Rozdział 7.

296 32 10
                                        

Sherlock chodził nerwowo po salonie. 

- Miotasz się tak bez sensu już kolejny dzień - stwierdził John siadając na jednym z foteli. 

- Nic, nic, nic !!! Od trzech tygodni nic !!! - detektyw oparł się o podparcia fotelu na którym siedział Watson i spojrzał mu głęboko w oczy mówiąc, a raczej błagając - zrób coś...

- Mam sprawić żeby ktoś kogoś zamordował ? - spojrzał na mężczyznę czując jego nerwowy oddech na swojej twarzy. 

- Sprawdź na blogu - doktor wskazał na laptop leżący na biurku. Sherlock odwrócił się od współlokatora gwałtownie przez co John dostał w nos paskiem jego szlafroka. 

- Drogi panie Holmes moja żona coraz częściej wyjeżdża na delegacje za granicę podejrzewam ja o zdradę... Drogi panie Holmes jak mam przekonać rodziców żeby kupiła mi psa... To nie ten blog ! - Sherlock zaczął czytać wiadomości. 

- Musi być coś ciekawego - John wstał i skierował się do kuchni, po czym wstawił wodę na herbatę. 

- Widzisz tu coś ? - do pomieszczenia wpadł za nim brunet i przystawił mu laptop do oczu. 

- Daj spokój - blondyn westchnął głośno i oparł się o blat kuchenny. 

- Daj spokój ?! - Holmes spojrzał na niego pytająco i zmierzył go wzrokiem. 

- Byłeś wczoraj w kinie... sam, od kilku tygodni nie umawiasz się z żadnym i kobietami a wręcz stronisz od nich... 

- Dosyć ! - przerwał mu przyjaciel zaparzając herbatę. 

Prawda była taka że John Watson nie szukał kobiety z którą mógł by spędzić resztę swojego życia, spędzał większość czasu z Sherlockiem albo sam poza domem, chodził do kina na jakieś słabe filmy akcji i do restauracji Angelo na obiady. 

Sherlock Holmes od kilku tygodni szukał tylko pretekstu do wyrwania się z domu, chodził bez celu po mieszkaniu i rozwiązywał banalne sprawy którymi kiedyś nie zaprzątał sobie głowy, czasami całymi dniami grał na skrzypcach a jeszcze innym razem wracał do domu i zamykał się w sypialni. 

Prawda była taka że zarówno Sherlock jak i John oddalili się od siebie. I prawdą było też że oboje w duchu prosili się o długie i czasochłonne śledztwo w którym oboje brali by udział. 

W mieszkaniu rozległ się dźwięk pukania do drzwi. 

Sherlock otrząsnął się zrzucił z siebie szlafrok i podszedł do drzwi po chwili jednak usiadł na fotelu i założył nogę na nogę. 

- Otwórz - zwrócił się do przyjaciela, ten jednak usiadł tylko na sofie i zaczął skakać po kanałach telewizyjnych. 

- Nie jestem odźwiernym - skwitował czując na sobie spojrzenie Sherlocka. Drzwi otworzyły się a do pomieszczenia wpadła pani Hudson. 

- Czy wyście pogłuchli ? - zapytała - Macie gościa - wskazała na dziewczynę wchodzącą do salonu. Była to dość wysoka dziewczyna, nie należała do najszczuplejszych i najbardziej ogarniętych. 

- Co panią do nas sprowadza ? - zapytał Watson podchodząc do niej i odwieszając jej skórzaną kurtkę. 

- Mieszkam w starym dworku, jest to spadek po mojej zmarłej ciotce, wszystko było dobrze do momentu kiedy ktoś każdej nocy zaczął odwiedzać najpierw moje podwórko a potem wtargnął do domu. 

- Ktoś jeszcze mógłby domagać się spadku po pani ciotce ? - Zapytał blondyn. 

- Nie, z nikim też nie miałam żadnych problemów...

- Bierzemy ! - oznajmił detektyw i wstał z fotela. 

- Emmm... Dobrze - dziewczyna spojrzała na detektywa zaskoczona - Zastowie wam mój adres i przygotuje u siebie pokój...

- chyba dwa pokoje ? - przerwał jej John. 

- Niestety mam tylko jeden pokój do dyspozycji...

- Będzie spał na kanapie - odparł Holmes i podał dziewczynie kurtkę - dziękujemy za wizytę. 

Odebrał od dziewczyny adres i odprowadził ją do drzwi. 

- John jedziemy ! 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej kochani przepraszam że tak długo nie było rozdziału, postaram się to wszystko nadrobić i zachęcam was do komentowania :)

Watson i Holmes Stories to obsess over. Discover now