III

546 77 19
                                        

Kiedy wracam do komnaty po kolacji z carem, odnoszę wrażenie, że pomyliłem pomieszczenia. To przez to, że jest tutaj tak dużo rzeczy, których wcześniej nie było. Z zachwytem przyglądam się sztaludze oraz płótnu ustawionych przy oknie. Podchodzę do stolika, na którym leżą najrozmaitsze farby i pędzle. Biorę jeden z nich w dłoń i już wyobrażam sobie, jak cudownie będzie nim malować.

Potem zbliżam się do stosu książek ustawionych na mojej szafce nocnej. Nie kojarzę żadnej z nich, ale wszystkie są pięknie oprawione, a tytuły brzmią zachęcająco. Aż proszą się, aby je wziąć do rąk i zacząć czytać.

Domyślam się, że Jungkook przysłał tutaj to wszystko. Nie spodziewałem się, że zrobi dla mnie coś takiego. Muszę mu podziękować przy następnej okazji. Jednak wciąż mam zamiar zachować odpowiedni dystans wobec niego. Jego podejście do mnie jest podejrzane. Nie chcę mu ufać, bo boję się, że zostanie to wykorzystane przeciwko mnie.

Jednak na razie staram się o tym nie myśleć. Z uśmiechem spoglądam na prezenty i zastanawiam się czy malować, czy czytać książkę. Już nie będę nudził się całymi dniami, kiedy jedyną moją rozrywką było spotkanie z carem.


– Wysłałem ci swoje ulubione książki. Mam nadzieję, że spodobają ci się – mówi Jungkook z lekkim uśmiechem i podaje mi talerzyk z kawałkiem ciasta.

– Dziękuję. Ale nie tylko za ciasto – dodaję z rozbawieniem. – Za wszystkie te rzeczy, które wasza wysokość wysłał do mojej komnaty.

– To nic takiego, naprawdę. Nie chciałbym, żebyś był znudzony.

Zabieram się za jedzenie ciasta, które jest naprawdę pyszne. Pochłaniam je bardzo szybko, przez co po chwili robi mi się niesamowicie głupio. Służący zabiera ode mnie pusty talerzyk. Zerkam na cara, który znów je owoce. Jada je podczas każdego posiłku. Musi je uwielbiać. Może jest władcą najpotężniejszego państwa na świecie i ma dwadzieścia dwa lata, ale wciąż ma w sobie coś z dziecka.

Zauważa, że patrzę na niego i od razu przerywa jedzenie, a miskę z winogronami odstawia na stół. Składa dłonie za plecami, prostuje się i odchrząkuje.

– Wasza wysokość musi bardzo lubić winogrona – mówię z rozbawieniem.

– Są bardzo pyszne. Sam powinieneś ich spróbować – mówi z zarumienionymi policzkami i wskazuje na naczynie.

Szczerze mówiąc, nie przepadam za tymi owocami. Choć to za mało powiedziane. Nienawidzę ich. Są okropne, a najgorsze są te z pestkami. Niepewnie zerkam na miskę. Nie mam odwagi odmówić carowi. Może i jest dla mnie miły i nie traktuje mnie jak więźnia, ale wolałbym nie ryzykować i nie narażać się mu. Może właśnie nie lubi, gdy ktoś grzecznie mu odmawia lub kategorycznie się sprzeciwia i właśnie przez coś tak głupiego, jak niezjedzenie winogron, umrę?

Przełykam ślinę i sięgam po jeden owoc. Od razu wrzucam go do ust, bo jak najszybciej chcę mieć to za sobą.

– Wasza wysokość ma rację. Są przepyszne – łatwo kłamię ze sztucznym uśmiechem. Wygląda na to, że mój radosny wyraz twarzy go przekonał, bo sam po chwili rozpromienia się.

– W takim razie każę przynieść ich trochę do twojej komnaty. Będziesz mógł jeść tyle, ile zapragniesz – mówi radośnie.

– Nie chciałbym nadwyrężać gościnności waszej wysokości – odpowiadam, chcąc to jakoś powstrzymać, bo co ja miałbym robić z tymi winogronami?

– To nie jest żaden problem. Chciałbym, żeby podobało ci się w moim państwie i w moim pałacu, dlatego jeżeli chciałbyś zjeść coś szczególnego, nie wahaj się poprosić o to kogoś ze służących. Poza tym cieszę się, że moje ulubione winogrona ci posmakowały.

survivor || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz