Łowcy zakończyli nieszczęśliwy pobyt w liceum. Zapewne gdyby mieli spędzić tam dodatkowe kilka minut, Dean musiałby odciągając Gwen od niestosownych docinek w stronę jednego z byłych uczniów ogólniaka. Bez zbędnych ceregieli udali się w ponad trzygodzinna podróż do Lebanon, która nie mogła się odbyć od komentarzy Winchestera odnośnie jej zachowania wobec rówieśników z klasy. I oczywiście zapytał o szylkretowe kocury. Odrobinę go to zaciekawiło, lecz nie na tyle, żeby przestał drążyć temat szkoły średniej.
Gdy znajdowali się kilka mil od celu, zatrzymali się przy przydrożnym zajeździe. Było to spowodowane chęcią Deana na wielkiego burgera, którego nie mógł sobie odmówić. Gwen, od początku podróży, wreszcie miała szansę wyprostować kończyny. Po skonsumowaniu hamburgera z wszystkimi dodatkami przez Deana i frytek przez Wright, podążyli szczęśliwi, wolnym krokiem na sam koniec parkingu. Gdy rozchodzili się do wejść samochodu za sobą usłyszeli znajomy dźwięk skrzydeł, więc odwrócili się szybko na pięcie, a Castiel bez słowa dotknął ich klatek piersiowych.
- Co, do cholery, Cas?! - krzyknął, dotykając się po żebrach.
- Pieczęć chroniąca przed aniołami. Z nimi żaden anioł was nie znajdzie. A w szczególności Michał i Lucyfer. Sam też jest bezpieczny.
- Czyli ktoś będzie musiał zainwestować w telefon. A tym ktosiem jesteś ty, Castielu - dodała na rozluźnienie Gwen, która również sprawdzała mostek.
- Mogę sprawdzić czy nic Ci nie jest - Winchester wyciągnął dłoń w stronę piersi Gwen, ale ta szybko chwyciła go za nadgarstek.
- Wszystko dobrze, Dean - wypuściła z ucisku rękę. - Dzisiaj szukaj nas na terenie Lebanon.
Łowcy spisali aniołowi na kartce swoje numery, po czym od razu się z nim pożegnali i ruszyli dalej w drogę. W międzyczasie Gwen wysłała Samowi SMS, w którym zawarła informacje o położeniu najbezpieczniejszego miejsca na Ziemi i o tym, żeby zjawił się tam jak najszybciej, jak to będzie możliwe.
Stanęli przed wielką dziurą w ziemi z równie wielkimi metalowymi drzwiami.
- Nie wejdę tam pierwszy.
- Ani ja!
- Jest na to jedno rozwiązanie.
- Zamieniam się w słuch - Dean wyciągnął dłonie przed siebie, szykując je do gry w "kamień, papier, nożyce". - Przegrasz, Winchester.
- Pokonam cię w jednym ruchu, Wright... Na trzy.
- Raz, dwa, trzy - Dean wybrał nożyce, Gwen kamień. - Padło na Ciebie, nieszczęśniku.
- Zamiast na Barrym, wyzywasz się na mnie - odparł szeptem, otwierając drzwi za pomocą klucza.
Przeszli przez niewielki hol, który prowadził do kolejnych drzwi, lecz tym razem były zamknięte na wajchę. Dean stanął po jednej stronie i zaczął ciągnąć, zaś Wright popchnęła ją. Skrzydło zaskrzypiało niemiłosiernie, kiedy wreszcie udało im się przez nie przejść. Niestety za wiele nie udało im się zobaczyć, więc szybko chwycili za telefony i włączyli latarki. Podążyli w dół po metalowych schodach, które wyraźnie podkreślały każdy ich krok. Łowca podszedł do niewielkiej skrzynki wiszącej na ścianie, otworzył ją i ostrożnie pociągając za jedną z dźwigienek, która włączyła prąd w całym bunkrze.
Ponad godzinę zajęło im odkrycie większości pomieszczeń. Ich uwagę przykuła strzelnica, siłownia, biblioteka a przede wszystkim kuchnia, przez którą Winchesterowi zaczęły świecić się oczy. Chwilę później łowczyni odebrała telefon od Sama, który oznajmił jej, że miał sprawę w Seattle i niestety nie zdążyłby przyjechać tego samego dnia.
CZYTASZ
The Forgotten
FanfictionNikt nie wiedział o istnieniu ludzi, którzy mieli szansę pokonać największe zło. Lecz kiedy ta dwójka spotkała się u drzwi motelu, byli pewni, że razem są zdolni do najcudowniejszych rzeczy, jak i uczuć. Ale co się stanie, gdy zostaną rozłączeni, w...
