I have somebody to live for. {34}

2.8K 195 88
                                        

-Jak myślisz, kurwo, ten twój kochaś będzie za tobą tęsknił? - Rzucił złośliwie Archie, wpychając mnie do auta Jugheada. Całą twarz miałam zalaną łzami. Spodziewałam się, że długo nie przeżyję. Andrews tym razem nie będzie się bawił, bo ma na głowie policję, a ja bym mu tylko zawadzała. Zgwałci mnie, potorturuje troszeczkę, a potem zostawi jak psa przy drodze. Z przestrzeloną czaszką. Mimowolnie pomyślałam, że pracownicy zakładu pogrzebowego mieliby problem z przywróceniem mi ładnego wyglądu w trumnie. Dlatego wolałam kremację.

Ruszyliśmy z piskiem opon. W pewnej chwili pomyślałam sobie, że mogłabym wyskoczyć. Archie nie zablokował drzwi. Prawdopodobnie bym zginęła, bo jechaliśmy cholernie szybko, ale to byłoby i tak lepsze od tego, co czekało mnie potem.

-Nawet o tym nie myśl. - Warknął chłopak, po chwili przyspieszając. - Nie mam zamiaru zeskrobywać cię z jezdni. W takiej postaci będziesz już zupełnie bezwartościowa. - Zablokował drzwi. Oparłam się o zagłówek, myśląc, czy karetka już zabrała Jugheada, czy Veronica się o niego zatroszczyła. Wytarłam łzy z policzków, chociaż wiedziałam, że zaraz pojawią się tam nowe.

-Tu będzie idealnie. - Rzucił Archie, uśmiechając się okrutnie i hamując z piskiem opon. - Jesteśmy pośrodku niczego, nikt nie usłyszy twoich krzyków. Nikt nie znajdzie twojego ciała. - Kiedy tylko auto się zatrzymało, a chłopak odblokował drzwi, otworzyłam je i rzuciłam się do ucieczki. Nie miałam żadnej nadziei na ratunek, ale namawiał mnie do tego paniczny strach. Nikt nie chce umierać, kiedy ma dla kogo żyć. Biegłam asfaltową drogą najszybciej, jak potrafiłam. Nagle jednak tuż za mną rozległ się huk wystrzału, a ja poczułam silny ból dosłownie rozdzierający mi łydkę. Natychmiast upadłam na ziemię, przecierając dłońmi i policzkiem asfalt.

-Ty kurwo! Ty idiotko! Naprawdę wydawało ci się, że uciekniesz?! - Archie pociągnął mnie mocno za włosy. Byłam pewna, że prawie połowę wyrwał. Krzyknęłam głośno z bólu. - Tak! Tak teraz krzycz! Krzycz, suko, tak jak krzyczałaś jego imię! - Gorzkie łzy spłynęły mi po twarzy, kiedy na wpół niosąc, na wpół ciągnąc, przetransportował mnie znów do samochodu. Rzucił mnie na maskę i od razu oddał pierwszy cios. Coś chrupnęło, a ja zajęczałam z bólu i złapałam połamanymi palcami za kość policzkową. Nie zdążyłam jednak nawet oswoić się z nowymi obrażeniami, kiedy doszły do tego kolejne. Już nawet nie liczyłam. Wiedziałam po prostu, że takiego bólu nie czułam jeszcze nigdy. Teraz był zdwojony tym, że przez cały miesiąc nie nabiłam sobie nawet siniaka, a w tym momencie Archie mnie katował. Powoli zaczęłam odpływać.

•••

-Elizabeth Jones. - Uśmiechnęłam się szeroko i pogładziłam brzuch, po którym jeszcze nie było widać oznak ciąży. Znów tu jestem. Tym razem z maleństwem innego mężczyzny. Mojego ukochanego, który właśnie rzuca mi uspokajający uśmiech i otwiera przede mną drzwi do gabinetu. Noszę pod sercem dziecko szatana.
...
__________________________________

Dziecko Juga. Mojego Juga. Mojego... Archiego...
...
__________________________________

-Chłopczyk, czy dziewczynka?

-Chłopczyk. - Powiedziałam, uśmiechając się do Ronnie.

-Ojej! Wspaniale! Jak go nazwiecie?

-No jak to jak? Archie...
...
__________________________________

•••

Z niemałym trudem uchyliłam powieki. W przypadku lewego oka stało się to prawie niemożliwe, bo tak bardzo mi opuchło. Całe moje ciało promieniowało bólem, który wrócił do mnie nagle ze straszną siłą. Nad sobą miałam nocne niebo. Setki gwiazd skrzyło się, wysyłając mi znak, że nawet jeśli ja odejdę, to wszystko będzie nadal trwać. Moja śmierć nie zaburzy porządku wszechświata, tak jakby zrobiła to śmierć jednej z gwiazd. I ta świadomość przyniosła mi swego rodzaju ulgę. Dopóki nie poczułam, że ktoś rozpina mi jeansy, rozrywa majtki i wpycha swoje przyrodzenie w moje wnętrze.

-Ahhh.... - Rozległ się podniecony jęk Archiego, a ja zamknęłam oczy, żeby nie wypuścić z nich łez. Znów to zrobił. Bezcześcił moje prawie martwe ciało, bo sama śmierć byłej żony mu nie wystarczała.

Nie miałam siły nawet jęknąć z bólu, kiedy złapał za moje pośladki i wszedł we mnie głębiej. W tej chwili tak bardzo brzydziłam się samej siebie i własnego ciała, że opuściła mnie wszelka wola walki. Wolałam umrzeć, niż znów znosić ten ból i upokorzenie. Chciałam zniknąć, ale śmierć nie nadchodziła. Nadszedł za to orgazm Archiego, który po głośnym krzyku zamarł i stał chwilę w bezruchu.

Zaczęłam zastanawiać się, ile czasu to wszystko trwa. Ile jeszcze muszę się nacierpieć przed śmiercią. Życie jest niesamowicie niesprawiedliwe. Ale może tymi chwilami bólu miałam odpłacić losowi te ulotne chwile szczęścia z Jugheadem, kiedy wydawało mi się, że w końcu wszystko dobrze się zakończy. Że w końcu czeka mnie szczęśliwe zakończenie.

Koniec jednak przyszedł znacznie prędzej, niż się spodziewałam. I ostatnie, co można o nim powiedzieć to to, że był szczęśliwy.

•••

-Juggie! Mamy zdrowego, małego synka! Zobacz! Spójrz tylko na niego! Jest taki prześliczny...

-Jak mamusia. - Powiedział chłopak, uśmiechając się z rozczuleniem i głaskając rude włoski chłopczyka.
...
__________________________________

-Kochaaaanie! Wróciłam! Nie narozrabiałeś za bardzo? Nasz synek nie uciekł ci oknem? - Zapytałam ze śmiechem, patrząc na umorusaną twarz mojego męża.

-Nie, ale uznał, że świetną zabawą będzie wymazać mnie marchewkowym deserkiem. Dlatego zawiozłem go do wujka Archiego na lekcje dyscypliny.
...
__________________________________

•••

Poczułam wokół siebie chłód poranka. Czemu akurat poranka? Ciemność pod moimi powiekami zrobiła się bardziej czerwonawa.

Usłyszałam odbezpieczanie pistoletu. Umrę w świetle poranka. Jak romantycznie. Wraz z początkiem nowego dnia nastąpi mój koniec.

-Miałaś być na zawsze moja, głupia kurwo. Moja. MOJA, ROZUMIESZ?! - jego krzyk potoczył się po cichym pustkowiu. W tej jednak chwili do moich otępiałych uszu dotarło delikatne wycie syren. Zaczęłam się zastanawiać, czy to moja wyobraźnia tuż przed śmiercią płata takie figle, czy Archie trwale uszkodził mi jakiś ośrodek słuchu. Syreny zaczęły się jednak przybliżać.

Poczułam zimny dotyk stali najpierw na moim policzku, a potem na obnażonych piersiach, jakby zastanawiał się, gdzie wycelować.

-Kiedyś cię nawet kochałem, wiesz, suko? Ale ty nigdy nie byłaś moja. Nawet kiedy wypowiadałaś naszą przysięgę małżeńską, myślałaś o innym. To wszystko twoja wina. Przywiodłaś na siebie i niego zgubę. A teraz... Giń. - Do moich uszu obok głośnego dźwięku syren doszedł również huk wystrzału. Przez chwilę czułam otępiający ból w okolicach klatki piersiowej, a potem... Zapanowała cisza.
...











__________________________________

Broken//BugheadOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz