Rozdział IV

122 10 6
                                        

W tym rozdziale opisałam sytuację, która znajduje się na okładce :) może ktoś zauważy xD miłego czytania i przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam.

Kiedy poczułem, że zaczynam płakać od nadmiaru emocji odepchnąłem chłopaka od siebie i pognałem w stronę szkolnej bramy. Biegłem ile sił w nogach, byle tylko oddalić się od Tae Hun'a. Do domu dotarłem zdyszany, mokry, wykończony psychicznie jak i fizycznie. Całą drogę bowiem analizowałem swoje dziwne zachowanie względem chłopaka, uświadamiając sobie niechcący, że ja chyba coś do niego czuje...
- Sae Kyung, wszystko w porządku? - moja siostra popatrzyła na mnie zmartwiona, pokręciłem tylko przecząco głową, zdjąłem buty i wbiegłem do siebie na górę. Wszedłem do łazienki, zdjąłem ubrania i poszedłem pod prysznic, chcąc choć trochę uspokoić swoje ciało. Oczy miałem całe czerwone od płaczu, najlepsze było to, że sam nie wiedziałem, dlaczego moje ciało tak zareagowało...

***

Zszedłem po schodach do kuchni. Przy stole już czekała na mnie noona, przed nią stały naleśniki, dżem i czekolada. Westchnąłem, normalnie cieszyłbym się ze słodkiego śniadania, jednak tego dnia nie miałem na nic ochoty.
- Ej, Saie bądź bardziej entuzjastyczny! Jutro macie festiwal prawda? - zamknąłem oczy i zacząłem liczyć do dziesięciu. Jak ja nienawidziłem kiedy ona mnie tak nazywała. Co to w ogóle było? Tego nie można nawet nazwać imieniem, więc dlaczego brzmi to tak dziewczęco?!
- Możesz mnie tak nie przezywać? Nie mam dzisiaj na to siły - mówiąc to usiadłem przy stole i postawiłem przed sobą nutellę. Rozglądnąłem się w poszukiwaniu łyżki, która jak się okazało, leżała obok świeżych owoców. Zacząłem mozolnie jeść czekoladę prosto ze słoika, patrząc zmęczonym wzrokiem w blat stołu.
- Saekyung, ale wszystko w porządku prawda? - w jej głosie usłyszałem troskę. Zacząłem odczuwać lekkie wyrzuty sumienia, jednak nie mogłem jej powiedzieć, że jestem gejem... Pewnie myślałaby, że źle mnie wychowała... Nie, nie mogłem na to pozwolić. Wiedziałem, że muszę ją w jakiś sposób przekonać, że mam po prostu zły dzień i tyle.
- Tak, w porządku, po prostu nie mogłem spać - to nawet była prawda, bo faktycznie nie zmrużyłem oka...
- Wiedz, że mi wszystko możesz powiedzieć - podniosłem wzrok znad stołu, niewiele starsza dziewczyna, ode mnie, uśmiechała się blado. Starałem się odwzajemnić gest, jednak zamiast pożądanego efektu, najpewniej uzyskałem okropny grymas, zmęczonego człowieka, który nie ma pojęcia co ma ze sobą począć...
- Ah, noona? - zagadnąłem jeszcze dziewczynę, nim zdążyła opuścić pomieszczenie, w którym przebywałem - Najprawdopodobniej przyjdę dzisiaj z kolegą z klasy, musimy na jutro ciasto upiec...
- Ok, to kupie potrzebne składniki - uśmiechnęła się do mnie ciepło i zostawiła mnie samego w kuchni.

***

Stałem na przejściu dla pieszych, kierując się w stronę szkoły. Trwałem w takim bezruchu z dobrych kilka minut. Zielone, zdążyło zapalić się już cztery razy, a pani sprzedająca kwiaty w pobliskiej kwiaciarni łypała na mnie dziwnym wzrokiem. Gdy zawiał wiatr, zgarbiłem się mimowolnie. Była jesień, natomiast zimna i sroga, brakowało tylko wszechobecnego śniegu, który dopełniałby ten surowy krajobraz malujący się przed moimi oczami.
Słuchałem muzyki, która doskonale odzwierciedlała nastrój, jaki mnie wtedy ogarnął. Była wolna, smutna i przepełniona różnymi emocjami.
W każdym razie, patrzyłem przed siebie nie skupiając się na niczym. Praktycznie nie wiedziałem co znajduje sie przede mną, po prostu dałem się porwać przyjemnej nucie, która rozbrzmiewała mi w słuchawkach. Kiedy piosenka się skończyła, po drugiej stronie ulicy, dostrzegłem postać. Patrzyła, bezwstydnie, prosto na mnie, nie racząc nawet odwrócić wzroku.
Dopiero kiedy owy osobnik ruszył w stronę przejścia, zorientowałem się, że jest to Tae Hun. Moje serce zabiło szybciej, a ja niewiele myśląc odwróciłem się na pięcie, chcąc odejść jak najdalej od niego. Nim jednak zdążyłem przejść choćby sto metrów, chłopak dogonił mnie i złapał za ramię. W miejscu gdzie zetknęły się nasze ciała, przeszedł mnie dziwny, aczkolwiek przyjemny dreszcz. Skrzywiłem się na własną reakcje.
- ...mnie lubić - odwróciłem się gwałtownie, i wytrzeszczyłem na niego oczy.
- Co?! - zapytałem zdezorientowany i lekko przerażony. Ten tylko uśmiechał się do mnie, ale boże, co to był za uśmiech... Na ten widok zrobiłem jakaś głupią minę, nie wspominając już o tym, że jakoś dziwnie trzymałem ręce.
- Mówiłem, że pewnie chciałeś mnie zgubić - odetchnąłem z ulgą, dzięki bogu, przesłyszało mi się. Jednak to, że słyszałem tego typu rzeczy, mogły oznaczać, że tak na prawdę pragnąłem by to powiedział... Mam nadzieje, że teraz szukam tylko dziury w całym...
- Niee... - zachłysnąłem się powietrzem, od samego patrzenia na niego. Dzisiaj był jakiś inny, emanował szczęściem. Chyba miał dobry humor. Albo to ja patrzyłem na niego pod jakimś dziwnym kątem, jego ciało raczej znajdowało się za mną. Obróciłem się bardziej w stronę chłopaka. Dopiero teraz przyjrzałem mu się uważniej. Ubrany był w białą koszulkę, czarne szarawy, buty sięgały mu za kostkę, a na szyi przewieszony był długi łańcuszek z mosiężnym kluczem. Na plecach dzierżył plecak, a na jego nosie spoczywały czarne okulary, w których było mu niesamowicie do twarzy. Dzisiaj mieliśmy skrócone lekcje, z powodu przygotowań do festiwalu, dlatego mogliśmy przyjść w normalnych ubraniach, a nie w mundurku.
- Skoro nie chciałeś ode mnie uciekać, to może pójdziemy już do szkoły? - popatrzyłem na niego jak na wariata.
- Ty, poganiasz mnie, bym szedł do szkoły? myślałem że stronisz od niej...
- Nie dzisiaj - dopuszczałem do siebie dwie opcje, wyjaśniające dlaczego Tae Hun tak się zachowywał. Albo się czegoś dziwnego naćpał albo poprzedniego dnia był u dentysty i dostał zastrzyk, który pozbawiał człowieka rozumu i zdrowego rozsądku, tak zwanego głupiego jasia.
- Masz gorączkę? - niewiele myśląc zbliżyłem się do niego i przyłożyłem swoją dłoń do jego czoła, uprzednio wkładając ją pod czarną grzywkę chłopaka. Wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił, a uśmiech zniknął. Kiedy dotarło do mnie to, co właśnie uczyniłem, oderwałem rękę od gładkiej skóry i popatrzyłem na niego spłoszony. Jednak po chwili, na jego twarzy pojawił się uśmiech, jeszcze szerszy niż wcześniej.
- Nie mam, jak sam przed chwilą zdążyłeś zauważyć. To jak? Idziemy? - nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z mojej strony zaszedł mnie, ponownie, od tyłu i popchnął w stronę świateł, przy których stałem jakiś czas temu. O spojrzeniu, jakie posłała nam kobieta z kwiaciarni nawet nie wspomnę.
Przez całą drogę nie zamieniliśmy praktycznie ani jednego słowa. Tae Hun uśmiechał się jak głupi do sera, a ja czułem się nieswojo i niezręcznie w jego towarzystwie, szczególnie, że nie wiedziałem czego, w tamtym momencie, mogłem się po nim spodziewać - no i przede wszystkim, po sobie. Ostatnie nasze spotkanie, sprzed paru dni, nie należało do najmilszych, w końcu chłopak był na mnie wściekły, do tego uciekłem z płaczem, co zbytnio nie napawało mnie dumą... Dlatego mimo wszystko odetchnąłem z ulgą, jak tylko doszliśmy do szkoły.
Kiedy weszliśmy do klasy, rozmowy ucichły, a każda głowa zwrócona była w naszą stronę, kątem oka dostrzegłem, jak Tae Hun napina każdy mięsień, a z jego twarzy schodzi ciepły uśmiech, który zastąpiła posępna maska, kryjąca jego uczucia. W tamtej chwili zacząłem się zastanawiać, czy nie jest przypadkiem osobą, która w kontaktach między ludzkich, nie umie się odnaleźć. Fakt, jest porywczy i gwałtowny, ale miałem wrażenie, że wcale nie jest zły... Może ludzie po prostu go nie rozumieją? Szczerze to nie sam nie wiedziałem, ponieważ miałem wrażenie, że również go nie rozumiem, albo rozumiem tylko część. Chyba się zaplątałem...
Zacząłem odczuwać dziwną chęć pocieszenia go, co było dość irracjonalnym pomysłem, jednak nim zdążyłem pomyśleć, położyłem dłoń na jego plecach i delikatnie pchnąłem do przodu, aby wszedł do klasy. Popatrzył na mnie zdziwiony, jednak uczynił to, co chciałem.
Bez słowa usiadłem w swojej ławce. Po chwili Jong Sik gwałtownie złapał mnie za ramiona i zaczął mną potrząsać.
- Odbiło ci?! - popatrzyłem na niego zdziwiony, nim jednak zdążyłem dowiedzieć się o co chodzi, sam mi powiedział - Dlaczego przyszedłeś z tym nowym?!
- On ma imię wiesz? Tobie byłoby miło jakby mówili "no ten przygłupi"? Wątpię - chłopak odsunął się ode mnie na pewną odległość i popatrzył na mnie urażony.
- Uważasz, że jestem głupkiem? - gwałtownie pokręcił głową - Nie ważne. Tu chodzi o ciebie! Jesteś w niebezpieczeństwie!
- Przesadzasz, wcale nie jest taki zły, jak się wydaje. Chyba.
- Boże on ci zrobił pranie mózgu... - W tamtej chwili Jong Sik złapał się za głowę, a ja miałem ochotę albo pacnąć się w czoło, albo zacząć się histerycznie śmiać. Stwierdziłem, że lepszy efekt mojego, według chłopaka, obłędu da druga opcja, którą właśnie wybrałem. Chłopak popatrzył na mnie z przerażeniem i zaczął mi się przyglądać.
- Ty se jaja robisz, a ja się serio o ciebie martwię...
- Wiem i dziękuję za to, jednakże mam wrażenie że Tae Hun nie jest taki zły. Sam zresztą nie wiem... - westchnąłem. Pomiędzy nami zapadła cisza, ktorą przerwała dopiero nauczycielka wchodząca do klasy.
- Dobra, chłopcy układają stoliki a dziewczyny niech zaczną rozwieszać dekoracje, które znajdują się na korytarzu - Wszyscy niechętnie wstali, Swój plecak położyłem pod ścianą i zacząłem przesuwać ławki, tak aby ułożyć je w główny stół, na którym będą znajdować się ciasta.
Po chwili kiedy wszystko już było w miarę gotowe, a my wykończeni, pozwolono nam rozejść się do domów. Podnosiłem właśnie plecak z ziemi, kiedy na moim przedramieniu zacisnęła się silna dłoń. Popatrzyłem na osobę, która stała przy mnie. Jak nie trudno się domyślić był to Tae Hun. Nie wiem co się stało ale był zły. Zacząłem być bardziej uważny nie chcąc jeszcze bardziej zdenerwować czymś chłopaka. Wiedziałem, że jesteśmy zmuszeni to tego by zrobić razem ciasto, na następny dzień, dlatego zignorowałem swój instynkt i zamiast uciekać, powiedziałem:
- Z tym ciastem... Już powiedziałem siostrze że wpadniemy... - popatrzyłem na niego niepewnie, chcąc wybadać jego reakcję. Kiedy obrzucił mnie gniewnym spojrzeniem i złapał za rękę, moje oczy zrobiły się wielkości talerzy.
- Nie ma mowy - zaczęliśmy iść w stronę drzwi - Idziemy do mnie - o mały włos a dostałbym zawału, puściłbym plecak i wypocił wszystkie płyny z organizmu. Ja i on w jego mieszkaniu. Na terenie, którego nie znam i na którym nie będę umiał się bronić. Plus nie wiem jacy są jego rodzice, a ta to chociaż miałem pewność, że siostra mnie obroni... Było źłe, nawet bardzo.
- C-co? J-jak to? - zacząłem się jąkać. Uścisk na moim łokciu zacieśnił się, a ja mocniej objąłem plecak - Ale ja-ja już powiedziałem...
- To powiadom ją, że jest zmiana planów i pójdziemy do mnie - nawet na mnie nie popatrzył, po prostu oznajmiał mi to co wymyślił, nie pytając o moje zdanie. Chyba się w ogóle dla niego nie liczyłem...
- A jak się nie zgodzi? To co wtedy? - złapałem się ostatniej deski ratunku, może to była trochę wiocha, no ale tonący brzytwy się chwyta...
- To wtedy dasz mi ją do telefonu i się zgodzi - w głowie pojawiła mi się dziwna myśl, szantażu mojej siostry, do którego Tae Hun był jak najbardziej zdolny. Nie zauważyłem nawet kiedy gwałtownie przystanęliśmy, a ja wpadłem na osobnika, na którego byłem skazany. Ten odwrócił się i stanął niemiłosiernie blisko mnie.
- C-czemu się zatrzymaliśmy? - zacząłem się jąkać. Odległość która dzieliła nasze ciała była niesamowicie mała. Przeszkadzało mi to ponieważ nie mogłem racjonalnie myśleć, ba, nie byłem wstanie nawet się wysłowić...
- Żebyś mógł napisać do siostry, że nie przyjdziemy, a ty - wskazał na mnie palcem, tak jak karci się małe dziecko - będziesz się znajdował u mnie - w jego oczach dostrzegłem, że nie mam co się nawet sprzeciwiać, jeśli chcę dożyć kolejnego dnia. Przełknąłem głośno ślinę i zacząłem przeszukiwać plecak w celu odszukania telefonu. Nie zauważyłem nawet kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz i to dobre paręset metrów od szkoły.
Sms który wysłałem był następującej treści. Modliłem się tylko, by Tae Hun nie dojrzał mojej wiadomości. Miałbym wtedy przerąbane.
"Słuchaj, tak się stało że jednak idę do kolegi, zrobić to ciasto, przepraszam, nie wiem kiedy wrócę do domu, ale jeśli nie odezwę się do 20 dzwoń na policję."
Nie musiałem nawet długo czekać na odpowiedź, przyszła ona bowiem praktycznie od razu. Kiedy ujrzałem jej treść, myślałem, że padnę trupem na chodnik.
"No nic, szkoda bo kupiłam już mleko i jajka, w każdym razie bawcie się dobrze!"
Czy ja jej ani trochę nie obchodzę? Kiedy się piszę o policji, to już jakiś znak, że coś jest nie tak!
- I jak? - podskoczyłem wystraszony na dźwięk jego głosu, który dalej był nieprzyjemny.
- P-pozwoliła mi... - wiedziałem, że kłamstwo nie będzie miało najmniejszego sensu, on i tak dopnie swego...
- Świetnie - po raz kolejny złapał mnie pod rękę i brutalnie zaczął ciągnąć w stronę wieżowców.

***

Co chwilę patrzyłem to na Tae Hun'a, to na wysoki budynek. Sam środek Seoul'u, przed wejściem zieleń, która była niczym ogród. To musiało być piekielnie drogie... Może nie była to najdroższa dzielnica, no ale jednak... Ja mieszkałem na obrzeżach miasta, a do szkoły musiałem dojeżdzać autobusem. On miał piechotą parę minut...
- Co się tak gapisz? Wejdźmy wreszcie - potulnie podreptałem za chłopakiem. Weszliśmy do windy i wjechaliśmy na dziewiąte piętro.
Stanęliśmy przed drzwiami z jasnego, ładnego drewna. Cały korytarz był dobrze utrzymany, na ścianach jak i na podłodze znajdował się biały kamień, od którego nie mogłem oderwać wzroku.
- Nie będziemy przeszkadzać twoim rodzicom? - zapytałem, w sumie to nie chciałem się naprzykrzać, mimo że zostałem zaproszony. No i zawsze była jakaś szansa, że pójdziemy jednak do mnie.
- Nie mieszkam z rodzicami - chłopak wyjmował właśnie klucze kiedy popatrzyłem na niego lekko zszokowany - w każdym razie, zapraszam - mówiąc to otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka.
- Woow... - westchnąłem. Mieszkanie Tae Hun'a było ogromne. Od razu po wejściu z lewej strony, uchylone drzwi prowadziły do jasno niebieskiej sypialni. Natomiast naprzeciwko znajdowało się kolejne pomieszczenie, jednak nie wiedziałem co to za pokój. Wskazałem ręką na drzwi i spojrzałem na chłopaka, lekko unosząc brwi.
- Łazienka - mruknął pod nosem, odkładając przy tym klucze do słoika umiejscowionego na małym stoliku przy wejściu.
Przedpokój połączony był z kuchnią i salonem. Kanapa, telewizor, jakieś szafki, stół barowy z krzesłami znajdującymi się przy wyspie kuchennej. Wszystko utrzymane było w jasnej tonacji, jednak pomimo tego w pomieszczeniu było przytulnie. Całe mieszkanie nie było urządzone w nowoczesnym stylu. Stanąłem naprzeciwko czterech piekarników i opadła mi szczęka. Po co komuś aż cztery piekarniki?! Przecież większość czasu są one nie używane!
Usiadłem na krześle i oparłem brodę na rękach. Przede mną stanął Tae Hun, który zaczął zakładać błękitny fartuch. Koszulka na jego plecach napięła się, a ja nie mogłem oderwać wzroku od jego mocno zarysowanych łopatek. Nagle odwrócił się i przyłapał mnie, skończonego idiotę, na gapieniu się. Momentalnie się zarumieniłem, lecz wciąż nie przestałem się w niego wpatrywać. Wiedziałem, że szybkie odwrócenie wzroku nic nie da, wyszedłbym tylko na jeszcze większego idiotę.
- Co? - zapytał na co ja zadławiłem się własną śliną. Zacząłem kaszleć, jedną ręką machając, sam nie wiem czemu. Nie było mi gorąco, ani nic. Po prostu taki mój dziwny odruch.
- N-nic...- wydusiłem kiedy już zdołałem zaczerpnąć powietrza. Chłopak tylko popatrzył na mnie dziwnie i uśmiechnął się pod nosem.
- Zrobię nam spaghetti, ok? - nie czekając na jakąkolwiek reakcje z mojej strony zaczął wyjmować potrzebne składniki.
- Przestań, mieliśmy tylko ciasto zrobić - wstałem z krzesła i podszedłem do niego. Zacząłem chować pomidory i inne rzeczy z powrotem. Tae Hun popatrzył na mnie zaskoczony jednak uśmiechnął się. Dobry humor chyba powoli mu wracał. No cóż, nie narzekałem zbytnio na to.
- Dobra, ale jeśli chcesz pomagać to mnie nie rozpraszaj - uśmiechnął się tajemniczo, a dzielącą nas odległość zmniejszył do minimum. Byłem przygwożdżony do blatu z pomidorem w ręce. Tae Hun nachylał się nade mną, a ja tylko błagałem by moje własne serce nie biło zbyt głośno. Poczułem jak dłonie dzierżące warzywo pokrywają się lekkim potem, a oddech przyspiesza. Odchyliłem głowę najdalej jak tylko mogłem. Na ustach chłopaka zagościł triumfalny uśmiech, w tamtym momencie niemalże stykaliśmy się nosami. Czułem uścisk w żołądku, nie wiedząc co zrobić po prostu zacisnąłem mocno powieki. Jednak momentalnie je otworzyłem kiedy na swoich wargach poczułem niesamowicie delikatny pocałunek. Tae Hun wpatrywał się we mnie nie przerywając słodkiej pieszczoty jaką mnie wtedy obdarzył.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi frontowych, przerażony wypuściłem z dłoni pomidora i niewiele myśląc, tamtego dnia mam wrażenie w ogóle postradałem zmysły, odepchnąłem chłopaka od siebie. Warzywo z głośnym plaśnięciem rozbryzgało się o białą podłogę, pokrywając wszystko dookoła czerwonym miąższem.
- Pójdę otworzyć! - pisnąłem, wyminąłem Tae Hun'a i wybiegłem na przedpokój, skąd chłopak nie będzie w stanie mnie dojrzeć. Przyłożyłem obie dłonie do policzków, chcąc zastopować wychodzący na twarz rumieniec. Boże, co ja właśnie zrobiłem? Tae Hun mnie pocałował, a ja go odepchnąłem, zbezcześciłem tym durnym pomidorem jego kuchnię i jeszcze zostawiłem go z tym bałaganem samego. Pokręciłem głową, chcąc wyrzucić te dziwne myśli i podszedłem do drzwi. Niepewnie otworzyłem je i momentalnie zachłysnąłem się powietrzem. Cofnąłem się parę kroków, nie wiedząc co powiedzieć...

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Jun 05, 2015 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Sweet Feelings [PL]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz