Strach

7.3K 524 134
                                        

Marinette

Weszłam do szpitala. Alya siedziała na kozetce. Podeszłam do niej.

- I jak? - spytałam.

- Nic mi nie jest. Kość jest trochę stłuczona, ale już jutro będę mogła sama chodzić - wyjaśniła. Przez chwilę milczałyśmy. - Zadzwoniłaś. Nie słyszałam co mówiłaś, bo wypadł mi telefon. Co chciałaś mi powiedzieć? - wzięłam głęboki wdech.

- Chciałam cię przeprosić. W szkole cię olałam i to było podłe. Zachowałam się okropnie, a jesteś przecież moją najlepszą przyjaciółką.

- Jestem twoją najlepszą przyjaciółką, więc powinnam pamiętać o twoich urodzinach. Zapomnijmy o tym wszystkim - uśmiechnęła się do mnie.

- Jestem za - podeszłam do niej i przytuliłyśmy się. - Dasz radę chodzić? - spytałam.

- Jeśli mi pomożesz - chciałam pomóc jej wstać, ale spojrzałam na jej minę.

- Hej Adrien, co tu robisz? - spytała. Od razu się odwróciłam. Blondyn stał w drzwiach z torbą przewieszoną przez ramię.

- Nino dzwonił. Powiedział, że jesteś w szpitalu. Pomyślałem, że zobaczę jak się czujesz - wyjaśnił.

- Nic mi nie jest - stwierdziła. Przez chwilę się nam przyglądała. Po namyśle dodała: - Noga boli coraz bardziej. Chyba to poważniejsze niż myśleli lekarze... Marinette, przepraszam, ale nie dam rady iść z tobą do tego kina, ale może zamiast mnie pójdzie Adrien? - co ta dziewczyna wygaduje? Jakie kino? Czy ona chce mnie umówić na randkę?

Jak zwykle przy Adrienie nie byłam w stanie wydusić słowa. Gdy na niego spojrzałam, zobaczyłam, że na twarzy ma lekki rumieniec. Chyba myślał o tym samym co ja. Zaraz, skoro nawet on się zaczerwienił, to jak ja musiałam wyglądać?!

- Ja... ten... no... - wykrztusiłam. - Nie popędzam... znaczy... nie trzymam... Nie trzeba! - zrobiłam z siebie totalną idiotkę. - Alya, możemy pomalować... znaczy... porozmawiać? - obróciłyśmy się tyłem do chłopaka. - Co ty wyprawiasz? - spytałam szeptem.

- Nie widać? Próbuję załatwić ci randkę z Adrienem - odpowiedziała.

- Wiem, ale czemu? Wiesz, że nie jestem w stanie powiedzieć przy nim jednego zdania z sensem!

- Daj spokój...

- Nie zaczynaj. Nie dam rady... nawet nie ruszyłam lekcji. Pewnie po pierwszych pięciu minutach i tak bym stamtąd wyszła cała w popcornie i coli - powiedziałam zawstydzona.

- Świat należy do odważnych! Nie wahaj się!

- Marinette... - zaczął Adrien. - Przykro mi, ale... Zaraz mam lekcje szermierki. Nie dam rady. Jeśli chcesz iść do tego kina...

- Nie, jesteś super... znaczy jest super... yyy... - zawiesiłam się. Czemu tak trudno jest mi przy nim wykrztusić jedno logiczne zdanie?

- Nic się nie stało. Masz zajęcia. Marinette da radę kiedy indziej - powiedziała za mnie Alya.

- Do zobaczenia w szkole - pożegnał się i wyszedł.

- I tak nie dałby rady - wzruszyłam ramionami.

- Jesteś niemożliwa. Pomóż mi wstać. Idziemy razem do tego kina, jasne? Nie będziesz siedzieć sama w domu. Wystarczy, że robiłaś to w urodziny - rozkazała.

Adrien

Kiedy wyszedłem ze szpitala, moja torba zaczęła się ruszać. Gdy upewniłem się, że nikt mnie nie widzi, otworzyłem ją.

- Plagg, czego chcesz? Cały ser był w torbie - powiedziałem do kwami.

- Powiem ci coś co może cię zaskoczyć: wyjątkowo nie chodzi o camembert.

- A o cóż innego? - przewróciłem oczami.

- Czemu okłamałeś Marinette? Nie masz dziś szermierki - zaskoczył mnie.

- Nie twoja sprawa - stwierdziłem.

- Nie musisz być niemiły. Wiesz, że jest Biedronką, a zawsze chciałeś iść z nią na randkę. Kiedy masz okazję, nie korzystasz tylko robisz wszystko, żeby ją stracić!

- Ona chyba nie chciała randki. To Alya próbowała nas zeswatać - zauważyłem.

- Chciała idioto, tylko się bała! - kiedy to powiedział, coś do niego dotarło. - Dlatego do zrobiłeś? Boisz się iść na randkę z miłością twojego życia? Hah! - zaśmiał się.

Najgorsze, że miał rację. Bałem się, że coś zawalę. Biedronka nie lubiła podrywów Czarnego Kota. A jeśli zacząłbym zachowywać się jak on i odepchnąłbym w ten sposób Marinette? Jeśli jej nieśmiałość odepchnie mnie? Poza tym zawsze zdejmując maskę, tracę całą pewność siebie. Kot nie mógł powiedzieć Biedronce co czuje, więc jak ma zrobić to Adrien?

- Serio? Oh, mam dość twoich problemów miłosnych, bo sam je bez przerwy stwarzasz! Ty ją lubisz, ona ciebie. Spotkaj się z nią, po problemie!

- Ty mnie nie zrozumiesz. Może i jako Czarny Kot mam dość pewności siebie, by z nią flirtować, ale spotkać się z kimś kto ci się podoba patrząc mu w twarz? To nie takie proste, jakby się wydawało. Chyba już rozumiem, czemu Marinette przy mnie bełkocze...

- Racja, nie zrozumiem cię. Lepiej wróćmy do domu. Skończył się camembert - przewróciłem oczami.

- A już liczyłem, że jedna nasza rozmowa nie zejdzie na ser. Nie idziemy do domu. Muszę kupić Marinette prezent - widać było, że kwami jest niezadowolony, ale wrócił do torby.

Urodziny|| MiraculumOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz