Charles dzwonił do mnie w ciągu dnia kilka razy. Nie odebrałam. Napisał też kilka wiadomości, które również zignorowałam. Chwilę po 19:00 usłyszałam dzwonek do moich drzwi. Nie musiałam ich otwierać, aby wiedzieć kto za nimi jest.
Powoli przekręciłam zamek i uchyliłam masywne drzwi. Nie myliłam się. Wszedł.
- Julka, dlaczego nie odbierasz?! Martwiłem się!- zaczął.
- Daruj sobie.- parsknęłam.
- Nie rozumiem?
- Błagam, nie udawaj. Widziałam jak bardzo zapracowany byłeś wczoraj wieczorem z szefem zespołu...- nie utrzymywałam z nim kontaktu wzrokowego.
- Okej... Czyli o to chodzi...- westchnął- Julka...- chwycił mnie za dłoń- To nie tak.. Pamiętasz kiedy na naszej pierwszej imprezie wspominałem Ci o pewnej dziewczynie, której nie powiedziałem na wstępie, że nic ponad przyjaźń między nami nie będzie, bo jestem z Charlotte?
Pokiwałam twierdząco głową.
- Urwał nam się potem kontakt i naszą przyjaźń trafił szlag. To właśnie ona, Monica. Spotkałem ją na konferencji, okazało się, że jest dziennikarką. Z grzeczności wyszedłem z nią na kawę, a tam poprosiła mnie, żebym jej pomógł z przeprowadzką. Pojechałem tam, wniosłem wszystkie pudła, ale w międzyczasie zamek w drzwiach się zepsuł i pojechaliśmy razem do sklepu budowlanego w galerii, przy okazji zjedliśmy, następnie wróciliśmy do domu, zamontowałem nowy zamek i wróciłem. Tylko tyle...- wypowiedział jednym tchem.
- To dlaczego nie powiedziałeś mi tego od początku?!
- Wiedziałem, że się zezłościsz...
- Pff..- parsknęłam śmiechem, jednocześnie wyrywając swoją dłoń z jego uścisku.
- Julka... Naprawdę nie musisz być o nią zazdrosna.. Ona już nic do mnie nie czuje... A ja mam lekkie poczucie winy... Że przeze mnie rozpadła się nasza przyjaźń... Tylko i wyłącznie dlatego jej pomogłem...
Byłam zmieszana. Z jednej strony wszystko co mówił miało sens, ale z drugiej jednak... Nie był ze mną szczery... Jak mam mu teraz zaufać?
- Sama już nie wiem...- usiadłam bez sił na kanapie.
- Przepraszam, że Cię okłamałem, mój błąd i masz prawo być na mnie zła, ale... Chciałbym dać nam szansę...- usiadł obok.
- Chyba muszę sobie to wszystko poukładać...
- Nie rozumiem...?
- Czego nie rozumiesz? Że nie chcę być kolejną kobietą w Twojej kolekcji? Że mam już dość nieszczerych facetów? Że być może teraz to mi robisz nadzieję na coś więcej?- oczy momentalnie zaszły mi łzami.
- Julka.. Przecież wiesz, że to wszystko z mojej strony jest prawdziwe...
- No właśnie nie wiem.- ucięłam.- Tyle razy już mnie okłamałeś, że nie wiem co jest prawdą, a co kłamstwem...
- Myślisz, że jestem takim gnojem, że poszedłbym z Tobą do łóżka, widząc jak się angażujesz, a sam miałbym na celu tylko Cię wykorzystać?- te słowa zawisły na chwilę w powietrzu. Nic nie odpowiedziałam.- Ty tak naprawdę myślisz...- przyznał, parskając przy tym śmiechem.
- Lepiej będzie jak już sobie pójdziesz...
Charles momentalnie obrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa.
***
Przez kilka kolejnych dni nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Ja byłam zajęta przygotowaniami do najbliższych meczy, a Charles skupiał się na wyścigach.
Dziś gramy półfinał klubowych mistrzostw, jeden z najważniejszych meczy w mojej karierze. W mojej głowie powinien być spokój i wyciszenie, a jednak.. Coś mi ciągle nie dawało spokoju... Powoli zaczęło na mnie nachodzić poczucie winy, że rozpad mojej relacji z Leclerciem nastąpił przez mnie. Może zbyt nerwowo zareagowałam? Może oni naprawdę są tylko znajomymi?
Wychodząc z porannego treningu musiałam dać upust swoim emocjom. Wyjęłam telefon i maszerując w kierunku domu, wybrałam numer do Charlesa.
- Halo?- usłyszałam jego głos w słuchawce.
- Przepraszam.- powiedziałam z pełnym przekonaniem.- Przepraszam, że zareagowałam zbyt emocjonalnie, po prostu... - nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego słowa.
- ...byłaś zazdrosna.- dokończył za mnie.
- Tak. Byłam zazdrosna.- powtórzyłam.
- Miałem nadzieję, że zadzwonisz... Tęskniłem...
- Spotkamy się?- zapytałam.
- Przyjdę na Twój mecz...
- Świetnie!