2023 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

my favourite boy. (jaywon)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz