Uciekł... Uciekł... Jughead... Zniknął... Nikt nie wie... Jughead... Jughead... Jughead... Jug!
-O mój Boże. - Wyszeptałam, wpatrując się w przerażoną twarz Veronici. - O. Mój. Boże. Nie. Nie. Nie!
-To... To on musiał mu coś zrobić. To nie jest przypadek, B, to nie jest... Andrews ma Jugheada. - Wyszeptała pobielałymi wargami.
-Ale... Jak? - Złapałam się za głowę, ciągnąc się mocno za włosy. - Do kurwy nędzy, jak?! Jak on uciekł?! Przecież to prawie niemożliwe! Do jasnej cholery, jak?!
-Powiedzieli, że był przewożony właśnie z aresztu do więzienia stanowego. Pojazd, którym jechali, wpadł w poślizg i mieli wypadek. Ucierpieli wszyscy oprócz niego. Betty... On zabił dwóch strażników i ukradł im broń. Jest nieobliczalny! - Ukryłam twarz w dłoniach, starając się oddychać. Wdech. Wydech. Wdech, Archie porwał Jugheada wydech. Nie mogę! Nie mogę go stracić!
-Musimy ich znaleźć. - Wychrypiałam, patrząc z paniką w podłogę. - Ale jak?! Nawet jeśli uciekł, to w jaki sposób trafił na Jugheada?!
-Nie mam pojęcia, Betty, ale masz rację. Coś musimy zrobić, bo ja nie usiedzę na miejscu i nie będę grzecznie czekała, aż przyjedzie policja i powie mi, że mój brat nie żyje! - Z oczu Veronici trysnęły łzy, a ja podeszłam do niej chwiejnym krokiem i przytuliłam do siebie. Obie potrzebowałyśmy w tej chwili bliskości.
-Ronnie, możesz zadzwonić po Sweet Pea? Może by nam pomógł... - Dziewczyna pokiwała głową, ale zamarła w połowie ruchu.
-No nie! Zapomniałam, że Sweetie jest w Michigan u jakiejś ciotki. Nie będzie go jeszcze przynajmniej trzy dni!
-To do TT i Cheryl. Musimy coś zrobić, nie możemy się poddać, musimy...
-Wiem. Damy radę. Jug znajdzie się cały i zdrowy. - Spojrzałam jej prosto w oczy. Kryła się w nich taka sama paniczna nadzieja, jak w moich.
•••
Czy godziłam się na to, by odebrał mi WSZYSTKO? Jak to się dzieje, że nie żałuję nawet tego, co mogłoby być, ale tego, co mi odebrał? A raczej, kogo?
•••
-Mój dom. - Zadrżałam, patrząc na niepozorny jednorodzinny budyneczek na obrzeżach miasta. Przeżyłam w nim prawdziwy horror. Okna były pozasłaniane, nigdzie nie paliło się światło. Wyglądał na opuszczony.
-Sprawdźmy go. - Usłyszałam obok mojego ucha szept Veronici i pokiwałam głową. Z każdym krokiem byłam bliżej wejścia. Zaczęło mi się robić niedobrze. Archie powinien załatwić banner serdecznie witający gości. Porzućcie nadzieję, ci, którzy tu wchodzicie. Pasowałoby idealnie.
Wyjęłam drżącymi rękami klucz, który znalazłam w moich rzeczach i otworzyłam drzwi. Zaskrzypiały złowieszczo.
-Rozdzielamy się? Tak prędzej sprawdzimy, czy jest czego szukać. - Wyszeptała Veronica, a ja tylko kiwnęłam głową. Cały czas zżerał mnie strach o Jugheada i strach wywołany wspomnieniami związanymi z tym miejscem.
Na miękkich nogach weszłam na piętro. Nigdzie nie było żywej duszy. Spotkałam się z Ronnie po dziesięciu minutach w wyjściowym miejscu i obie pokręciłyśmy głowami. TT i Cheryl przeszukiwały inne prawdopodobne lokacje. Kiedy już miałyśmy wychodzić, rozzdzwonił się telefon Veronici.
-To... To Jug! - Wychrypiała dziewczyna i zanim zdążyłam coś powiedzieć, odebrała. - Jug! Juggie! Braciszku! Gdzie do cholery jesteś?!
-Oh, twój braciszek jest tu i tam, dziwko. - Odezwał się zachrypnięty głos, a ja z przerażeniem stwierdziłam, że spełniły się moje najgorsze obawy.
-Archie. Masz... Masz go zostawić. Masz... Ja... Zrobię wszystko, tylko go nie krzywdź. - Wyszeptałam, wyrywając Ronnie telefon i przykładając go do ucha.
-Oh, jakie to urocze. - Zadrwił. - Ale oczywiście, moja żonko. Nie martw się, jeśli tylko spełnisz moje żądania, nic a nic nie stanie się twojemu "czarnowłosemu aniołowi". - Usłyszałam w jego głosie kpinę.
-O... O czym ty mówisz?
-Myślisz, że nie czytałem tych twoich żałosnych listów? Pisałaś do tego chuja, wyznawałaś mu miłość i oczekiwałaś ode mnie czegoś więcej niż złości? Zdradzałaś mnie, głupia szmato. Nawet jeśli nie cieleśnie, to na pewno duchowo. A teraz i ty, i twój kochaś za to odpokutujecie.
-Archie... - Poczułam, że w kącikach oczu zaczynają zbierać mi się łzy. - Proszę, błagam, nie rób mu krzywdy. Przyjadę do ciebie, gdzie chcesz, zostanę z tobą, pozwolę... Pozwolę zrobić ci, co zechcesz. Tylko... Tylko go nie krzywdź.
-Niee! Betts, nie, nie możesz... - Serce mi podskoczyło, kiedy usłyszałam w słuchawce ten ukochany głos i zamarło, kiedy moich uszu dobiegło uderzenie i jęk bólu. Krzyknęłam z rozpaczy.
-Mówiłem ci, że masz się nie wtrącać w konwersację, którą prowadzę z moją dziwkarską żoną, ty głupi śmieciu.
-Ona... Nie jest już twoją żoną.
-Ooo, a co? Chciałeś, żeby była twoją? Radzę ci w tej chwili jak facet facetowi. Ta suka sprowadza tylko ból i cierpienie. I nawet nie chce się ruchać.
-Jeśli miała robić to z tobą, to wcale jej się nie dziwię. - Odgłos kolejnego uderzenia. Wyjęczałam z rozpaczą:
-Nie... Nie... Zostaw, błagam cię, zostaw go...
-Ile razy zanurzałeś kutasa w tej brudnej kurwie, co?! Ile razy pierdoliłeś moją żonę?!
-Powinieneś spytać się mnie, ile razy robiłem to przed tobą. - Kiedy to usłyszałam, już wiedziałam. Robił to specjalnie. Chciał, żeby Andrews, doprowadzony do ostateczności, zabił go i żebym nie musiała mu się oddawać. Nie zamierzałam do tego dopuścić.
-Archie, kochanie! - Zawołałam rozpaczliwym głosem, czując, że następny odgłos uderzenia połamie do reszty moje i tak już nadszarpnięte serce. - Chciałabym się z tobą spotkać. Spotkajmy się, proszę, a ja ci się oddam... Oddam ci się cała, jak za dawnych czasów... - Łzy zaczęły moczyć mi policzki, ale nie obchodziło mnie to. Najważniejszy był On. Jughead. Musiałam go uratować.
-Dobrze. - Odpowiedział po chwili zachrypniętym głosem. - Nie ruszę tego śmiecia, dopóki się tu nie pojawisz. Nie możesz powiedzieć nikomu innemu, gdzie jestem. Tylko ty i ta skurwiała siostra Jonesa, która przysłuchuje się całej rozmowie, macie tam być. Jeśli zobaczę lub wyczuję obecność kogoś innego, rozpierdolę łeb twojemu kochasiowi. Farma Goldwin. Tam, gdzie kiedyś zabrałem cię na wycieczkę. Czekamy na was z niecierpliwością w stodole. Macie... Godzinę na przyjazd. Za każdą minutę spóźnienia... Hmmm, co by tu zrobić? Za każdą minutę spóźnienia ten chuj straci jeden palec. Śpieszcie się, gołąbeczki. - Przerwał połączenie. Spojrzałam zaszczutym wzrokiem na Veronicę i bez słowa wybiegłam w stronę samochodu. Mam miłość mojego życia do uratowania.
•••
Drogi Jugheadzie,
...
Jak by ci to powiedzieć. Czuję się kurewsko źle, bo dzisiaj jest rocznica naszego pierwszego spotkania, a ja spędzam je bez Ciebie. Pierwszy raz. Może Ty już o tym zapomniałeś, ale ja wyrwałam się dzisiaj z domu, żeby przespacerować się brzegiem rzeki. Tak jak wtedy. Może miałam jakąś głupią nadzieję, że Cię spotkam?... No cóż, nie sprawdziła się. Byłam samotna jak palec. Czyli w sumie jak zawsze, odkąd Ciebie przy mnie nie ma. Tęsknię za Tobą. Kocham Cię.
Twoja Betts.
CZYTASZ
Broken//Bughead
Storie d'amoreBetty Cooper myślała, że wygrała życie. Poślubiła swoją wieloletnią miłość, Archiego Andrewsa i zaszła z nim w ciążę. Mimo osiemnastu lat była pewna swego. Wszystko zmieniło się kiedy jej mąż okazał się innym człowiekiem po ślubie. Czy dziewczyna da...
