Chapter Five

13 2 6
                                        


Nie wiem jakie grzechy doprowadziły mnie do tego miejsca, ale moje czwartkowe popołudnie spędziłam siedząc naprzeciwko Theodora Coldwella w celu przedyskutowania jego książki. Miałam pewne przeczucie, że z dzisiejszym spotkaniem miała dużo wspólnego moja codziennie bombardowana skrzynka.

Poniedziałek 14.56

Od: TS@Coldwell.com
Kiedy się spotkamy? Nie mogę się doczekać co mi ciekawego powiesz na mój temat.

Poniedziałek 16.47

Od: TS@Coldwell.com
Czwartek brzmi dobrze. Mam nadzieję, że zrobisz miejsce w kalendarzu

Wtorek 9.07

Od: TS@Coldwell.com
Zlituj się nad starszym panem, pewnie piszę - cytując pewną pyskatą panią: "Płaskie, bezosobowe i przewidywalne" maile i dlatego nie odpisujesz.

Wtorek 12.32

Od:TS@Coldwell.com
Wasza cudowna recepcjonistka przekazała mi, że wpisała w twój kalendarz spotkanie. Czwartek 15.00, nie mogę się doczekać Newman.

Środa 10.18

Od: TS@Coldwell.com
Jaką lubisz kawę? Nie chcę przyjść bez podarunku dla mojej Pani redaktor.

Środa 14.19

Od: TS@Coldwell.com
Może należysz do typu ludzi co wolą herbatę? Oby nie, bo już zaczynałem cię lubić....

Środa 16.40

Od: TS@Coldwell.com
Do jutra :)


Środa 17.00

Do: TS@Coldwell.com
Do jutra. Latte.

-[...] okej rozumiem o co ci chodzi, ale musisz poprawić postać Toma, bo wypada mdło - Kończyłam swój wywód na temat rzeczy koniecznych do jak najszybszej poprawki, był środek lipca i czas nas gonił jak oszalały.

Miałam sprawdzoną już większość książki i nie była taka zła, rozkręciła się i mnie pozytywnie zaskoczyła, ale prędzej skoczę z okna niż mu to powiem. Każdy mój nie negatywny komentarz odnośnie "Zbrodni i Szampana" (nadal się upierał, że tytuł zostanie) sprawiał, że Theo uśmiechał się pod nosem.

-Jak czytałem wcześniej twoje żółte karteczki to ostrzej się wypowiadałaś.

Podpuszczał mnie.

Spojrzałam na niego, nie podniósł wzroku i dalej wertował swoją wersję maszynopisu. Kilka razy powstrzymałam się od uśmiechu, kiedy na swoim marginesie pisał moje uwagi, żeby wiedzieć, gdzie wprowadzić zmiany.

-Chcę być profesjonalna.

Złożyłam palce. Lektorat o mowie ciała, może jednak więcej pamiętałam.

Podniósł wzrok i odłożył maszynopis. Zaczyna się konkurs na wzajemne wiercenie dziury wzrokiem.

-Okłamując mnie, nie jesteś profesjonalna.

Uniósł kącik ust - myśli, że wygrywa.

-Białe kłamstwa są chyba podstawą udanej współpracy biznesowej. - Odparłam i posłałam mu delikatny uśmiech. Jestem poważną redaktorką, nie dam się na to nabrać.

-Chyba chcesz dobrze dla firmy... - Zaczął po czym wstał z krzesła. Co on kombinuje?
Włożył ręce do kieszeni i odwrócił się do szklanych drzwi.
-...prawda? - Zapytał odwracając głowę profilem i zerknął na mnie.

LiteratiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz