Rozszerzyłam oczy w przerażeniu. Czy naprawdę myślałam, że da mi spokój?! Czy naprawdę tak bardzo się łudziłam?!
Jughead pokazał mi na migi, żebym podeszła bliżej niego. Wstałam na miękkich nogach i zbliżyłam się do przyjaciela na tyle blisko, że słyszałam jego rozmówcę. Czyli bardzo blisko.
-....i wiem, że to ty masz coś wspólnego z jej zniknięciem.
-Nie wiem, o czym mówisz, Archie. - Powiedział zimno Jughead. - Ja i Betty nie kontaktowaliśmy się od ponad dwóch lat. Czemu niby teraz...
-Bo jesteś jedyną osobą, do której może się zwrócić i na tyle ślepo zakochaną, że jej pomożesz! - Wywrzeszczał do słuchawki. - Myślisz, że nie widziałem, jak się na nią patrzyłeś?! Była całym twoim światem. Ale była też przede wszystkim moja! I tak pozostanie. Myślisz, że będziesz mógł ją zaruchać jako rycerski prawiczek-wybawca?! Jesteś żałosny! I ona też, z tą swoją bransoletką i powtarzaniem twojego imienia przez sen! - Otworzyłam usta, w zdumieniu. O czym on gada? - Przekaż tej kurwie, że ją dopadnę. Że ją zabiję za to, że ośmieliła się mnie nie posłuchać. To co zrobiłem jej i dziecku, to będzie przy tym miły masaż! - Zbladłam, a on się rozłączył. Poczułam, że ziemia osuwa mi się spod stóp.
-Betts?! Betts!
•••
Obudziłam się w białej pościeli, a nad sobą zobaczyłam zmartwioną twarz Juga.
-Betts! - Krzyknął i chyba odczuł ulgę. - Co się stało, co ci jest?
-Ja...
-To przez to, co powiedział ten kutas? - W jego głosie pojawiła się stalowa nuta. - Wiesz, że nic ci nie zrobi. Nie pozwolę mu.
-Jug, ja... On wie, że tu jestem! A po alkoholu jest nieobliczalny! A jeśli tu przyjdzie i coś ci zrobi?!
-Ej ej ej ej ej. Spokojnie, oddychaj. Wdech, wydech. Wdech, wydech. - Złapał mnie za ramiona i przytulił do siebie. Na chwilę zesztywniałam, ale potem kurczowo złapałam się jego ramienia i rozpłakałam. Wcześniej czułam taką... Barierę przy dotykaniu Jugheada. Nie byłam pewna, czy tego chce i czy nie robię czegoś źle. Teraz jednak poczułam się, jakby wszystko było na swoim miejscu.
-Dzię... Dziękuję, Jug. Po... Pomoczyłam ci koszulkę. - Powiedziałam, delikatnie się od niego odsuwając, ale nie wypuścił mnie ze swoich ramion.
-Nieważne, Betts, ale... Powiedz mi, o co chodziło temu chujowi, kiedy wspomniał coś o dziecku? - Znów zesztywniałam i zacisnęłam pięści. Poczułam, że cieknie po nich strużka krwi.
-Ja... - Odetchnęłam głęboko. Muszę się w końcu nauczyć o tym mówić. - Byłam z nim w ciąży. - Powiedziałam szybko. Poczułam, że mimowolnie napiął mięśnie ramion. - To była dziewczynka. Moja dziewczynka. - Powiedziałam łamiącym się głosem.
-Jak to: była?
-Byłam w piątym miesiącu ciąży, kiedy zepchnął mnie ze schodów. - Wyszeptałam, zaciskając pięści coraz mocniej. - Możesz się domyślić, jak to się skończyło.
-Nie... Nie wierzę. Że można być takim skurwielem. Takim... - Jughead wyglądał, jakby zabrakło mu słów. Przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej i zaczął głaskać po plecach.
-Potem mi powiedział, że to moja wina. Że to ja nie potrafiłam jej donosić. Jakby to na schodach nigdy się nie wydarzyło. Wtedy... Wtedy postawiłam mu się pierwszy i ostatni raz. Złamał mi nogę. - Ręce Jugheada na moich plecach zamarły.
-Żałuję, że nie rozwiązałem tego w inny sposób. - Wyszeptał. - Powinienem zostać z tobą w tym domu i go zabić.
-Nie pozwoliłabym ci na to. - Pokręciłam głową. - Nie ma mowy, że trafiłbyś przeze mnie do więzienia.
-Dlaczego w ogóle tak się tym przejmujesz? - Spytał nagle obcym głosem. - Tym, co się ze mną stanie? - Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Zawsze się tym przejmowałam. - Zacisnęłam pięści.
-Dwa lata temu mógłbym o tobie powiedzieć wszystko oprócz tego. - Nagle wstał z mojego łóżka i podszedł do drzwi. - Przepraszam, ale obowiązki wzywają. Muszę dzisiaj napisać przynajmniej dziesięć stron. - Wyszedł, wcale się na mnie nie patrząc, a ja opadłam na poduszki ze łzami w oczach.
-To nie ma sensu.
•••
Stanęłam na chybotliwym krześle. Nad moją głową wisiał już sznur. Spojrzałam na biurko, na którym leżał list. TEN list. Do Juga. Przełknęłam łzy i postanowiłam chociaż raz w swoim życiu być dzielna. Przynajmniej tą decyzję podjąć sama.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i krzyki sąsiadki, ale było już za późno. Nie chciałam być uratowana.
•••
Nieprzytomnie miotałam się po łazience, szukając jakiejś, jakiejkolwiek żyletki. Swojej nie wzięłam z domu, łudząc się, że już mi nie będzie potrzebna. Nie znalazłam nic. Coraz rozpaczliwiej chodziłam po pokoju, zastanawiając się, czemu nawet samobójstwo nie może mi się udać.
Spojrzałam na własne dłonie. Były całe we krwi, zaschniętej i świeżej. Wyglądałam tak, jakby pogryzł mnie bardzo krwiożerczy chomik. Usiadłam w końcu na podłodze, opierając się o ścianę, i głęboko westchnęłam. Nie miałam już nawet siły płakać. Jedyne sensowne wyjście to wynieść się stąd. Wrócić do domu. A potem umrzeć. Czy to z powodu obrażeń, odniesionych po Archiem, czy to dzięki samobójstwie. Miałam właśnie wstawać, kiedy drzwi do mojego pokoju nieznacznie się uchyliły.
-Bett... - Jughead przerwał, kiedy zobaczył moje dłonie, niefortunnie obrócone wnętrzem w jego stronę. Natychmiast wszedł szybko do mojego pokoju. - Co ty robisz? - Powiedział szorstko, klękając obok mnie i łapiąc moje ręce. Nie miałam nawet siły się opierać.
-Jug... Przepraszam cię. - Powiedziałam, przełykając łzy. Spojrzał na mnie nierozumiejącym wzrokiem. - Przepraszam za wszystko, co zrobiłam i powiedziałam dwa lata temu. Możesz mi nie wierzyć, ale... Ale żałowałam. Żałowałam tych słów i... Powinnam cię słuchać. Powinnam...
-Przestań, Betts. - Powiedział cicho Jughead, zaniepokojony moim stanem, ale ja tylko pokręciłam głową.
-Nie... Posłuchaj mnie. Byłeś... Byłeś najlepszym przyjacielem na świecie. Zawsze mi pomagałeś i pomagasz. A ja byłam i jestem cały czas taką pijawką, wysysającą twoją dobroć i nie dającą nic w zamian. Juggie, ja nie zasługuję na to, żebyś mnie wyciągał z tego bagna. Nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiał...
-Już to robiłem, Betts. - Powiedział szorstko. - Już to robiłem, a jednak przeżyłem. Teraz też przeżyję.
-Ale ja nie. - Powiedziałam, dotykając jego twarzy. - Ja się zmieniłam, Juggie. Pod tą pustą, zniszczoną powłoką na próżno szukać osoby, którą byłam kiedyś. Nie znajdziesz już tutaj dziewczyny, której powiedziałeś, że ją kochasz, a ona wzgardziła tobą z czystej głupoty. Nigdy nie popełniłam większego błędu. I dlatego musisz pozwolić mi odejść. Musisz.
-Nie. - Pokręcił głową. - Jesteś mi coś winna, Betts. A skoro tak, powinienem sobie sam wymyślić zapłatę.
-Nie mam ci niczego do zaoferowania. - Powiedziałam, wstając i rozkładając gwałtownie ramiona. - Widzisz?! Jestem wrakiem. Podziurawionym wrakiem, który nie daje sobie rady z własnymi emocjami i chce je zwalczać bólem! To wszystko. Nie mam nawet pieniędzy, bo Archie nie pozwalał mi pracować. Elizabeth Andrews, parodia żywej istoty! Co mogę ci dać?! Co mogę dla ciebie zrobić? - Spojrzałam dziko w oczy Jugheada.
-Możesz zrobić jedno. - Powiedział cicho, odwzajemniając spojrzenie.
-Co?
-Zostań.
CZYTASZ
Broken//Bughead
RomanceBetty Cooper myślała, że wygrała życie. Poślubiła swoją wieloletnią miłość, Archiego Andrewsa i zaszła z nim w ciążę. Mimo osiemnastu lat była pewna swego. Wszystko zmieniło się kiedy jej mąż okazał się innym człowiekiem po ślubie. Czy dziewczyna da...
