"W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze."
- Kto był? - głos Johna nie brzmiał już tak spokojnie jak zazwyczaj. Teraz wydawał się być bardzo zdenerwowany, a ja nawet nie wiedziałam dlaczego tak jest. Przecież nic takiego nie powiedziałam...
- Zayn. Nazwiska nie pamiętam, ale chyba nie mówił. Zna was wszystkich, a w szczególności ciebie. - wzruszyłam ramionami i wskazałam wskazującym palcem na Matta. Przyjrzałam się im uważnie, bo na serio ta sytuacja zaczynała mnie przerażać. Z ich twarzy odpłynęła cała krew. - Ale... Coś nie tak?
- Cholera! Jak ten skurwiel się tu dostał? Miał dostęp do wszystkiego co znajduje się w domu, a kurwa nikt o tym nie wiedział! - brunet był coraz bardziej wkurzony.
Dopiero teraz zaczęło do mnie docierać, co się tak naprawdę stało. To wcale nie był żaden ich kolega tylko koleś, który był u nas w noc, gdy jego kolega chciał zabić Justina. Nieświadomie zacisnęłam dłonie w pięści.
- Justin... - szepnęłam cicho i od razu ruszyłam biegiem na górę, a zaraz za mną cała reszta. W duchu modliłam się, żeby nic mu się nie stało. Przecież była z nim Marisa, więc na pewno nic mu nie jest...
Jeden z chłopaków bez pukania otworzył drzwi i wszyscy wpadliśmy do środka, akurat w momencie, gdy blondynka robiła w najlepsze, loda blondynowi. Zakryłam usta dłonią, bo pomimo powagi sytuacji jaka miała miejsce na dole, to strasznie mnie bawiło.
- Co to kurwa ma być?! - Bieber jakoś nie podzielał naszego rozbawienia.
- Musimy pogadać, stary. - westchnął John i wymownie popatrzył na Pannę Idealną, żeby się ubrała i wyszła, co jednak nie przypadło jej do gustu. Jęknęła zrezygnowana.
- Zawsze musicie przeszkadzać w najlepszym momencie. - mruknęła i wciągnęła na siebie koszulkę Justina. Westchnęłam ciężko i odwróciłam wzrok, żeby nie patrzeć na tę żałosną scenę. No przecież ja wcale nie jestem o to zazdrosna... Niech oni robią sobie co tylko chcą! To nie jest w ogóle moja sprawa...
Chwilę później drzwi trzasnęły, zamykając się za Marisą, a Bieber stanął przed nami, ubrany już w białe bokserki, przez które nadal odznaczał się sporych rozmiarów penis. Nie miał nawet siły poprawić sobie poduszki, a teraz jak gdyby nigdy nic, wstał. Skrzywiłam się jednak lekko, widząc, że bandaż na jego torsie zaczął przesiąkać krwią.
W mojej głowie od razu pojawiła się wizja, gdzie rzuca mnie na łóżko i bierze tak jak swoją dotychczasową kochankę. Matulko, o czym ja myślę właściwie?! Odwróciłam głowę, żeby reszta nie widziała moich rumieńców na policzkach.
- Więc co takiego ważnego się wydarzyło, że musieliście mi przerwać zabawę? - mruknął podirytowany Bieber.
- Zayn był w naszym domu. - powiedział poważnie John i nagle w całym pokoju zapanowała grobowa cisza.
- Co ty pierdolisz? - warknął blondyn i gwałtownie złapał Johna za koszulę. - Był w moim domu?! Widzieliście go i pozwoliliście mu uciec?!
Cofnęłam się kilka kroków, bo w tej chwili na serio mnie przerażał. Wyglądał jakby wstąpił w niego jakiś demon. Chyba sam nie kontrolował swojego ciała, bo nigdy wcześniej nie widziałam, żeby tak potraktował któregoś z chłopaków. Naprawdę musi nienawidzić tego kolesia...
- My go nie widzieliśmy, tylko Cassie. - Matt złapał Demonicznego Karmelka za nadgarstek i odciągnął od przestraszonego Johna. Swoją drogą, wszyscy czują do niego respekt... Jak on to robi?
- Jak to Cassie?!
- Normalnie. Zeszła do kuchni, a on tam był i powiedział, że jest moim kolegą z innego rewiru. Rozmawiał z nią, rozumiesz?
Przełknęłam ślinę widząc, że jego zabójczy wzrok kieruje się na moją osobę. Zaczął wolnym krokiem przesuwać się w moją stronę, więc ja się cofnęłam, aż moje plecy dotknęły drzwi od sypialni.
- Ja... Justin, ja... Nie wiedziałam... Myślałam, że to na serio... - z każdą sekundą zaczynałam coraz bardziej panikować i poczułam pod powiekami piekące łzy. Czemu muszę być taką beksą? Bałam się tego, co może mi zrobić pod wpływem tych negatywnych emocji. Nie zdążyłam dodać już nic więcej, gdy dłonie blondyna owinęły się wokół mojej talii i przyciągnął mnie mocniej do siebie. Stanęłam zszokowana i natychmiast opuściłam dłonie wzdłuż tułowia, żeby nie urazić jego rany na brzuchu.
- Nic ci nie zrobił? - uniósł brew i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Co? Ja... Um... Nie. Nic.
- Trzeba ci jakąś ochronę zapewnić. - westchnął ciężko i powoli wypuścił mnie ze swoich objęć. W głowie zaczęło mi się kręcić od nadmiaru tych wydarzeń. Przytulił mnie? Serio?! Chłopaki chyba byli równie zszokowani jak ja.
- Możemy zajmować się nią na zmianę. - John przysiadł sobie na łóżku i poprawił koszulę, która w tym momencie była strasznie wygnieciona, przez dłoń Karmelka.
- Nie potrzebuję żadnej ochrony. Już przecież wiem jak on wygąda, a poza tym, nic mi nie zrobił. - wzruszyłam ramionami
- Mała, ty chyba nie wiesz co mówisz. Ich jest chyba piętnastu, oczywiście z tego co wiemy. Nie masz z nimi szans. Nie wiesz jak wygląda reszta... Mogą się pojawić w każdej chwili, a co gdy nas nie będzie wtedy przy tobie? Zabiją cię... - powiedział poważnie Matt, a jego głos zaczął drżeć. Na serio musiał się o mnie martwić... Mimo wszystko, schlebiało mi to.
- Ale przeze mnie nie możecie zaniedbywać swoich obowiązków...
- Dobra. Będę się tobą zajmował na zmianę z Johnem. - mruknął i pogładził lekko moje ramię.
- I ze mną. - słowa Biebera przeszyły powietrze jak ostry miecz. Wszyscy od razu popatrzyliśmy na niego, bo wyglądał na naprawdę wkurzonego. Zmarszczyłam delikatnie brwi, nie bardzo wiedząc o co w tym wszystkim chodzi.
- Ja, John i Matt na zmianę. - usiadł na swoim łóżku i zaczął wkładać na siebie szare dresy. - A teraz możecie spadać.
~*~
Perspektywa Justina:
Po cichu otworzyłem drzwi do sypialni Cassie i wszedłem do środka. Było jeszcze wcześnie, więc dziewczyna spała sobie smacznie w swoim łóżku. Uśmiechnąłem się pod nosem i podszedłem powolutku do niej. Pochyliłem się nad nią i bardzo delikatnie odsunąłem włosy z jej twarzy. Czemu ona zawsze jest taka roztrzepana?
- Cassieee... Słoneczkooo... - szepnąłem jej do ucha, przez co cicho zamruczała i przekręciła się na drugi bok, robiąc mi miejsce. Delikatnie położyłem się obok niej na łóżku i wsunąłem dłoń pod kołdrę, zatrzymując ją na jej jędrnym cycku, który teraz okryty był tylko cienką koszulką. Mmm, cycki ma zajebiste.
Dziewczyna zamruczała i poruszyła się lekko na łóżku ocierając o moje krocze. Zaśmiałem się pod nosem. Nawet przez sen wie co do czego.
- Mała... - zamruczałem jej do ucha i lekko przygryzłem jego płatek. Boże... Jaką ja miałem na nią ochotę. Dla mnie była idealna. Chciałem wziąć ją i pieprzyć do upadłego. Marzyłem o tym, żeby w ekstazie wykrzykiwała moje imię... Mogłoby być nam tak dobrze.
Brunetka powoli uchyliła powieki i chwilę jej zajęło zanim zorientowała się, co się dzieje. Ochyliła kołdrę i popatrzyła na moją dłoń, a później zerknęła na moją twarz.
- Co ty tu robisz, zboku? - jęknęła zaspana i powoli zepchnęła moją dłoń.
- Zbieraj się mała. Jedziemy na przejażdżkę. - wyszczerzyłem się.
Hej, hej! *.* rozdział 13 już za nami ;> przepraszam bardzo, że tak długo musieliście czekać. Mam nadzieję, że było warto i rozdział się Wam spodoba ;> liczę na gwiazdki i komentarze ;p im więcej, tym szybciej rozdział ;p
CZYTASZ
Why Don't You Love Me?
FanfictionPrzestraszona dziewczyna poszukująca szczęścia i gangster, który może jej je zapewnić.
