Wrogość od spojrzenia 2

11 2 1
                                        

-Dziadku, powiedział byś mi trochę o rodzinie Anderson'ów?
-No dobrze,ale nie widzę sensu zawracania sobie głowy akurat nimi. Wprowadzili się oni nie cały miesiąc temu. Podobno są z Californi. Nie uczęstniczą w życiu publicznym, czy społecznościowym.Siedzą cały czas w tym ciemnym domu. Nie rozmawiają. Unikają kogo kol wiek.
Zamurowało mnie.Czyżby chłopak który,mnie nie nawidził był ich synem? Bo jak można być wrogim do kogoś od pierwszego spojrzenia. Dlatego z ciekawości zadałam dziadkowi te pytania.
-A opowiesz mi coś o ich synie?
-Co wpadł ci w oko? -zapytał z przekonaniem dziadek.
-Dziadku! Proszę oszczędźmy sobie to, nie o to chodzi.
-Co tu dużo mówić.. psychol jak jego rodzice.
Kolejny dzień, kolejny pochmurny. Znowu moje lekcje zaczynały się od chemii.Od teraz nienawidziłam tego przedmiotu. Usiadłam jak co dzień ławce i zjawił się on. Znowu wzrok miał przenikliwy.Poruszał się niczym jak puma. Zapatrzona w niego niezdałam sobie sprawy że lekcja się już zaczęła.
-Pani Wilson jaka wyszła objętość?
-Yyy....
-Dwieście piędziesiąt siedem - podpowiedział mi cichy głos.
-Dwieście piędziesiąt siedem metra kwadratowego- powiedziałam z dumą, jak gdyby był to mój wynik.
-Doskonale!- wrzasnął nauczyciel.
Odwróciłam się, aby zobaczyć osobę która,mnie uratowała.
-Dziękuję- szepnęłam do nieznajomej. Jest to wysoka dziewczyna wyglądem przypominającą mnie. Jak ja również jest brunetką, ma jasno niebiesie oczy i sympatyczny wyraz twarzy.
-Nie ma za co- wyszczeżyła się w szeroki uśmiech.
Lekcje nareszcie dobiegły końca.Wychodząc ze szkoły, szukałam jeszcze w mojej torbie kluczyków od auta, aby później nie marnować czasu na stanie przy nim.
Nagle grunt pod moimi nogami zniknął.  Poleciałam z krzykiem do przodu. Wylądowałam wyjątkowo miękko na ziemi.
-Przeklęte schody!- krzyknęłam.
-Uważaj, a nie obwiniasz schody- powiedział głos pod mną.
-Przepraszam bardzo, naprawdę nie chciałam, był to przypadek!. Nie zdara ze mnie- ciągnęłam aby nie mieć mi za złe, jednocześnie się podnosząc.
Spojrzałam poszkodowanemu w twarz.Uświadomiłam sobie że spadłam na swojego wroga. Chłopak szybko się podniósł, otrzepał z ziemi i  poszedł do swojego auta, odprowadzając mnie swoją wrogą miną. Zdałam sobie sprawę że będzie mnie jeszcze bardziej nienawidził.Natychmiast po upadku podbiegła do mnie nieznajoma która, uratowała mi tyłek przed profesorem Smith'em.
-Wszystko w porządku?
-Tak- wstałam i podałam jej rękę w powitalnym geście- Jestem Mary Wilson.
-Sofie Curter, miło poznać.-nagle się uśmiechnęła- zauważułam że wpadł ci w oko największy przystojniak szkoły -wyszczeżyła zęby w uśmiechu.
-Nie, nie to był przypadek naprawdę!
-Wiem, ale zaraz znając życie rozniosą się ploty że lecisz na Tom'a.
-To był Tom?
-Tak, nie znasz jego imienia? A faktycznie, przecież jesteś tu nowa! Jutro jeśli chcesz mogę oprowadzić cię po szkole.
-Będę bardzo wdzięczna, póki co muszę już lecieć, dziadkowie pewnie się nie cierpliwią. Do zobaczenia.

SEKRETOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz