Piątek, 14 styczeń 2023 - part II

28 3 4
                                        

Zieliński miał powoli dość. Przepytał już większość ewidentnie wystraszonych studentów. Zdawał sobie sprawę, że boją się powiedzieć cokolwiek, bo może jakimś cudem ich słowa nakierują policję na ta jedną imprezę na której dziesięć miesięcy temu zapalili trochę zioła. Prawdopodobieństwo – 100 procent. A podobno to umysły techniczne, pomyślał Zieliński, czy oni naprawdę są tacy durni? Przyszłość narodu. Pojawiając się w ten piątkowy poranek na Politechnice Gdańskiej policjant nastawił się raczej negatywnie. Nie wierzył, że ktokolwiek ze studentów będzie coś wiedział. Sprawa była dość ukierunkowana, Doktorantka, która pozostawała w średnich relacjach z Profesorem, dzieląca z nim wspólny gabinet była idealnym podejrzanym. Jeszcze ta spinka. Najprawdopodobniej zerwana z jej włosów, gdy doszło do szamotaniny. Kobieta popchnęła starszego mężczyznę, ten nie dał rady ustać na własnych nogach, upadł i krach. Głowa pęknięta w pół.

A otóż nie. Podczas wczorajszych oględzin miejsca długo przypatrywał się pomieszczeniu. Wewnątrz gabinetu znajdowały się dwa bliźniacze biurka, oddalone od siebie o nie więcej niż 2 metry. Na każdym z nich leżała sterta publikacji naukowych, kart katalogowych, kolokwiów i innej niesamowicie nudnej dla Zielińskiego makulatury. Śledczy wiedział, że ktoś będzie musiał przejrzeć te papiery, wierzył jednak, że zgłosi się ktoś inny chętny. Bardziej sensowne byłoby już wierzenie w Latającego Potwora Spaghetti.

Na parapecie znajdowały się podzdechłe fikusy i grudniki. Pod lekko pożółkłą ścianą stała szafa, zamykana na klucz, a obok niej stolik kawowy, na którym ustawiono stary czajnik. Zieliński mimowolnie uśmiechnął się, gdy zwrócił uwagę na stare komputery i monitory z kineskopem. Boże, co za poziom, pomyślał, a niby taka międzynarodowa uczelnia. Może badawczość Politechniki polega na badaniu ile ludzie wytrzymają w takich warunkach?

Gabinet doktorantki i profesora nie wyróżniał się niczym szczególnym, jednak Zieliński już coś wiedział. W pomieszczeniu nie było rzeczy, o którą stary nauczyciel mógł do tego stopnia rozbić sobie czaszkę. Żadne biurko ani szafka nie nosiły na sobie najmniejszego śladu krwi. Było jej zaskakująco mało również na podłodze. Policjant pochylił się i przysiadł nad rozbitą głową mężczyzny. Pomimo założonej maseczki chirurgicznej poczuł metaliczny zapach. W zasadzie krew czuć było w całym pomieszczeniu. Śmierć nie tylko brzydko wygląda ale również zajebiście śmierdzi. Zieliński wpatrywał się w tą scenę dobrych kilka minut. Czuł, oprócz zapachu krwi, że coś mu nie pasuje. W przypadku tak traumatycznego urazu czaszki krew ucieka z ciała bardzo szybko, nie mija kilkanaście minut, a człowiek może stracić litr krwi i koniec. A krwi było tutaj bardzo dużo. Dlaczego więc policjant dalej miał wrażenie, że coś się nie zgadza?

- ... i wtedy pamiętam, jak Zaleśny tak dziwnie spojrzał na Panią Paulinę. Jakiś taki obrażony był, to było tak w ogóle z miesiąc temu albo może 3 tygodnie temu. Ja tam nie chcę nic sugerować ale oni mieli dziwną relację, niby się nie lubili, a przynajmniej tak to wyglądało, a czasami było pomiędzy nimi wyczuwalne takie napięcie. My z dziewczynami się już śmiałyśmy, że może... wie Pan... ale, ta różnica wieku... - opowiadała wyraźnie ożywiona studentka. Uniosła dłoń ku twarzy, nerwowo podrapała się po policzku, by później dotknąć na krótką chwilę karku. Nie trzeba było policjanta by wyczuć, że to co mówi Alicja jest bardzo wyolbrzymione, być może pod wpływem emocji, być może pod wpływem alkoholu. Tak, od Alicji było czuć alkohol i nie była to ostatnimi czasy nowość.

Zieliński odwrócił głowę tylko po to, żeby wywinąć oczami. Odchrząknął, nie tylko po to, by oczyścić krtań ale również by przerwać tą Baśń Tysiąca i Jednej Studentki.

- Pani Alicjo. Czy uważa Pani, że te... zeznania mogą mieć coś wspólnego z wczorajszą tragiczną sytuacją. Proszę nie zrozumieć mnie źle ale mam wątpliwości co do istotności opowiedzianej przez Panią historii, w kontekście mojego zadania. – Policjant założył rękę za rękę i odchylił się na krześle. Stare siedzenie jęknęło pod naporem szerokich pleców funkcjonariusza.

RetrybucjaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz