2. Uwiezienie

4 0 0
                                        


Był późny wieczór, gdy Olivia kończyła zamykać sklep. Przekręciła klucz, słysząc ciche kliknięcie zamka, i westchnęła z ulgą. To był długi dzień, a ona myślała tylko o tym, żeby wrócić do domu. Jednak gdy odwróciła się, poczuła nagłe szarpnięcie ,mocne, nieubłagane. Coś mocno przycisnęło ją do czyjegoś torsu, a ciepła dłoń zasłoniła jej usta, tłumiąc jej krzyk.

Znajomy zapach przyciął jej oddech. To on. Ten sam mężczyzna W tej chwili poczuła, jakby świat wokół nagle zaczął wirować.

Cii - wyszeptał jej do ucha, a jego niski głos miał w sobie twardość i pewność siebie, które wzbudziły w niej jeszcze większy niepokój.
- Nie chcę cię skrzywdzić. Współpracuj, a wszystko będzie dobrze.

Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Nagły napływ paniki ścisnął jej klatkę piersiową, a ucisk stawał się coraz silniejszy, jakby coś niewidzialnego krępowało jej oddech. Miała wrażenie, że nie może zaczerpnąć powietrza. Każdy szybki, płytki oddech tylko nasilał ucisk, sprawiając, że jej ciało zaczęło drżeć.

- Puść mnie! - wydusiła z trudem, czując, jak fala paniki przejmuje nad nią kontrolę. Próbowała się wyrwać, ale James był za silny. Jej słabe ruchy nie robiły na nim żadnego wrażenia.

Wiedział, że coś się dzieje. Zauważył jej spłycony oddech, bladość na twarzy, drżenie rąk. Patrzył na nią przez chwilę, jakby chciał coś zrozumieć, a potem jego wyraz twarzy zrobił się znowu zimny, nie chciał aby emocje nie zawładnęły miał jedno zadanie, choć w jego oczach wciąż czaiła się mroczna determinacja, tej nocy poczuł dziwne uczucie w klatce piersiowej.

- Oddychaj! -powiedział spokojnie, przytrzymując ją mocno, ale mniej brutalnie niż wcześniej.

Jego słowa tylko częściowo przebijały się przez mgłę paniki, która zaciskała się wokół niej. Była bezsilna, schwytana w pułapkę własnych emocji i jego silnych ramion. Przez chwilę stał, czekając, aż jej oddech choć trochę się uspokoi. Gdy zauważył, że jej ciało zaczyna się rozluźniać, chwycił ją i rzucił przez ramię i poszedł szybko do ciemnego samochodu zaparkowanego przy krawężniku niedaleko od sklepiku w którym pracowała.

Usadził ją na tylnym siedzeniu i zamknął drzwi, a ona poczuła, że pułapka zamyka się wokół niej coraz bardziej. Ciche kliknięcie zamka w drzwiach samochodu przypieczętowało jej los. Siedziała w bezruchu, próbując uspokoić oddech, ale jej ciało nadal drżało z emocji i paniki.

Mężczyzna usiadł na miejscu kierowcy i spojrzał na nią w lusterku wstecznym ostatni raz. Jego oczy były jak ciemne, głębokie studnie, z których nie sposób było odczytać jego zamiarów. Nie miał litości, ale w jego spojrzeniu kryło się coś więcej. Coś, co sprawiało, że jej serce biło równie mocno ze strachu, jak i z dziwnego, niezrozumiałego przyciągania.

- nie patrz się tak.- powiedział ruszając.

Gdy Samochód ruszył Olivia czuła, jak paniczny strach zaczyna powoli ustępować przerażeniu, które ściskało ją za gardło. Silnik ryczał, a miasto znikało za oknami, zastąpione przez ciemność. W jej głowie roiło się od myśli, które nie dawały jej spokoju. Gdzie ją zabierał? Co zamierzał z nią zrobić? Czy ją zabije? A może zgwałci? A co jeśli to kolejny tyran? Jak z dzieciństwa?..

James prowadził pewnie, nie zerkając na nią . Jego skupienie na drodze sprawiło, że czuła się jeszcze bardziej bezsilna. Nie miała pojęcia, co mu chodzi po głowie. Odwróciła wzrok od jego sylwetki, by skupić się na tym, co za oknem, ale nic tam nie było, tylko nieprzenikniona ciemność i mgła.

Nagle samochód skręcił w wąską uliczkę, prowadzącą w stronę opuszczonego magazynu. Uczucie strachu powróciło ze zdwojoną siłą.
- Gdzie mnie zabierasz? - zapytała, a w jej głosie dało się usłyszeć drżenie.

James nie odpowiedział, tylko zaparkował przed starą, zniszczoną budowlą. Zgasił silnik, a w ciszy samochodu rozległ się dźwięk ich oddechów. Olivia spojrzała na niego, widząc jego twardą, beznamiętną twarz.

- Wysiadamy- powiedział, otwierając drzwi i wychodząc na zewnątrz.

Olivia z wahaniem zrobiła to samo, czując, jak zimne powietrze uderza w jej skórę. James zamknął drzwi z głośnym hukiem, a jej serce zabiło mocniej. Stał przed nią, dominujący, władczy, z napiętymi plecami i postawą, która nie pozostawiała miejsca na dyskusję.

- Chodź - polecił, z gestem wskazując na magazyn. Jej instynkt ucieczki krzyczał, ale wiedziała, że nie ma szans. Jego aura pokazywała że ona przy nim nie była zbyt silna.

Z początku niechętnie ruszyła w jego stronę. Wejście do środka było jak przekroczenie granicy do innego świata, brudnego, zimnego, pełnego cienia. James prowadził ją przez ciemne korytarze, w których światło nie docierało, a echo ich kroków odbijało się od ścian.

Na końcu korytarza otworzył drzwi do małego pomieszczenia, które wyglądało na biuro. Wszędzie leżały kartki, a w rogu stał stół z kilkoma krzesłami. Kiedy weszli do środka, James zatrzasnął drzwi, tworząc zamkniętą przestrzeń, w której Olivia czuła się jeszcze bardziej zagubiona.

- Usiądź- powiedział sucho, wskazując na jedno z krzeseł. Przestraszona, usiadła, czując, jak jej serce bije coraz szybciej. James przyglądał jej się z wyrazem zimnej determinacji.

- Teraz posłuchaj uważnie- powiedział, opierając się na stole, tak blisko, że mogła poczuć jego obecność.
- Nie jesteś tu przypadkiem. Jesteś mi potrzebna. A ja zamierzam mieć to, czego chcę. Nie próbuj uciekać ani opierać się, bo tylko pogorszysz swoją sytuację. A w dodatku się ośmieszysz. Parsknął aroganckim śmiechem a jego ciemne oczy pociemniały ciemne gęste  brwi ułożyły się w irytację a włosy zawiały przez przeciąg, lekko, subtelnie, Olivia zapatrzyła się w niego przez chwilę co zauważył, i szybko zrzuciła wzrok na kręcące palce ze stresu.

Olivia z trudem przełknęła ślinę, próbując zrozumieć, co się dzieje.
- Czego ode mnie chcesz?- zapytała, jej głos ledwie brzmiał.

- Chcę, żebyś zrozumiała, że w moim świecie nie ma miejsca na słabości. Jesteś zbyt cenną osobą, ale wiem że tego jeszcze nie rozumiesz, wziąłem cię tu abyś wiedziała do czego jestem zdolny.- wyjaśnił, nie ukrywając dominującego tonu.

Nagle Olivia poczuła, że strach przytłacza ją znowu. Uczucie paniki powróciło, a jej klatka piersiowa zaczęła się zaciskać. Nie mogła oddychać.

- n-na przykład z-zdolny do czego?..- zaczęła, ale nie mogła dokończyć.

Zauważył jej trudności.
- w tym świecie nie przetrwasz beze mnie Obserwowałem cię dość długo , masz coś w sobie. Co nie oznacza że będę bodyguarda grał 24/7.

Olivia z całych sił próbowała skupić się na oddechu, aby nie wpaść w panikę. Walka z uczuciem duszenia się była dla niej trudniejsza niż walka z Jamesem. Złapała głęboki oddech, próbując przywrócić sobie kontrolę. Musiała znaleźć sposób na wydostanie się z tej sytuacji.

- Dlaczego ja? - zapytała cicho, starając się brzmieć silnie mimo drżenia w głosie.

James zamilkł na chwilę, a w jego oczach pojawił się cień czegoś, co mogło być zainteresowaniem.
- Bo jesteś wyjątkowa. I nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził. Jak narazie.

Olivia nie wiedziała, co o tym myśleć. Jego słowa brzmiały jak niepokojąca obietnica i groźba w jednym. Każda chwila spędzona z nim była na krawędzi ,i nie miała pojęcia, co przyniesie kolejna.

It's never been your'sOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz