Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Historia braci (tak jakby spojler)

687 44 22
                                        

Todoroki czekał w wyznaczonym miejscu pocierając zmarznięte dłonie. Nie spodziewał się, że czarnowłosy przyjdzie punktualnie, ale biorąc pod uwagę jak narażał się Aizawie, mógł chociaż udawać, że nie zamierza się spóźnić. Grudniowe powietrze owiewało skórę. Zabity deskami sierociniec wyglądał niezwykle upiornie. Shoto domyślał się dlaczego złoczyńca wybrał takie właśnie miejsce, ale mimo wszystko, wolałby spotkać się z nim na kawie.

- Nie przepadasz za tym miejscem - stwierdził bliznowaty, wyłaniając się z cienia za blokiem - Wszystko zabite dechami. Porzucone wieki temu. Pewnie połowa twoich znajomych nie miałaby odwagi przyjść tutaj w środku nocy.

Rozpalił na palcu niewielki płomień i oparł się plecami o ścianę. Młodszy miał ochotę zarzucić go pytaniami. Z trudem kontrolował emocje. Nie był pewien, czy chce poznać prawdę oraz czy to nie było dziecinne. W jego sercu panował jednak strach pomieszany z nikłą nadzieją. Nie było już odwrotu.

- Czy jesteś tym, kim myślę, że jesteś? - mruknął, całkowicie ignorując niedawną zaczepkę.

- Zależy kogo masz na myśli.

Mieszaniec mimowolnie przewrócił oczami. Niby wiedział, że jeśli się pomyli wyjdzie na kompletnego głupka. Spotkał się sam na sam z przestępcą. Nie powiadomił nauczycieli, co zdarzyło się w bazie ligi. Można by rzec, że wpakował się w niezłe bagno, ale mimo wszystko nie czuł się zagrożony.

Dabi bawił się się płomieniem, jak gdyby nigdy nic. Tak powiedziałby przynajmniej przeciętny obserwator, bo w rzeczywistości był po prostu świetnym aktorem. Serce waliło mu jak szalone. Skryte w cieniu policzki zdobiły kropelki potu. Mężczyzna rozumiał, że ratując te bachory poruszył w umyśle Shoto jakiś dawno zardzewiały mechanizm. Pozostało czekać na wyrok.

- Przychodziłem tutaj z bratem - odpowiedział niższy - Żartował, że kiedyś trafimy do takiego miejsca i wreszcie zaczniemy sobie radzić. Ojciec nie jest zbyt dobrym przykładem.

Złoczyńca nic nie powiedział. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Młodszy oparł się o ścianę naśladując sparzonego towarzysza. Sprawa była przesądzona i obaj doskonale zdawali sobię z tego sprawę. To był Touya Todoroki.

- Nieźle się naraziłeś, wyciągając mnie i Bakugou z bunkra. Mógłbym spytać po co to wszystko, ale pewnie i tak mi nie powiesz. Jak mogłeś tyle lat udawać, że jesteś martwy?

- Ojciec zamknąłby mnie tak samo jak matkę - odparł nie patrząc w stronę braciszka - Po mojej "śmierci", przestał się przynajmniej tak nad tobą znęcać.

- Mam uwierzyć, że to całe wariactwo jest z mojej winy?

Starszy uniósł wzrok i spojrzał na mieszańca obojętnym wzrokiem. Wiedział, że ten mu nie uwierzy i że będzie myślał czy nie powiedzieć o wszystkim tacie. Musiał go od tego odwieść, bo walka na dwa fronty była ponad jego siły. Musiał ryzykować.

- Tomura nie powiedział, że chce porwać też ciebie - mruknął gasząc zapalony płomyk - Nie wie o naszych powiązaniach, ale zwykle konsultuje ze mną takie decyzje. Zrobił wyjątek, bo to życie ostatnio strasznie go wyniszcza. Liga przechodzi kryzys.

Todoroki z początku nie odpowiedział. Wiedział, że takie informacje pomogłyby w rozbiciu grupy, dlatego przekazując je, mężczyzna stawiał wszystko na jedną kartę. Zastanawiał się czy to jakiś podstęp. Czy przypadkiem nie planują zasadzki. Minęło sporo czasu, od kiedy nazywał brata "godnym zaufania". Musiał to wszystko przemyśleć.

Niedaleko sierocińca mrugała zepsuta lampa. Dzięki jej oświetleniu widzieli swoje sylwetki. Wyraz twarzy i oczu całkowicie im umykał. Nie byli w stanie domyślić się jakie drugi ma zamiary, więc nie mogli też przewidzieć następnego ruchu. To było bardzo niebezpieczne dla złoczyńcy i bohatera. Dla rodzeństwa nawet bardziej.

chat bnha [POPRAWIANE]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz