Razem z Oakley'em szybko mijał nam czas. Nawet nie spostrzegliśmy się, a już wysiadaliśmy z samolotu w Atenach. Teraz nie wiedziałem co mamy robić i gdzie się udać. Może jeśli potrzebowałem odnaleźć syna Posejdona, to muszę też znaleźć dzieci Hadesa? To by miało sens...ale gdzie ich szukać? Jeśli w ogóle istnieją. Z zamyśleń wyrwał mnie burczący brzuch Oakley'a.
- Jesteś głodny? - zapytałem, gdy kasowaliśmy bilety w autobusie.
- Nie wiem, nigdy nie słyszałem takiego sygnału ze swojego wnętrza. To dziwne... - chłopak dotykał swój brzuch palcami.
Uśmiechnąłem się.
- To normalne. Chodź, pokażę ci fajną knajpkę.
Syn Posejdona się zgodził. Wysiedliśmy z autobusu a ja zabrałem go na tradycyjnego kebaba. Byłem ciekawy, czy mu zasmakuje. Chłopak był wniebowzięty. Zjadł dwa duże boxy i chciał zjeść więcej. Nie pozwoliłem mu. Co prawda Oakley w swoim plecaku miał sporo pieniędzy, ale mogły się nam one przydać na ważniejsze wydatki. Nie musieliśmy się obżerać do syta.
- To było dobre...gdzie teraz idziemy?
- Nie wiem... - przyznałem. - Wydaje mi się, że powinniśmy odnaleźć dzieci Hadesa. Tak jak ja musiałem odnaleźć ciebie. Ale nawet nie mamy pewności czy one w ogóle istnieją. Nie mam pojęcia gdzie iść.
- No jak to gdzie? Do Pargi. - odpowiedział chłopak.
- Do Pargi? Po co?
- Jake, czy ty nie znasz mitologii greckiej? Bramy Hadesu znajdują się przy rzece Acheron, 20 km od Pargi.
- A ty skąd to wiesz? - zdziwiłem się.
- Przez 6 lat miałem areszt domowy. - uśmiechnął się. - nudziłem się.
- No tak. - przypomniałem sobie. - To chodźmy na dworzec autobusowy.
Nie poszliśmy na dworzec autobusowy. Idąc ulicą, minęliśmy sklep z kolczykami. Mojemu przyjacielowi spodobały się one. Chciał kupić sobie jedną parę. Na początku byłem temu przeciwny, ale gdy ten zaczął mówić, że jest pierwszy raz na powierzchni, że chciałby mieć pamiątki z tego świata i że to zajmie tylko chwilę, zgodziłem się. Okazało się, że przy zakupie dowolnych kolczyków z tego sklepu, przekłuwanie uszu jest darmowe. Tak więc skończyłem przed tym sklepem czekając aż Oakley przekłuje sobie uszy. Przy okazji miałem czas pomyśleć nad swoją misją. Co będzie, jak już znajdą się w Hadesie? Co jeśli dzieci śmierci nie będą tak miłe jak syrenek? Co jeśli...
- Hej! - usłyszałem za sobą. Odwróciłem się i...własnym oczom nie uwierzyłem. Przede mną stał ten blondwłosy okularnik, któremu uratowałem życie. - Czekasz na kogoś?
- Co ty tu robisz? I co ci do tego? - już na starcie poczułem, że krew zaczyna buzować w moich żyłach.
- Czemu jesteś taki agresywny? - zapytał.
Nie odpowiedziałem. Po prostu odwróciłem się w stronę szyby sklepowej i z ulgą zobaczyłem, że Oakley stoi przy kasie i płaci już za swoje zakupy. Za chwilę stąd pójdziemy i będę wolnym człowiekiem.
- Możemy już iść? - spytałem zamiast się przywitać.
- No pewnie. O, a ty to kto? - Oakley zainteresował się moim wrzodem na tyłku. Tego się właśnie obawiałem.
- Michael Cooper, miło poznać. - chłopak wyciągnął przed siebie rękę.
- Oakley Bringstone, ciebie również. Znacie się?
- Poznaliśmy się w świątyni Zeusa, ale nie wiem jak twój kolega się nazywa. - odpowiedział Michael.
Na twarzy Bringstone'a pojawił się szeroki uśmiech. Blondyn uśmiechnął się z zakłopotaniem. Nie wiedział o co chodzi. I bardzo dobrze. Ja bym nie chciał. Zrobiłem mały krok w tył. Nie chciałem brać udziału w tej rozmowie. Wolałem przemilczeć te kilka minut.
- No co?
- Nic, nic, po prostu Jake oprócz mnie nie ma żadnych znajomych i ucieszyłem się, że już się znacie bo wydajesz się być super osobą i byłem szczęśliwszy gdybyście zostali przyjaciółmi.
- Oh..to miłe, dzięki. Macie super włosy. Gdzie się farbowaliście?
- Urodziłem się z nimi. - powiedzieliśmy jednocześnie. Oakley uśmiechnął się do mnie.
- Są ekstra. Zwłaszcza twoje. - myślałem, chłopak wskaże włosy Oakley'a, bo naprawdę były bardzo fajne, ale on wskazał moje. Czy on próbuje mi się podlizać?
- To sobie takie zrób. Poza tym, ty chyba przyjechałeś tu zwiedzać, prawda? Więc idź zwiedzać. - nie wiem czemu zależało mi by włożyć w swoje słowa jak najwięcej jadu.
- Jake, nie bądź nie miły. Michael, lecimy do Janiny, koło Pargi, chcesz iść z nami?
Zacisnąłem zęby. Pan Michael Cooper cholernie mnie denerwował, nie wiedziałem czemu. Może przez ten jego przemądrzały głos? I okulary na nosie, w których wyglądał jak przystojny kujon? Bardziej prawdopodobne jest to, że dalej miałem mu za złe zgrywanie bohatera.
- Jeśli mogę.
- Ja nie chce z nim jechać. - odparłem.
- Przestań narzekać.
- Nie narzekam.
CZYTASZ
Legion Herosów
AdventureJestem normalnym nastolatkiem, który musi zmierzyć się z przeciwnościami losu jakimi są: szkoła, wrogowie mojego ojca, znienawidzona macocha i jeden wkurzający blondyn...no dobra, nie jestem normalny...moje przeciwności losu też nie. Zresztą, chodźc...
