Rozdział 10

389 8 3
                                    

*Tydzień później*

Nadszedł najciekawszy moment w całej lidze ,półfinały. Dziś na Olimpijskim podejmujemy Stal Gorzów, na papierze oby dwie drużyny mają mocny skład i czuję że będzie walka aż do ostatniego biegu. Na stadionie pojawiłam się 2 godziny przed meczem i od razu skierowałam się do parku maszyn gdzie jeszcze zawodnicy obu drużyn jeszcze się nie przebrali gdyż wrócili dopiero z obchodu toru.

-Hej Patka, co tam słychać ? - przywitał się ze mną starszy z Pawlickich i delikatnie mnie przytulił

-Siemka Przemo, wszystko w porządku i nie musisz się obchodzić ze mną jak z jajkiem - odpowiedziałam odwzajemniając uścisk

-Wybacz, od czasu gdy zostałem ojcem to jakoś tak samo to wychodzi że gdy widzę osobę którą znam w jakimkolwiek opatrunku to obchodzę się z nią jeszcze bardziej ostrożniej - zaśmiał się w odpowiedzi a ja razem z nim

-Spoko, ale widzę że nadchodzą kłopoty. Zaraz dostanę ochrzan za to że się tu pojawiłam, gdzie powinnam była zostać w domu i odpoczywać - powiedziałam w momencie gdy Janowski szedł w moim kierunku, a Przemek poszedł do swojej drużyny

-Co ty tu do cholery robisz?! Miałaś odpoczywać w domu, przecież jesteś na zwolnieniu - powiedział ze złością wypisaną na twarzy

-Cześć Maciek, też się cieszę że cię widzę, wiem o tym i przypominam ci że ja też jestem częścią drużyny - odpowiedziałam w miarę spokojnie jak na mnie

-Nie zmieniaj mi tu tematu, tak w ogóle to jak tu dotarłaś? - zapytał

-Twój tata mnie przywiózł, bo go zapomnieliście zabrać a jest przecież w twoim Teamie

-Eh, to prawda. Zapomniałem o nim, pogadamy o twojej lekkomyślności później. Teraz musze się skupić na meczu - powiedział poprawiając mi kurtkę i ruszył do szatni żeby się przebrać w kevlar. Wszyscy od czasu mojego wypadku obchodzą się ze mną jak z jajkiem, ludzie nic poważnego mi się przecież nie stało, po drugie to nie moja wina że na leśnej drodze była dziura w którą wjechałam i skończyłam ze złamanym obojczykiem. Ale są gorsze rzeczy niż mój złamany obojczyk czyli mega zachmurzone niebo nad stadionem i od czasu do czasu przelotny deszcz, oby się nie rozpadało na dobre. No nic, to zaczynamy walkę o złoto.

*14 biegów później*

2 ostanie biegi zawsze były mega stresujące a zwłaszcza ostatni, ale dzisiaj to już mój jak i kibiców stres wywalił poza skalę, o ile taka wogle istnieje

-Nie denerwuj się tak, zobaczysz że chłopcy wygrają ten bieg z łatwością - powiedział Szymon gdy wchodził na gniazdo w parku maszyn

-Czy aż tak to po mnie widać?! - odkrzyknęłam gdyż zawodnicy wyjeżdżali do ostatniego biegu dzisiejszego meczu i stanęli pod taśmą przy remisowym wyniku.

Witajcie!
Postanowiłam że nie będę opisywać całych meczów bieg po biegu i ostatnimi czasy tą końcówkę ciężko mi się pisało
Pozdrawiam i trzymajcie się zdrowo
~SpeedwayGirl 71

Praca Marzeń // Maciej JanowskiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz