Babski wypad

66 3 0
                                        


Hejka, ten rozdział uważam bardziej za ,,dodatkowy". Został napisany w celach humorystycznych. Nie wpływa on zbytnio na rozwój wydarzeń, więc myślę, że można go bez problemu pominąć. Nie każdy może zrozumieć zamysł tego rozdziału i może go uznać za zwyczajnie słaby.

Następnego dnia, zgodnie z obietnicą, czekałam pod domem Hope. Zdziwiłam się, kiedy dostrzegłam, że wygląda dobrze. Byłam pewna, że będzie skacowana po wczoraj. Była ubrana w czarną spódniczkę i biały top. Miała ze sobą jakąś torbę z rzeczami. Nie było dzisiaj za ciepło. Niebo było zachmurzone, a słońce tylko od czasu do czasu przebłyskiwało.

- Nie wiem, czy chcę wiedzieć, co masz w tej torbie - powiedziałam, gdy dziewczyna wkładała ją na tylnie siedzenie.

- Nawet jakbyś chciała wiedzieć, to i tak bym ci nie powiedziała - usadowiła się na fotelu obok mnie i ustawiła mi nawigację. - Tylko nas nie zabij - powiedziała, kiedy wyjechałam spod jej domu.

Droga była o wiele dłuższa niż obstawiałam. Dodatkowo przez tą pogodę odechciało mi się wszystkiego. Dużo rozmawiałyśmy. Udało mi się dowiedzieć, że Hope ma młodszego brata, uwielbia imprezy, wypady z przyjaciółmi, dobre filmy, zwłaszcza horrory. Xavier'a poznała jeszcze w podstawówce i od tamtej pory są przyjaciółmi. Później brunet zapoznał ją z Noe. Na którejś z imprez spotkali Mila i okazał się całkiem niezłym towarzystwem. Lucas'a poznali niedawno. Milo podobno poznał w jakimś barze i tak wyszło, że się zaprzyjaźnili.

Gdy minęła pierwsza godzina drogi, stanęłyśmy, żeby kupić coś do jedzenia. Trochę nam niestety zeszło, bo kolejka wydawała się bez końca. Kiedy ruszyliśmy dalej, była już jedenasta czterdzieści. Po dobrych dwudziestu minutach musiałyśmy znowu stawać, bo Hope potrzebowała się załatwić, a kiedy zostało nam 15 minut drogi, musiałam stanąć, bo Moore zaczęła źle się czuć. Byłam pewna, że zwymiotuje, ale tylko usiadła na poboczu i narzekała, że jej niedobrze. Na miejsce zajechałyśmy dopiero o trzynastej. Do tej pory zdążyło się rozpogodzić. Nie byłam w stanie pojąć, jak to możliwe, że rano było tak zimno i niemiło, a nawet około dziesiątej padał deszcz, a teraz był niesamowity upał i pełne słońce.

Wiedziałam, że zamorduję Moore w momencie, gdy kazała mi wjechać do lasu. W międzyczasie, Hope zapomniała, w którą stronę skręcić i musiała dzwonić do Mila, żeby jej przypomniał. Przez dobre pięć minut jechałyśmy dziurawą drogą. W dodatku musiałam zostawić tam samochód, bo okazało się, że dziewczyna pomyliła drogi i tą, którą wybrała dało się tylko przejść. Przeszłyśmy kawałek i po chwili dostrzegłam spory kawał przestrzeni, gdzie można by było zaparkować samochód, a obok prostą drogę, która prowadziła prawie od razu na asfalt. Kawałek dalej było mnóstwo piasku. Spojrzałam zakończona na Moore, a ona już zdejmowała buty i wchodziła na piasek. Zrobiłam to, co ona, przeszłyśmy trochę dalej i sekundę później stanęłam znowu w miejscu. Przede mną rozciągała się rzeka, obok była tama i jakbym weszła wyżej, to można by było przez nią przejść na drugą stronę. Dziewczyna patrzyła na mnie uśmiechnięta i krzyknęła, żebym się ruszyła zamiast stać jak słup soli. Zeszłam za nią w stronę wody. W jednym miejscu sięgała do kostek i oddzielała jedną stronę pisaku od drugiej. Przeszłyśmy przez nią, a Hope wyciągnęła z torby koc i rozłożyła go na piasku. Byłam szczerze zaskoczona, że nikogo tam nie było.

- Mogłaś mi powiedzieć, że jedziemy na rzekę. Wzięłabym chociaż strój kąpielowy - powiedziałam naburmuszona.

- Nie przeżywaj. Też nie wzięłam. Nie sądziłam, że będzie dzisiaj na tyle dobra pogoda, żeby móc popływać - odpowiedziała. - Poza tym, woda i tak sięga tu tylko ciut ponad pas - dodała po chwili.

- To przynajmniej byśmy w niej posiedziały.

Zdjęłam swój top i spodenki i położyłam się na kocu.

Mój wewnętrzny demon Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz