Harry niechętnie wszedł do pokoju nauczycielskiego, w ciszy odkładając dziennik zajęć teatralnych na swoje miejsce w półce.
Rzucił szybkie spojrzenie Margaret- nauczycielce historii, która głośno flirtowała z Nicholasem. Chyba każdy wiedział, że Nick był biseksualny, lecz podobno niską szatynkę to pociągało.
Harry zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy to właśnie ten szczególny typ osób dobiera sobie Grimshaw na partnerów.
Obowiązkowo drobni, delikatni, z burzą ciemnych loków...
Z tą jednak różnicą, że trener w stosunku do Margaret był czarująco uroczy, zawadiacki i romantyczny. Właśnie proponował jej kolację w jednej z lepszych londyńskich restauracji.
Stylesa to zabolało. Wcale nie był zazdrosny o uwagę mężczyzny. Raczej brzydził się tego, jak daje mu się brutalnie i głupio wykorzystywać.
Ale dość tego!
Gniewnie zagryzł wargi, zarzucając na ramiona szary płaszcz, by następnie buntowniczo przejść obok dwójki nauczycieli, nie obdarzając ich nawet spojrzeniem.
Dopiero na zewnątrz jasnowłosy przetarł zmarzłymi dłońmi twarz, starając się ignorować pieczenie oczu.
Westchnął z rezygnacją pod nosem, wychodząc poza bramę szkoły i kierując się do supermarketu.
Musiał zrobić zakupy na weekend mimo tego, że nie uśmiechało mu się targanie tego wszystkiego do domu.
Samochód jednak kupi dopiero po wydaniu swojej pierwszej książki, za jakieś trzy tygodnie. Niemal równocześnie z wystawieniem ,,Alicji w krainie czarów "
Harry poprawił zsuwający się z nosa szalik, wchodząc do ogromnego sklepu i od wstępu chwytając w dłoń wózek na kółkach.
W głowie analizował swoją prowizoryczną listę zakupów na najbliższe dwa dni.
Sok, woda, pieczywo, coś słodkiego, wino, pasta do zębów...obiad zamówi...
Wyliczał, odszukując odpowiednie produkty w alejkach półek.
Po trzydziestu minutach znajdował się już przy kasie, dokonując zapłaty.
Z niemałym trudem chwycił dwie przepełnione siatki, przeklinając w duchu.
Mógł być silniejszy, nikt nie zabraniał mu ćwiczyć. Powinien urodzić się zdrowszy i wyższy.
Harry Styles był okropnym pesymistą.
-Hej Ty! Zaczekaj!-Wzdrygnął się momentalnie, słysząc za sobą ciepły krzyk. Niepewnie odwrócił się do tyłu, dostrzegając pędzącego w jego stronę karmelowowłosego młodzieńca w koszuli w czarno-czerwoną kartę, na którą zarzucona była skórzana kurtka.
Nieznajomy był z psem u nogi -olbrzymim, naprawdę olbrzymim malamutem.
Zielonooki zamarł zaskoczony, odczuwając lekki strach i niemałe zdziwienie.
-Pomóc Ci? - Obcy uśmiechnął się szeroko na powitanie, ukazując rząd białych zębów.
Jego twarz była piękna.
Miał męskie, wyraziste rysy twarzy z uwydatnionymi kośćmi policzkowymi. Zadbane brwi ładnie podkreślały duże niebieskie jak niebo oczy, skryte za wachlarzem gęstych rzęs. Kilka niesfornych kosmyków młodzieńca umykało mu spod szarej beanie.
Styles odkaszlnął zmieszany, besztając się w myślach za to, że tak otwarcie przypatrywał się przybyszowi.
-Ugh...nie- Zaprzeczył jednak. Nie ufał obcym. Szczególnie takim zabójczo przystojnym, wysportowanym i podejrzliwie miłym. No i z potworem na smyczy.
-Nie bój się mnie,jestem Louis-Błękitnooki zachichotał, podając mu dłoń.
- Wybacz, spieszy mi się-Odrzekł nauczyciel, ukrywając swoje zawstydzenie. Jak to możliwe, że taki mężczyzna rozmawia z kimś takim jak Styles ?
-Rozumiem, że nie chcesz podawać potencjalnemu zabójcy swojego adresu, ale jeśli pozwolisz, razem z Luką odprowadzimy Cię przynajmniej kawałeczek. Aż mi serce ściska, jak widzę twoją męke - Nieznajomy powiedział to tak życzliwe, że speszony do granic możliwości artysta z lokami niepewnie wyciągnął dłoń z siatką, czekając, aż towarzysz przyjmie jego pakunek.
Ten jednak zacmokał z dezaprobatą, bez trudu biorąc w silne ramiona obie siatki.
Przez kilka metrów szli w zupełnej ciszy, oświetleni popołudniowym, jesiennym słońcem.
-Ten potwór to mój najmłodszy podopieczny-Louis ciepło zaczął rozmowę, głową wskazując na potulnie kroczącego psa.
-Oh...-Tylko tyle był w stanie wydukać brunet nieprzyzwyczajony do sympatycznych pogawędek.
Karmelowowłosego to jednak nie zniechęciło, ponieważ niezrażony kontynuował :
-Prowadzę z dwójką znajomych mały przytułek dla gnębionych psów. Zapewniam im rehabilitację i opiekę do momentu aż nie znajdą stałego domu- Z każdą sekundą wysportowany młodzieniec wydawał się coraz bardziej perfekcyjny.
-To musi być bardzo odpowiedzialne zajęcie- Harry lekko się rozluźnił.
-Tak. Jestem z wykształcenia grafikiem komputerowym. Gram też w wolne wieczory w kapeli z kumplami. Tak dla czystej rozrywki.
Natomiast moja historia z tymi potworami zaczęła się dwa lata temu, gdy znalazłem Cezara na środku jezdni. Nie miał łapy z tylu. Cóż, teraz też jej nie ma, ale za to posiada ciepłe legowisko, dużo miłości i przekąski. To taki mały łakomczuszek. Luka też jutro jedzie do nowej właścicielki. - Tomlinson z zaangażowaniem opowiadał o swoich podopiecznych. Styles natomiast coraz bardziej odczuwał swobodę i komfort tej rozmowy.
Chyba tego potrzebował.
-Ugh... Od dłuższego czasu myślę nad adopcją psa. Jestem s-samotnikiem i chyba potrzebuję przyjaciela- Wydukał nauczyciel, momentalnie zdając sobie sprawę, że właśnie ujawnił przed przystojnym mężczyzną, jak bardzo jest dziwny. Przecież wszyscy mają przyjaciół. Boże, Harry był taki żałosny.
-Mam kilku podopiecznych bardzo pilnie szukających miłości. Jeśli masz ochotę to...może wpadniesz mnie odwiedzić, znaczy psy. Odwiedzić psy. - Lou uroczo się zakłopotał, drapiąc się w tył głowy. Natomiast serce loczka zabiło szaleńczym rytmem. Nigdy nie czuł się tak...zauważony ?
Mimo swojego strachu szybko przytaknął głową.
-Super! Tutaj masz wizytówkę mojego domu lub jeśli wolisz schroniska. Jak zwał tak zwał.
Przed twoim mieszkaniem właśnie stoimy, zgadłem?- Mężczyzna uśmiechnął się, zmieniając temat, ponieważ Styles w roztargnieniu doprowadził ich obu pod swój dom, a teraz opierał się o furtkę.
-O-oh... - Artysta wydukał głupio.
- Spokojnie nie zamierzam wykorzystać tej informacji w jakimś złowieszczym celu. Czy jednak mogę zostawić Ci swój numer ? Do zgadania się i w ogóle...- Louis po raz kolejny podrapał się w tył głowy.
- Oczywiście ! - Brunet już pewniej podał mu telefon, by po chwili odzyskać go z zapisanym kontaktem.
,,Louis Tomlinson”
-To do zobaczenia NIEZNAJOMY?- Karmelowowłosy posłał mu swój najpiękniejszy, najcudowniejszy uśmiech, przez który miękły kolana.
-Napisze. Do zobaczenia- Harry również delikatnie się uśmiechnął, nie potrafiąc ukryć rumieńcy. Odczekał też chwilę, odprowadzając mężczyznę wzrokiem, aż do zakrętu. Dopiero potem wbiegł do domu z odzyskanymi siatkami, czując się po prostu szczęśliwym.
>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<<<
Jeśli wkradły się tutaj jakieś błędy, bardzo za nie przepraszam :-:
Wracam jutro ❤
CZYTASZ
Cactus//Larry Stylinson
Fanfiction,,Dwójkę tych mężczyzn łączyły naprawdę dziwne stosunki. Delikatnie ujmując. Oprócz ciągłego ośmieszania, wywyższania się i poniewierania Harrym, Nicholas z nim sypiał. Równie brutalnie, bez uczuć i tylko wtedy, gdy sam miał na to ochotę. Przecież...
