C H A P T E R N I N E

91 8 4
                                        

Nateya

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Nateya

Wraz z przyjaciółką, zaczęłyśmy uciekać.
Jednak w pewnym momencie zauważyłam, jak Aneya odbija w prawo i zaczyna lecieć w stronę statku.

—Neya! Co ty do cholery robisz?!- krzyknęłam w stronę przyjaciółki.

—Nad wszystkim panuję, mała!- odkrzyczała z chytrym uśmiechem.- Trochę z nimi potańczę, a ty się schowaj!

—Aneya, zawracaj! Uciekamy!

—Ukryj się, to rozkaz!- krzyknęła i zaczęła podlatywać coraz bliżej statku.

—Ugh.- warknęłam pod nosem i schowałam się za pobliską skałą.

Miałam dobry widok na tą całą ,,bitkę".
Cholernie bałam się, o moją przyjaciółkę.
Z tyłu głowy miałam myśl, że przecież jest wojowniczką i wie co robi.
Ale jakby nie patrzeć, to w końcu Ludzie Nieba.
Nieustannie obserwowałam dziewczynę, walczącą ze statkiem.
Wyglądała, jakby się z nimi...bawiła?
Nie zabijała od razu.
Krążyła wokół, prowokując ludzi do ataku, a strzelała dopiero po jakimś czasie.
Idiotka.
Za to ja w tym czasie uznałam, że powiadomię o całym zajściu, mojego ojca.

Mogę być gotowa na kolejny szlaban.

Tato. To ja, Nateya. Potrzebujemy wsparcia, Ludzie Nieba na szóstej od wylotówki. Odbiór.- mówiłam przez radio.

Gdzie ty jesteś do cholery? Odbiór.- zapytał, wyraźnie zestresowany ojciec.

—Ze mną okej, ale Aneya się z nimi tłucze. Odbiór.

Obie macie przechlapane. Lecimy. Bez odbioru.

Standard.

Nie pozostało mi nic innego, jak czekać na rozwój całej tej sytuacji.
Moja przyjaciółka nadal nie rozprawiła się z tym jednym, cholernym statkiem.
Ciągle się z nim bawiła, a moje zmartwienie i stres z każdą sekundą narastały.

Przestań się popisywać i ich zabij, idiotko.

Niespodziewanie po niedługiej chwili, moje zmartwienie wzrosło wręcz trzykrotnie.
Zobaczyłam kolejne statki.
Była ich cała masa.
Nie mogłam tak po prostu jej nie pomóc.

Pieprzyć te rozkazy.

Ruszyłam do ataku, ściągając pierwszy statek z dość dalekiej odległości.
Idealny strzał.
Napędziło mnie to, do dalszej walki.
Ściągałam statek za statkiem.
Nawet nie wiedziałam, że tak potrafię.
Moje ręce same z siebie naciągały kolejne strzały.
Zabijałam.
Krzyczałam.
I tak w kółko.
W końcu zauważyłam armię wojowników z moim ojcem na czele.
Ten widok cholernie mnie ucieszył i poniekąd uspokoił, ale także spowodował, że miałam ochotę do dalszej walki.
Nie zatrzymywałam się, ani na chwilę.
Leciałam dalej, wybijając kolejnych ludzi.
Z każdą kolejną, wypuszczaną przeze mnie strzałą, myślałam tylko o mojej ostatniej rozmowie z ojcem.
Podleciałam więc do kolejnego ze statków, przebijając jego pilota na wylot.

Love or authority ~ || Avatar: Istota WodyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz