-Panienka jest na mnie zła ?- Harry zamarł, słysząc aż zbyt dobrze znany mu głos. Spokojnie szedł chodnikiem, wracając do swojego przytulnego mieszkania.
Rozpoznał jednak czarnego Lexusa, który zatrzymał się tuż przy nim.
-Nick, proszę s-skończ już. Nie mam siły Ci o-odpowiadać, a ty dobrze o t-tym wiesz...-Brunet przełknął głośno ślinę, starając się nie patrzeć w niestety przepiękną twarz mężczyzny.
Był idealny.
Dobrze zbudowany, wysoki, z cudownym trzydniowym zarostem i perfekcyjnie zaczesanymi, ciemnymi włosami.
-Harry, Harry, Harry ... wiesz, że było to pytanie retoryczne. Po prostu wsiadaj do tego cholernego samochodu. Jedziemy do mnie czy do Ciebie? - Grecki bóg nonszalancko i z wyższością zaśmiał się, otwierając drzwi samochodu od strony pasażera. Dwójkę tych mężczyzn łączyły naprawdę dziwne stosunki.
Delikatnie ujmując.
Oprócz ciągłego ośmieszania, wywyższania się i poniewierania Harrym, Nicholas z nim sypiał.
Równie brutalnie, bez uczuć i tylko wtedy, gdy sam miał na to ochotę.
Przecież nieśmiały Styles nie umiał powiedzieć,,nie", nie miał przyjaciół, nie potrafił krzyczeć. I co najważniejsze-na zakompleksionego Stylesa działał jeden argument:
-No już, wskakuj! Nikt inny nie dotknie cię nawet kijem.-
Mężczyzna z lokami i całkowitą rezygnacją zajął wskazane miejsce, opierając się czołem o zimną szybę.
-J-jedźmy do mnie-Wyszeptał, pragnąc znaleźć się już w swoim domu i po wszystkim zasnąć. Najlepiej na wieczność.
Droga minęła im w zupełnej i wręcz niezdrowej ciszy. Atleta nie umiał znaleźć wspólnego języka z artystą. Albo nie chciał.
Gdy jednak dojechali pod drzwi zielonookiego, trener pospiesznie wyłączył silnik,z głośnym kaszlnięciem pospieszając towarzysza, by ten odkluczył drzwi i zaprowadził ich prosto do przytulnej sypialni.
Po przekroczeniu progu Grimshaw bestialsko wręcz rzucił się na nauczyciela, od razu pozbawiając go ubrań (były zbędne i jakże irytujące)
Harry już nawet się nie opierał. Zrezygnowany poddał się agresywnym i szybkim działaniom kochanka, wpatrując się w zimny sufit, który niemo mu współczuł.
Styles i tak nie czerpał z tego najmniejszej przyjemności.
-Jesteś do niczego. Mógłbyś przynajmniej jęczeć. Do tego specjalnych klasyfikacji nie potrzeba ...-Wysapał Nick, przygryzając sutki mężczyzny, równocześnie niedbale go rozciągając.
Byle tylko szybko zaspokoić swoją żądzę.
-Nie mam dziś ochoty na seks...- Zielonooki w odpowiedzi wyszeptał cicho, zaciskując powieki i wyobrażając sobie, że teraz uprawia miłość z kimś czułym i kochanym, kto delikatnie całuje go po ustach i mówi, że go kocha.
Za głupie marzenia nikt nie bije, prawda ?
-Czemu taki jesteś...co? Taki...cichy, zamknięty ... Mogę Tobą p-pomiatać!
Jesteś...jesteś jak taka lalka. M-marionetka- Dyszał młody bóg, wsuwając się we wnętrze mężczyzny i wykonując szaleńcze ruchy, tak by sprawić sobie, jak najwięcej przyjemności. Nie poświęcał ani odrobiny uwagi swojej stronie biernej.
-C-ciesz się, że jesteś śliczny...Styles. Inaczej bym się do Ciebie nie zbliżył ...-Po kilku chwilach trener wychrypiał brudno, osiągając spełnianie i szybko wychodząc z loczka, który nawet nie liczył, że dostanie orgazmu.
-Do jutra Harry- Grimshaw pożegnał się, (bardziej z rutyny niż czysto ludzkiego odruchu) zarzucając na siebie pomięte ubrania i sznurując Adidasy. Zaraz po tym bezceremonialnie trzasnął drzwiami.
Zielonooki wtulił mocniej twarz w poduszkę, czując, jak moczą ją zdradzieckie łzy.
Właśnie stracił ostatnią kropelkę godności, która w nim została.
Miał ochotę umrzeć...
Zwinął się w ciasny kłębuszek, cicho kwiląc.
***
-Dzień dobry! -Radosny głos dziewiątki uczniów sprawił, że Harry delikatnie wymusił u siebie uśmiech.
Pod pachą trzymał zestaw materiałów, starannie przygotowanych na dzisiejsze zajęcia.
Był drobny, dlatego targanie tak wielu przedmiotów przy równoczesnej próbie zamknięcia drzwi nie mogło skończyć się dobrze.
-Pomogę panu-Cimnoskóra Lizzy w sekundzie pojawiła się przy mężczyźnie, odbierając mu kilka teczek. Rudowłosy Brian natomiast pospiesznie zamknął drzwi.
-Witajcie moje artystyczne duszyczki-Czule odpowiedział Styles,automatycznie poprawiając dopasowane, wąskie, czarne jeansy i przygładzając stanowczo zbyt duży, kwiecisty sweter.
W towarzystwie tych osiemnastolatków czuł się naprawdę cudownie (co było rzadkością). Kochał każdego z nich niczym dumny ojciec swoje dzieci. Cała dziewiątka była tak różna i odmienna, że całościowo tworzyła spójny element.
-Czuje się Pan dobrze? - Głos Elizabeth był autentycznie zatroskany.
-Nie przejmuj się El. Bardzo źle spałem. - Zielonookie zbyt szybko odpowiedział, wzbudzając w czułych nastolatkach jeszcze większą ciekawość. Nienawidził kłamać uczniów, jednak nie umiał mówić o niektórych sprawach. Musiały pozostać bolesną tajemnicą.
Krótkowłosa blondynka jednak nie poddawała się.
- To wygląda na coś poważniejszego proszę Pana..-Jej ciemnoskóra dziewczyna przytaknęła, odrzucając w tył swoje gęste warkocze.
-Stało się coś złego ? - Irlandczyk- Niall, zmrużył swoje przepełnione empatią oczy.
-Nie, nie. Spokojnie moi drodzy. Na czym skończyliśmy ostatnio ?- Harry zmienił temat, szukając w błękitnej teczce odpowiednich papierów. Zawsze kochał niebieski kolor.
- Na akcie XIX ,,Alicji w krainie czarów " - Liam podał mi swój scenariusz.
-Oh tak! Kto jest za tym, by przećwiczyć naszą improwizację podwieczorku u Kapelusznika ?- Uniósł brew.
-Wszyscy! - Zaklaskała Yukine, uśmiechając się szeroko.
Bliźniacy Connor i Melisa przenieśli bez trudu dwa stoliki na środek salki, nakrywając je białym obrusem.
Następnie zasiedli po prawej stronie głównego krzesła. Mimo ich wyglądu atletów grali karłowatych bliźniaków. W końcu była to wyśmienita interpretacja Pana Stylesa.
-Na jutro przyniosę farby i stroje. Poćwiczymy wstępną charakteryzację, co wy na to ?- Zayn zapytał ciepło, poprawiając zbyt duże, okrągłe okulary. Był w tej grupie specem od dźwięków, strojów i makijażu.
-Jestem jak najbardziej za!- Mężczyzna z lokami zaklaskał w dłonie, kątem oka analizując scenariusz.
-Szykuje się Kapelusznik Brian, Alicja Elizabeth, bliźniacy, spóźnialski długouchy Niall i Kot Yukine- Nauczyciel rozsiadł się wygodnie na zawalonym materiałami fotelu, obserwując z zachwytem grę swoich podopiecznych.
Smutek i upokorzenie poszły chwilowo w niepamięć.
>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<><<<<<
Hejhej
❤Larry się zbliża B)
Przepraszam najmocniej za możliwe błędy :-:
(Najśmieszniejsze tutaj jest to,że naprawdę lubię Nicka, a zrobiłam z niego takiego chujka :"""( )
CZYTASZ
Cactus//Larry Stylinson
Fanfiction,,Dwójkę tych mężczyzn łączyły naprawdę dziwne stosunki. Delikatnie ujmując. Oprócz ciągłego ośmieszania, wywyższania się i poniewierania Harrym, Nicholas z nim sypiał. Równie brutalnie, bez uczuć i tylko wtedy, gdy sam miał na to ochotę. Przecież...
