-Coś Ty taki wesoły, co Styles? - Harry kończył pić swoją kawę w pokoju nauczycielskim, gdy przepełniony wyższością głos Nicholasa, zmusił go do odstawienia napoju.
Zielonooki zignorował jednak trenera,odwracając wzrok.
-Księżniczka bawi się w humorki? - Wysportowany mężczyzna nie odpuścił, dosiadając się do stolika artysty.
-Po lekcjach. U mnie czy u Ciebie? - Wyszeptał mu brudno do ucha.
-Skończyłem to już raz na zawsze Nick. Nie masz na co liczyć. Ta chora, jednostronna zabawa właśnie się skończyła. - Głos artysty był pewny i zadrżał tylko raz. Mimo to, wprawił w osłupienie sportowca.
-Co proszę? - Wychrypiał.
-M-mam dość. Mam powyżej uszu tego, jak mnie traktujesz. To nie są żarty. Znajdziesz sobie miliony na moje miejsce. Oh, wybacz - już ich masz, więc daruj sobie. - Nieśmiały i bezbronny nauczyciel w tym momencie nie istniał. Loczek mówił to spokojnie i stanowczo.
Co z tego, że w duchu płakał ze strachu
-Bardzo dobrze! Owszem, mam. W odróżnieniu od Ciebie, dzikusie. Miałeś szczęście, że choć jedna osoba kiedykolwiek Cię dotknęła. To już się nie powtórzy. Gardzę Tobą! - Grimshaw odburknął ostro, wstając od stołu na tyle gwałtownie, że przez chwilę zwrócił na siebie uwagę wszystkich zebranych w pomieszczeniu.
-Wiem... - Wydukał na skraju załamania Harry gdy był już zupełnie sam.
***
Harry niepewnie rozglądał się po okolicy, stojąc przed uroczym domem z dużym ogrodem. Jak wskazywał szyld psa powieszony na płocie - był na miejscu. Dotarł pod drzwi domu Louisa.
Wahał się dłuższą chwilę, jednak po mocniejszym wdechu zapukał w ciemne drewno.
-Dzień dobry - Otworzył mu sam właściciel, momentalnie uśmiechając się na widok mężczyzny.
-Mój ulubiony NIEZNAJOMY przyszedł! - Tomlinson zaklaskał w dłonie, robiąc mu miejsce tak ,by loczek swobodnie mógł wejść do środka.
-Napijesz się czegoś ciepłego? Na dworze jest cholernie zimno- Karmelowowłosy zaproponował życzliwe, prowadząc gościa do przytulnej kuchni, utrzymanej w pastelowych kolorach.
-Poproszę herbaty z cytryną i...ugh...Mam na imię Harry Styles.-Zielonooki rozglądał się dyskretnie, słysząc za sobą charakterystyczny odgłos uderzenia psich pazurków o parkiet. Tuż za nim stał mały, czarny szczeniak owczarka niemieckiego, który nieufnie zerkał na przybysza, lękając się ruszyć nawet o centymetr.
-To Apollo. Znalazłem go dwa dni temu w worku na śmieci za jedną z restauracji. Jest bardzo przerażony światem. Biedactwo nigdy nie zaznało miłości. - Lou postawił przed nauczycielem białą filiżankę z parującym płynem.
-Bałem się, że już Cię nie zobaczę, Harry. Nie odzywałeś się przez weekend-Tomlinson niespiesznie upił łyk napoju, udając, że nie dostrzega rumieńca artysty.
-Wybacz, nie miałem czasu-Zielonooki odpowiedział, naginając prawdę i cały czas obserwując szczeniaka. Po chwili niepewnie zszedł z krzesła, klękając na podłodze, wyciągając dłoń do psiaka.
-Maluszku...-Szepnął cichutko, obserwując jak zwierzak wycofuje się do tyłu.
Nawet nie dostrzegł jak właściciel schroniska uklęknął tuż obok niego.
-Apollo...Kruszynko...-Harry odgarnął zagubiony kosmyk, powoli zbliżając się do psiaka. Ten o dziwo nie ruszył się już ani na centymetr, natomiast schował pyszczek w zgięciu łapki, cicho kwiląc.
Artysta nie zastanawiał się długo, pochwycił szczeniaka w dłonie, tuląc do klatki piersiowej.
-Moja słodka istotko...- Mruczał uspokajająco, ignorując rozczulonego Louisa.
-Chyba odnalazłeś swojego przyjaciela Curly-Niebieskooki lekko pogładził gościa po plecach, posyłając mu czarujący uśmiech.
-Dla niego jestem w stanie wybaczyć Ci twój brak uwagi, który powinieneś poświęcić mojej osobie-Dodał pół żartem, obserwując z rozbawieniem delikatny uśmiech Stylesa.
-Myślisz, że mogę go przygarnąć?-Brunet zapytał niepewnie, cały czas gładząc splątaną sierść psa.
-Jestem tego pewien. Tak samo jak tego, że wystygła Ci herbata-Lou odrzekł poważnie, wstając i rozprostowując kręgosłup.
-Będę o niego bardzo dbał!-Harry uroczyście obiecał, wpatrując się z taką niewinnością w gospodarza, że ten przejechał dłonią po twarzy, chcąc pozbyć się zdradzieckiego rumieńca.
-W to nie wątpię.
***
-Jeszcze raz dziękuję za podwózkę- Harry odpiął pas bezpieczeństwa, jedną dłonią przytrzymując szczeniaka, drugą zaś otwierając drzwi samochodu Lou, który po kilku godzinach ciepłych rozmów uparł się, że doprowadzi go pod same drzwi.
-Poczekaj, zaniosę Ci do domu kojec i karmę. Nie będziesz tego targał!- Niebieskooki sam pospiesznie opuścił pojazd, wyciągając wymienione przedmioty i kierując się za artystą do wnętrza mieszkania.
-Milusio tutaj-Skomentował z uznaniem Tomlinson, odstawiając różowy kojec w sypialni Loczka.
-Apollo chyba też tak myśli-Nauczyciel zachichotał, widząc jak szczeniak nieporadnie wskakuje na łóżko.
-Oh...Harry mogłeś powiedzieć, że będziesz miał gości! Nie przeszkadzałbym Ci!-Louis zmarszczył brwi, wskazując na czarnego Lexusa, który właśnie zaparkował na podjeździe Stylesa.
-Pójdę już! Napisz Curly!- Tomlinson poprawił zsuwającą się bordową beanie, kierując się do wyjścia.
Zamarł jednak, widząc przerażenie loczka i czując jego drżącą dłoń na bicepsie.
-Z-Zostań, błagam...-Wudukał w panice.
Zaraz też do pomieszczenia wyparował dobrze zbudowany mężczyzna o pewnym siebie, wręcz agresywnym uśmiechu...
><><><
DRAMA TIME SZANOWNI PAŃSTWO
CZYTASZ
Cactus//Larry Stylinson
Fanfiction,,Dwójkę tych mężczyzn łączyły naprawdę dziwne stosunki. Delikatnie ujmując. Oprócz ciągłego ośmieszania, wywyższania się i poniewierania Harrym, Nicholas z nim sypiał. Równie brutalnie, bez uczuć i tylko wtedy, gdy sam miał na to ochotę. Przecież...
