*upewnij się, że czytałaś/eś poprzedni rozdział *
***
-Styles nie skończyliśmy rozmo...-Nicholas zamarł, z pogardą mrużąc oczy na widok obcego mężczyzny.
-Co on tu robi? -wysyczał wściekle, krzyżując ręce na piersi.
-N-Nick nie możesz tutaj wchodzić- Harry starał się przybrać groźny ton, jednak drżał.
-Nie tak dawno temu jakoś Ci to nie przeszkadzało STYLES- Ostatnie słowo trener wręcz wypluł.
-Koleś wyluzuj. Nie znam Cię, ale jeśli Hazza mówi, że ma Cię tutaj nie być -wynoś się- Lou zasłonił loczka swoim ciałem, groźnie patrząc Grimshawowi w oczy. Ten prychnął tylko, sycząc:
-Nowy kolega wie, jak błagałeś mnie, bym Cię rżnął? Nie graj aniołka, H. A ty co? Jeśli chcesz go zaliczyć, nie musisz zgrywać bohatera. Sam zaraz zaciągnie Cię do łóżka...- Nim Nick zdążył dokończyć, pięść Tomlinsona spotkała się z jego perfekcyjnym policzkiem.
-Wynoś się, nie będę kurwa powtarzał -Głos Louisa ociekał gniewem i złością.
Sam Harry lekko się wystraszył i cofnął o kilka kroków tak, że upadł na łóżko, obserwując, jak sportowiec opuszcza w nerwach pomieszczenie, a potem dom.
-L-Lou... Proszę, nie myśl tak o mnie... On kłamał- Styles starał się opanować dreszcze, tuląc się do szczeniaka.
-Skarbie, nigdy o tobie tak nie pomyślę... Znam się na ludziach i już wiem, jak wartościową istotką jesteś.-
Louis delikatnie odsunął od artysty psa, by zamknąć go w uroczo uspakajającym uścisku.
Harry poczuł się po prostu dobrze...
Tkwili tak prawie trzydzieści minut, dopóki nauczyciel cicho nie odkaszlnął, odsuwając się nieznacznie...
-Nie powinieneś był być świadkiem tej jakże żałosnej sytuacji, jednak bardzo Ci dziękuję. Nie wiem, jak ja bym to rozegrał- Zielonooki zaczesał palcami włosy do tyłu w niedbały koczek.
-Nie ma o czym mówić. Koleś był ewidentnie nieproszonym gościem. Plus był agresywny. Czy on Cię nachodzi ?- Właściciel schroniska spojrzał na twarz rozmówcy.
-Ugh... To bardzo skomplikowana sytuacja. Pogmatwana- Hazza ostrożnie odbierał słowa, najzwyczajniej na świecie wstydząc się swojej ( już ostatecznie skończonej ) relacji ze sportowcem.
Mimo, że czuł się przy Lou swobodnie i dobrze, nie chciał stracić w jego oczach...
-Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał o tym porozmawiać, zawsze chętnie posłucham. Teraz...może zrobię Ci naleśniki? Umiem robić cudowne wzorki z bitej śmietany! - Tomlinson zabawnie poruszał brwiami, starając się rozluźnić atmosferę.
Cóż...udało mu się.
***
Godzinę później oboje leżeli na podłodze przed telewizorem, w bazie zrobionej z koców i talerzem słodkich naleśników na kolanach.
Tak, obaj byli dorosłymi, poważnymi ludźmi.
Oglądającymi kreskówki.
Harry delikatnie opierał się na ramieniu Lou, ukradkiem podziwiając jego perfekcję.
-Wspomniałem ci pewnie, że jestem nauczycielem sztuki, ale jeśli chciałbyś wiedzieć więcej...ugh...to mogę ci coś opowiedzieć, jeśli Cię to oczywiście interesuje !- Styles wyprostował się lekko, spuszczając wzrok.
-Jasne! Chce wiedzieć o tobie jak najwięcej- Lou oparł twarz na dłoniach, maksymalnie się skupiając.
-Za niecałe trzy tygodnie wystawiam sztukę z dziewiątką moich podopiecznych. ,,Alicję w krainie czarów". Albo raczej jej czystą improwizację. Mam bardzo zdolną młodzież. To takie idealne przeciwieństwa i indywidualiści z milionami poglądów.
Taki Zayn, zawsze schowany za okrągłymi okularami, w jeansowej kurtce z pędzlami w kieszeniach. Jest cudownym malarzem i tworzy niesamowite charakteryzacje.
Zayn trzyma się zawsze z Liamem- szkolnym atletą. Gra w zespole koszykarskim, ale równocześnie znalazł w sobie duszę artysty.
Co jeszcze... Oh, wydaje książkę jakoś w tym samym czasie. Data jej premiery minie się dosłownie o kilkanaście godzin z debiutanckim przedstawieniem. Jak też pewnie zauważyłeś, nie mam przyjaciół i jestem nudną osobą.
J-ja dalej nie wierzę, że ktoś taki jak Ty chcę ze mną rozmawiać. To miłe uczucie-Harry zdobył się na nieśmiały uśmiech, bawiąc się palcami.
-Gratuluję! Widzisz, jaka z Ciebie słodka istotka! Jestem dumny, naprawdę! Zarezerwuj też dla mnie miejsce w pierwszym rzędzie na przedstawieniu, będę twoim psychofanem.- Lou zaśmiał się wdzięcznie, gładząc ramię gospodarza.
-Zdradzisz mi tytuł książki? -Niebieskooki kontynuował, w międzyczasie odkładając na bok talerz po słodkościach.
-,, Kiwi". Wiem, mogłem wymyślić cos bardziej ambitnego.-Harry przygryzł wargi.
-Ja tam na przykład kocham kiwi- Tomlinson poprawił poduszkę pod głową, obserwując zarumienionego artystę.
Był taki perfekcyjny.
- Kiwi jest w porządku- Hazza w końcu przytaknął, gładząc po łepku śpiącego Apollo.
-Późno się robi. Powinienem już jechać. Jutro masz zajęcia, więc powinieneś się wyspać- Grafik już podciągał się do siadu, gdy chuda dłoń stanowczo go powstrzymała.
-Jutro zajęcia mam po południu. J-jeśli chcesz, możesz zostać na noc. Mam dużo bajek Disneya. I popcorn. Całą masę popcornu. -Styles nie umiał racjonalnie wyjaśnić, czemu to zaproponował.
-Curly czy ty myślisz, że po takich argumentach ja będę zdolny stond wyjść? Lepiej przygotuj mi jakąś piżamkę. Tommo ma zamiar dziś spędzić noc z księżniczkami! - Karmelowowłosy znów poruszał zabawnie brwiami, ciesząc się ze śmiechu nauczyciela, który był jedyną księżniczką, dla której został.
**********************************
Jak zawsze przepraszam za błędy, które mogły się tutaj wkraść.
Przeżyjcie jutro poniedziałek skarby 💗
CZYTASZ
Cactus//Larry Stylinson
Fanfiction,,Dwójkę tych mężczyzn łączyły naprawdę dziwne stosunki. Delikatnie ujmując. Oprócz ciągłego ośmieszania, wywyższania się i poniewierania Harrym, Nicholas z nim sypiał. Równie brutalnie, bez uczuć i tylko wtedy, gdy sam miał na to ochotę. Przecież...
