- Saro mogła byś mnie przenocować ? - John wjechał właśnie do Londynu, a nie mając ochoty wracać na Beaker Streat 221B zaczął szukać noclegu wśród znajomych.
- John, naprawdę chciała bym ale...
- Rozumiem - urwał rozmowę doktor i cisnął telefonem na puste siedzenie obok które zawsze zajmował Sherlock.
John nie miał ochoty słuchać detektywa ani nawet na niego patrzeć...
Tak mu się przynajmniej zdawało.
Z drugiej strony blondyn czuł się zdradzony, chciał wyjaśnień, odpowiedzi,a ponieważ wiedział że wszystko czego dopuszcza się jego towarzysz miało jakiś cel (mniej lub bardziej odpowiedni) zostało mu tylko czekać.
***
- Nadia odwieś mnie na Baker Streat - zażądał detektyw gdy dziewczyna zatrzymała się na pierwszej lepszej ulicy Londynu.
- Nie - odparła sucho wyszła z samochodu i otworzyła drzwi od strony pasażera - wysiadka.
Sherlock obrzucił Nadie podejrzliwym wzrokiem i wysiadł powolnie z samochodu.
- Nie patrz tak na mnie - powiedziała dziewczyna trzaskając za nim drzwiczkami - nie odwiozę cię do mieszkania bo usiądziesz w swoim fotelu weźmiesz skrzypce i będziesz rozpaczał...
- Nie będę...
- Będziesz - nie pozwoliła mu zaprzeczyć i wsiadła z powrotem do swojego auta.
- Mogę zamówić taksówkę ! - krzyknął za nią detektyw.
- Możesz - poparła go brunetka - tylko pomyśl gdzie ma cię zawieść - po tych słowach odjechała.
Detektyw wpatrywał się w swoje buty o niczym nie myśląc, wyjął z kieszeni płaszcza telefon i wykręcił numer.
- Mycroft przyślij po mnie samochód.
- Nie możesz zamówić taksówki ?
- Chce się z tobą spotkać...
*********************************************************
Hej kochani, wiem że rozdział bardzo krótki i praktycznie nic nie wyjaśnia ale nie mam jakoś ostatnio weny do pisania :(
Obiecuje wam że w przyszłym tygodniu pojawi się jakiś fajny długi rozdział.
Trzymajcie się :*
