Byłam pewna, że za sekundę moja twarz wyląduje na ziemi, a ja ośmieszę się przed wszystkimi. Jednak poczułam na mojej talii uścisk dużych, silnych dłoni, a już po chwili wróciłam do pionu i odetchnęłam z ulgą.
- Dzię... - podniosłam wzrok w celu podziękowania mojemu wybawcy za pomoc, ale przed sobą ujrzałam Noah'a.
Jednak mu nie podziękuję. Już wolałabym upaść.
Uniósł brwi, czekając aż skończę słowo. Przykre, bo się tego nie doczeka. Nie należą mu się podziękowania za taki drobny gest, podczas kiedy w przeszłości wyrządził w moim życiu cholernie dużo szkód.
- Chciałaś coś powiedzieć? - zapytał, unosząc jeden kącik ust w górę.
- Tak - odparłam, starając się, żeby mój głos brzmiał pewnie, jednak nie byłam pewna czy tak wyszło. - Spierdalaj.
Uśmiechnęłam się złośliwie i zmarszczyłam nos, tak jak to on miał w zwyczaju robić.
Wywrócił oczami, tak jak ja miałam to w zwyczaju robić.
- Chciałem się tylko spytać czy... - powiedział, ale przerwał, kiedy odwróciłam się do niego plecami i zaczęłam iść za grupą.
On jest serio żałosny. Wolę już słuchać o tym całym pisarzu dzienników liści czy coś, niż rozmawiać z tym dupkiem, idiotą, kretynem... ughhh.
Chyba odpuścił sobie próbę nawiązania ze mną kolejnej nici rozmowy, bo już więcej nie usłyszałam nawet jego głosu. Za to odezwała się moja komórka, rozsiewając po pomieszczeniu głos jednej z moich ulubionych piosenek. Lekko się zarumieniłam, kiedy większość osób odwróciło się w moją stronę ze zirytowanymi spojrzeniami. Podejrzewam, że wszyscy chcieli już stąd wyjść, a komórka przerwała wywód przewodniczki, co znaczyło, że pewnie będzie trwał on dłużej.
Podeszłam do przewodniczki i spytałam, czy mogłabym na chwilę wyjść i odebrać. Kiedy się zgodziła, szybko wybiegłam z budynku. Kliknęłam ikonkę "odbierz" i już po chwili usłyszałam niezbyt składny, zachrypnięty głos mojego chłopaka.
- Skarbieee - przeciągnął i od razu wiedziałam, że jest pijany. - Chciałem się tylkoo spyytać, czy nie za bardzo baluujesz w tym lesie?
Mówił chaotycznie i szybko, a jego ton głosu był okropnie arogancki, co zirytowało mnie bardziej niż słowa, które wypowiedział.
- Ja nie baluję, ale ty chyba tak - burknęłam, bo w mojej głowie od razu pojawiło się zdjęcie jego i jakiejś dziewczyny na imprezie.
- No cooś ty, Siedzę w domu jak aniołek - powiedział, mimo że w tle było słychać muzykę.
- Nie rób ze mnie idiotki - warknęłam.
- Z ciebiee? Niigdy.
Westchnęłam.
Chłopak kilka razy kaszlnął, po czym połączenie się przerwało. Albo po prostu się rozłączył.
W tym momencie cała grupa wyszła z "zabytkowego domu". Podeszłam i wtopiłam się w tłum, szukając wzrokiem mojej przyjaciółki, albo chociaż kogoś, kogo znam.
- Hej - usłyszałam znajomy głos.
To był Lio, który stał teraz koło mnie.
- Cześć - odpowiedziałam, lekko się rozluźniając, na widok kogoś znajomego.
Nie cierpię być otoczona przez obce osoby. Czuję się wtedy jakby zagubiona i mniej pewna siebie. Wolę zawsze mieć przy sobie kogoś, kogo jestem pewna.
- Jak leci? - spytał, wkładając ręce do kieszeni spodni.
- A no wiesz, tak sobie zwiedzałam dom jakiegoś nudziarza, a teraz będę wracała na zadupie zwane starodawnymi domkami w samym centrum pokaźnego lasu. Ogólnie jest w porządku, a co u ciebie? - odpowiedziałam z nutą ironii.
- U mnie też okej. Gadam sobie z fajną dziewczyną, którą poznałem wczoraj na, jak to nazwała, zadupiu - odparł z takim samym sarkazmem jak ja. - I dobrze się składa, bo ja też właśnie wracam do starodawnych domków w samym centrum lasu.
Zaśmiałam się.
Poczułam, jak na moje ramię spada kropla wody, więc spojrzałam w górę. Tylko nie to. Tylko nie deszcz. Uwielbiam siedzieć w oknie i urządzać wyścigi kropel ( tak, zdaję sobie sprawę z tego, że to dziecinne. ), ale akurat dzisiaj nie wzięłam żadnej bluzy ze sobą. Co znaczy, że zmoknę i prawdopodobnie jutro będę chora. Może zdążymy dotrzeć do domków, zanim się rozpada całkowicie. W końcu nadzieja matką głupich.
- Cass! - Usłyszałam swoje imię.
Odwróciłam się i zobaczyłam Alice, Leylę, Emmę, Wyatta Maxa i Noah'a, stojącego tuż za mną. Zawołała mnie Alice.
- Co? - spytałam.
- Nie masz nic przeciwko, żeby chłopacy wskoczyli do nas jutro wieczorem na jakiś maraton filmowy? - spytała mnie Emma, powalając Wyatta swoim uśmiechem z idealnie białymi i prostymi zębami.
Nawet na mnie nie spojrzała. Może to i lepiej, bo musiałam wyglądać na zbitą z tropu. Nie chcę być chamska, ale odpowiedź brzmi - mam coś przeciwko.
- Nie mam nic przeciwko, luz - mruknęłam cicho. Idiotka ze mnie.
W zasadzie, to czemu ja to powiedziałam? Może dlatego, że jest durna? A może dlatego, że nie chciałam urazić chłopaków. Oprócz Noah'a, on może czuć się urażony. Sprawiłoby mi to nawet satysfakcję.
W jednej chwili zerwał się straszny wiatr, a deszcz zaczął padać tak mocno, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak lało w moim mieście. Poczułam materiał lądujący na moich plecach. Była to bluza Lio. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Dzięki! - powiedziałam, wkładając ręce w rękawy.
- Nie ma za co - powiedział, łapiąc mnie za rękę i pociągnął przed siebie.
Nawet nie zauważyłam, że już prawie wszyscy zaczęli biec. Muszę popracować nad refleksem, bo ostatnio trochę mi podupada.
Kiedy dobiegliśmy do domków, bez pożegnania wszyscy zaczęli wchodzić do swoich. Ja wylądowałam tam jako ostatnia i zostałam obdarzona trzema podejrzliwymi spojrzeniami.
- Czyja to bluza? - spytała Emma, kiczowato poruszając brwiami.
Spojrzałam na przemoczone ubranie...
CZYTASZ
Looking for Love
Romance- Ja pierdole - warknęłam. - Wiesz w ogóle gdzie jesteśmy? Spojrzał na mnie jak na wariatkę. No tak. Skąd miałby wiedzieć? - To co teraz? - spytałam, próbując ponownie uruchomić komórkę. Nic z tego. No więc... utknęliśmy jakieś pięć godzin drogi au...
